Pages

7 marca 2014

Się Porobiło - cz. 88 - Ażurowy szal dla M.

Szal dla kolejnej wielbicielki fioletowych odcieni. W zasadzie kontynuacja motka Angory de Lux, z której pierwotnie poczyniłam mitenki. Szal wzorowany na oryginalnym wzorze New Day Szacując ilość metrów 'na oko' odważyłam się wystartować z 3 motywów i ostatecznie uważam, że wyszło optymalnie. 

Kolor trudny do uchwycenia w szarościach marcowego dnia. Zdjęcie z lampą kompletnie przekłamuje kolor, próba przestawienia balansu bieli w aparacie, na 'bardziej fioletowy' niż niebieski, z kolei dodaje czerwieni, ale trudno. Szal dziś dotarł do właścicielki, pokazuję więc zdjęcia, jakie mam.


Naturalne światło dodatkowo ukazuje wzór bardziej w 3D, że się tak wyrażę. 


Oczywiście wzór wymaga blokowania.


Tak się spieszyłam, że nawet nie zauważyłam, jak przyszpilkowałam szal na lewej stronie, ale dzięki temu widać, że i  od tej strony jest całkiem fajnie. :-)
Niech się więc dobrze nosi.


3 marca 2014

Wiosna na zielono

Dziękuję wszystkim za dobre słowo pod ostatnim postem. Bardzo. ;-) Zanim kolejne jakieś wełniste urobki się pojawią, wtrącę trochę innej zieleni bowiem... idzie wiosna. 
Za oknem przez ostatnie dni jakoś średnio ją widać, bo szarawo, mglisto, deszczowo, ale termometry pokazują już swoje i to cieszy. W tym roku, całkiem przypadkowo -  bo był remont na klatce schodowej - wniosłam już po 15 stycznia donice do domu. Przycięłam dość konkretnie sieroty, w nadziei, że coś odbije w słusznym czasie. Nie wszystko szaleńczo rośnie (pierwszy raz na poważnie, świadomie próbuję przetrzymać bluszczolistne pelargonie i tu szału nie ma), ale niektórymi roślinami się po prostu pochwalę.
Pierwsze, to klasyczne pelargonie. Nie wiem, co prawda, które są które, ale na 99% białe i bladoróżowe. 3 sadzonki jednego koloru i one mają najfajniejsze korzenie oraz 6 zdecydowanie mniej ogoniastych, drugiego koloru.


 Wcześniej też przycięłam fuksję thalię  i po ok 2-3 tygodniach pobytu w wodzie, wszystkie 3 sadzonki się pięknie ukorzeniły. Jedna trafiła do koleżanki, dwie pozostałe, do doniczki.


I teraz kilka ciekawostek.
Pierwsza to bratki. Wiem, że bratki jako dwuletnie, winno się posiać późnym latem, by wyrosły na tyle, aby przetrzymać zimę i wiosną pięknie zakwitnąć. Cóż, idąc niejako pod prąd, pchana ciekawością, posiałam do doniczek zebrane nasionka z poprzedniorocznych bratków balkonowych. Miałam dwa kolory, pomarańczowe i błękitne. Wzeszły bardzo różnie. Ostatecznie uchował się jeden kolor. Który - się okaże, jak roślinki przeżyją dalej, bo zostały przepikowane do małego, płaskiego pojemnika.



 Wszystkie sadzonki posadziłam w tym roku w ziemi, rodem z Tesco, niby wzbogaconej w jedzonko na tyle, że nie trzeba nawozić, co dla takich sadzonek dość istotne.


Kolejna z ciekawostek, to... zimujące w pokoju, przy balkonie doniczki. Jedna z bukszpanem, druga z bulwą białej begonii. Bukszpan wylądował na zimę w domu, bo nie miałam pojęcia, jak przygotować go do przetrwania na balkonie. Poprzednio dwa razy już mi zimy nie przetrzymały. Ten, jak widać ma piękne zielone odrosty (chociaż i kilka listków zaschniętych), co mnie cieszy. 


Wyjątkowo też zaskoczyła mnie begonia, bo właściwie wniosłam donicę z balkonu, jak dostała porządnie mrozu. Nie miałam pomysłu, co z nią zrobić. Bulwa została w ziemi, raz na miesiąc, chlapnęłąm jej wodą i ..




