Post miał być napisany tydzień temu. I byłby... gdyby nie wspomniany ogonek, czyli przedłużony (po łuku) tył ubranka. Oczywiście swoje musiał też odczekać (do weekendu), by miał zrobione zdjęcia w miarę dobrym świetle (szary listopad życia nie ułatwia nawet zdjęciom).
Wracając do ubranka.
Okazało się, że ogonek niestety nie wypadł symetrycznie, pośrodku tyłu. Wszystko przez nieuwagę, bo otwory na ręce powstały tak, że wspomniany był przesunięty względem środka pleców. Nie zauważyłam tego mierząc, dopiero swobodny zwis na Idealnej (manekinie), podczas robienia zdjęć, ukazał prawdę. Cóż trzeba było pruć i zmieniać.
Wracając do ubranka.
Okazało się, że ogonek niestety nie wypadł symetrycznie, pośrodku tyłu. Wszystko przez nieuwagę, bo otwory na ręce powstały tak, że wspomniany był przesunięty względem środka pleców. Nie zauważyłam tego mierząc, dopiero swobodny zwis na Idealnej (manekinie), podczas robienia zdjęć, ukazał prawdę. Cóż trzeba było pruć i zmieniać.
Ostatecznie wyszło lepiej, bo wykończenie dekoltu układa się lepiej niż pierwotnie.
Ubranko jest luźne, nie taliowane, na Idealnej też trochę zwisa. Na ludziu wygląda to lepiej, bo ściągaczowe wykończenie góry nie podskakuje tak do góry, jak to na manekinie, bo jednak ludź ma ręce i ramiona, czego brakuje manekinowi, a co ma istotne znaczenie dla tego udziergu.
Kłopotliwy ogonek ubranka na manekinie nie prezentuje się też równie fajnie, jak na ludziu. Manekin jednak nie ma pupy, a ona tutaj ma podstawowe znaczenie. Ogonek powstał, co w przypadku tak barwionej wełny widać doskonale, poprzez rzędy skrócone.
Całość wykonana jest z wełny z nowozelandzkich owieczek. Barwiona czterema farbkami w taki sposób, jak widać w poście.