Zacumowałam na króciutkie wakacje w Górnej Belnej niedaleko Biecza. Po 595 km dojechałam na miejsce. Droga oznaczona różnie. I bardzo dobrze i wcale. Nawet nowe odcinki, które posiada Google oraz i aktualna mapa w nawigacji, w rzeczywistości okazywały się być nieoznaczone.Gdyby właśnie nie nawigacja i wcześniejsza analiza trasy, pewnie jechałabym 'po staremu', od miejscowości, do miejscowości, nie korzystając z nowych objazdów, średnicówek, czy innych udogodnień.Czyli tkwiła bym często w korkach i nadkładała drogi. Na sam już koniec, drogą lokalną, wąską, ale asfaltową, dotarłam prawie pod sam płot. Jadąc, modliłam się, by nic nie nadjechało z naprzeciwka, bo szerokość jej nie pozwoliłaby na mijankę, a wysoka kukurydza na polach, nie dawała szansy na przewidzenie zbliżającego się pojazdu.
Ale jest spokojnie, cicho, pięknie. :)
Ale jest spokojnie, cicho, pięknie. :)
Pobyt w tej pięknej okolicy (trochę spalonej słońcem i podsuszonej temperaturami) to taka przystań, umożliwiający kolejny wypad, nieco krótszy, w kierunku pd-wsch. Szczegółów w temacie nie powiem teraz wiele, ale uchylę rąbka tajemnicy. życie powoli wraca na właściwe tory, bo jest ze mną już On. ;-)
To młody mastif Zorba SLNKO ZEMPLÍNA po domowemu Joszko. 30,5 kg szczęścia, póki co. ;-)