I na koniec zdjęcie małej azalii. Zdjęcie, jak zdjęcie. Azalię kupiłam na początku lutego, pięknie kwitła białym kwiatem, chwaliłam się nią tutaj Nie pierwszy mój tak zakup, ale pierwszy, który zaczął normalnie rosnąć ! Poprzednie zdychały, zrzucały liście po kwitnieniu, usychały. Być może tajemnica tkwi w tym, że jest podlewana codziennie. Stoi na południowym parapecie, jak świeci słońce, to naprawdę tutaj ciepło jest i ziemia przesycha. W ostatnim wydaniu gazety  'Mój piękny ogród' była notka, że właśnie te rośliny są wrażliwe na przesuszenia. Kupując, była bardzo zalana, trochę się tego obawiałam, ale chciejstwo wygrało.  W sklepie pozwoliłam sobie wycisnąć dobre pół szklanki wody z doniczki. Oby rosła. :-)




Jak tam wasze wiosenne maluszki ? Pewnie niejedna ma parapety zastawione siewkami. Mnie siewki przez kilka ostatnich lat jeśli wyrosły, to umierały po 3-4 tygodniach. W tym roku, staram się codziennie rosić wodą ze spryskiwacza. Niby młode są bardzo wrażliwe na spadek wilgotności. To kombinuję i cieszę się, że coś rośnie. :-)


1 marca 2014

Obiecana sesja ubrankowa

To proszę, na Waszą odpowiedzialność. Zdjęcia 'na żywo', na ludziu pędzącym od statywu na docelowe miejsce po każdym 'pssstyyyyk'.

Poprzednia dzianina, czyli kamizelka z kapturem. I przy okazji zielona liszka (tak ją nazwała 'pracowa' koleżanka :-))) ), czyli ta sukienka.







24 lutego 2014

Się Porobiło cz. 87 - Dłuuuuuuga kapturzasta kamizelka

To i zakończyłam swój kolejny recykling włóczkowo-dzianinowy. Jak pisałam w poprzednim poście - zlikwidowałam ciężki sweter w formie płaszcza ważący tonę i natchniona zdjęciem kapturowego 'ubranka' spotkanego w przypadkowej ogrodniczej gazecie (równocześnie szukałam gazety ze wzorem - wydania specjalnego Sandry - Druty i oczka z listopada 2013) - zaczęłam kombinować jak wykonać, bo propozycja wydawała się niebanalna.
Ponieważ po zdobyciu gazety okazało się, że tak naprawdę, to nie długaśna kamizelka z rozcięciami, a szal z kapturem, na dodatek dziergany w oddzielnych elementach (kaptur oddzielnie i boczne szale oddzielnie doszywane dość dziwnie do kaptura). Ale cóż, wyobraźnię posiadam, pomysł w głowie nie tylko zakiełkował, co zaczynał żyć nowym życiem, a chciejstwo posiadania rosło, że hohoh, więć  - dam sobie radę.

Zdjęcie kapturka z Sandry.

Nie znoszę zszywania dzianiny, to i tym razem drutami nr 6 dziergając od dołu postanowiłam robić w całości. O ile prostą kamizelkę łatwo można pociągnąć do góry i zakończyć karczkiem tak, by wykorzystać znaną technikę dziergania od dołu, o tyle gorzej, gdy chce się mieć dyndające poły ubranka, czyli długie 'rozporki' i kaptur. No, ale przecież ... - dam sobie radę. :-)

No i dałam.
Ruszyłam z trzema oddzielnymi fragmentami ubranka (patrząc od dołu), czyli wydziergałam dwa przody i tył do określonej wysokości, do wysokości pożądanych rozcięć bocznych, po czym już jedną nitką zaczęłam dziergać w górę. Po drodze wykonałam 4 dziurki guzikowe i otwory na ręce. Metodę wykonania dziurek pokazałam w poście poprzednim a otwory na ręce powstały w sposób klasyczny, prosto, bez podkroju, rozdzielając oczka i dziergając jednocześnie, ale trzema nitkami aż do ramion. Połączenia ramion też wykonane są bez typowego zszywania, a dziergane, jak w poprzednim poście, za pomocą dodatkowego druta. Oczywiście nie łączyłam do końca, bo kaptur pomimo, że w dużej mierze ozdobny, to jednak swój kształt posiadać powinien, to i szerokość, a właściwie obwód jego podstawy swoje mieć powinien. 
Po szyjnym przewężeniu zaznaczonym wzorem francuskim, dziergałam dalej w górę, do końca, przy czym na środku tyłu, wykorzystując technikę rzędów skróconych, ukształtowałam charakterystyczny skos dla kaptura. Ostatni ruch, to 'zszycie' trzecim drutem kaptura. I tutaj mam mały zgrzyt, bo pomimo, że bezszwowo, to jednak troszeczkę zakłócił się wzór francuski. I teraz nie wiem, czy na siłę nitką wyszyć coś symulującego lewe oczka, czy zostawić. 


Ponieważ połączenie warkoczy i długich, swobodnie wiszących elementów z natury rzeczy 'kurczy się' a grawitacja powoduje dodatkowe zwężenie dzianiny, zdecydowałam się blokować licząc na dobry efekt. Blokowałam na sucho, po czym zmoczyłam spryskiwaczem dość mocno całość. Teraz leżakuje.

A to, co zostało mi z całej fury odzyskanej włóczki. Prawie drugie tyle, ile wykorzystałam. Możecie sobie wyobrazić, bo poprzedni sweter był nieco krótszy, ale miał rękawy, jaki był ciężki. Uffff.... ;-)

21 lutego 2014

Dzierganie - notka ku pamięci

Dziergam, prawie finiszuję z tym ubrankiem z poprzedniego posta i co by nie mówić, muszą być guziki. Już kombinowałąm, że skoro to taka wierzchnia forma kamizelki, to może bez ? Przecież nie będę zapinać na całej długości, może starczy jakieś przewiązanie, czy ozdobna spinka ? Jakoś sama się nie przekonałam, trzeba było brać się za dziurki. 
W dzianinie, w pasach plisowych, które najczęściej są robione ściegiem francuskim, czy ściągaczowym pozioma dziurka na guzik, niestety nie jest tylko szczelinką, jak dziurka w tkaninie. Ale też może być w miarę ładna i przede wszystkim dobrze zabezpieczona przed rozciąganiem, czy inna deformacją. 

Trafiłam na nietrudne do wykonania i bardzo mi się spodobały. Ku pamięci więc, wklejam link.


U mnie dziurki na roboczo wyglądają tak:. Na drugim zdjęciu dziurka trochę rozszerzona paluchem. :-)


Jeśli już o pamięci mowa, to dorzucę też link do wideo, w którym pokazano jak trzecim drutem połączyć (nie zszywać) dwa oddzielne elementy dzianiny. Nie każdy lubi szaleć igłą, a ten sposób z drutem jest dość prosty.



To dziś na tyle. ;-)

 

12 lutego 2014

Znowu recykling - znowu początek

Ostatnio przegięłam z tempem pracy z wrzecionem. Chciałam szybko zrobić z orzechowej czesanki nitkę, w końcu nie było tego dużo, no i nadwyrężyłam sobie jakiś mięsień na prawej łopatce. Wcześniej bywało, że wiosną po pierwszych pracach ogródkowych z tzw. pazurkami, też mięsień się odzywał, ale jak każdy - tłumaczyłam sobie pierwszym wiosennym rozruchem, po zimowym lenistwie. Dzień dwa, wracało do normy. Podobnie i z wrzecionem. Mam zwyczaj siedzenia przy pracy i wyciągania prawej ręki bardzo wysoko. Staram się też, by na wrzecionie nitka była możliwie długa. Wszystko to przekłada się na obciążenie mięśnia łopatki. :-(
Na dodatek, zawzięłam się na prucie swetra, który zalegał w szafie. Sweter zrobiony na szydełku z tureckiej włóczki, mieszanki - nie pamiętam składu, ale dość gruby i ciężki, w formie dzianego płaszcza. Z tego też powodu, trudny do prania, suszenia, ale bardzo go lubiłam i nie bardzo chciałam pruć. W końcu zdecydowałam się przerobić dzianinę. Oczywiście chciałam szybko spruć, przewinąć wełnę, odświeżyć i ... też szybko zacząć. Tym samym, dowaliłam łopatce tak, że rano, ledwo mogłam się ruszyć. Po prostu się popsułam. :-(((
Żyć jednak trzeba. W takich sytuacjach codzienność pokazuje, jak bardzo potrzebny jest ruch głową, skręt szyi, czy podniesienie ręki. Na co dzień niedoceniane możliwości własnego ciała ! Pokornie więc oszczędzam się kolejny dzień, tzn oszczędzam ów mięsień. W weekend plastry żelowe, rozgrzewanie termoforkiem, teraz też jeszcze codziennie maść końska. (O ironio, ale nazwa !) Już było nawet, nawet i się cieszyłam. Ale dziś doszło poranne skrobanie szyb samochodu i ...... grrrrr..... 
Dalej muszę uważać, bo to ciągle nie jest tak, jak być powinno.
Dziergam więc. Powoli macham rękami, powoli przewijam włóczkę, tylko tyle, co muszę.


Włóczki, jak widać jest sporo. Niecałe 2 kilogramy, o ile pamiętam. Ale bardzo ładnie, jak widać się wyprostowała i jest miękka. A uwierzcie, była harmonijką. Nie wiem, jak Wy przywracacie życie nitkom, ale ja przewijam w luźne zwoje, po czym trzymam nad parą z dziobka czajnika. Nitka bardzo szybko się naturalnie prostuje. Później wystarczy kilka minut, by odparowała nadmiar wilgoci i ... można przewijać w kłębki. Nie zdarzyło mi się, by włóczki nie dało się wyprostować. Ten sposób, wg mnie nie tylko prostuje, co też przywraca naturalną sprężystość nitki.


Powstanie duży i długi sweter z kapturem, ale bez rękawów inspirowany - jak się okazało szalem z kapturem - który prezentowany jest w wydaniu specjalnym Sandry - Druty i oczka, o któym było kilka wpisów wcześniej.

I na koniec, nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła kolejnych, wiosennych kwiatów. Podobnie, jak rok temu, kupiłam wiosenne azalie, też białe. Poprzednie bardzo szybko przekwitły, zrzuciły i płatki kwiatów i wszystkie liście i niestety roślina nie przeżyła. Może tym razem się uda. Czytałam, że te kwitnące wiosną, to są jakieś inne odmiany, które mają już liście jednocześnie z kwiatami, co nie jest typowe dla tych roślin.

Poniżej zdjęcia specjalnie, pod światło, lutowe ostre słońce. 





8 lutego 2014

Się Porobiło - cz. 86 - Mały recykling finisz

Pracę rozpoczęłam od prucia, o czym pisałam tutaj. Prułam nie tylko przy likwidacji poprzedniej dzianiny, ale i teraz, kombinując to, co ostatecznie zostało tuniką. Pierwotnie chciałam ubranko narzucane przez głowę na ramiona, coś jak węższe ponczo, ale z otworami na ręce. Jednak nie wyglądałam w tym sensownie. Z resztą nie udało mi się uzyskać kompromisu między wygodą a wyglądem. Jak wygodnie - to szeroko, a to już trudne do zmieszczenia pod kurtką, a i z moim wzrostem, jak za szeroko, to ... delikatnie mówiąc... niefajnie. :-) Prułam, kombinowałam, mierzyłam, weryfikowałam. Ostatecznie mam tunikę do getrów i koszulek z rękawem. 


Tu kilka zbliżeń.


Kołnierz można nosić bardziej postawiony, jak golf, albo i na płasko, jak ministrant. :-)))


Ubranko dziergane na drutach, luźno. Pomponiki są tylko z jednej strony. Całość dziergana w 3 częściach: przód, tył, kołnierz. Przód szerszy niż tył. Każdy element dziergany 'od lewej do prawej', z wykorzystaniem rzędów skróconych, co pozwoliło formować charakterystyczny dla tuniki kształt. Czemu w ten sposób ? By pomponiki ustawiały się w pionie, nie poziomie, by jeszcze optycznie nie dodawać szerokości. Osobiście mam jej wystarczająco dużo. :-)

A do kawy, z racji topniejącego śniegu za oknem, góry bezowe, czyli tarta waniliowa. Czyż w naturalnym świetle, nie kojarzy się właśnie ze śniegiem ?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...