Pages

2 października 2016

Się Porobiło - cz. 171 - Dżinsowa torba

Kolejny dżinsowy recykling, wzorowany na zdjęciach z netu.
Nie powiem, by szyło się prosto, szybko i przyjemnie, ale chyba efekt końcowy wart zmagań. 

Najpierw misterne wycinanie i dopasowywanie kawałków części zewnętrznej torby. Wbrew pozorom, to dość upierdliwa robota. Rozcinanie spodni, kombinowanie, co i jak, wcale nie należy do przyjemnych czynności, nie mówiąc o czasie potrzebnym na takowe. Pomna wiedzy praktycznej po szyciu letniej torby, postanowiłam w pierwszej chwili tylko zrobić torbę na zamek, na koniec dopiero dorobiłam magnetycne zapięcie. Trochę czasu zajęło mi znalezienie, jakie czynności (w jakiej kolejności, bo to najważniejsze), są niezbędne, by dobrze wszyć zamek. Wystarczy wykonać jedno szycie za szybko i już kiszka... Najczytelniej, z tego, co znalazłam, jest przedstawione tutaj. Może komuś się przyda. Do mnie zdjęcia i obrazki szybciej przemawiają, niż opisówka słowna. 



Inną sprawą była podszewka. W pierwszej kolejności chciałam mieć wewnątrz kieszonkę zapinaną na zamek, ale ostatecznie jakoś tak wyszło, że nie podjęłam próby. Może następnym razem. 
Trochę walczyłam z szyciem dżinsu, jednak nie tyle za sprawą samej maszyny, co starożytnych nitek, które w spadku po mamie zalegały w szafie. Próbując je wykorzystać, po klęłam sobie trochę i poprułam. Niestety, maszyna zrywała, dokładnie to, co było przy szyciu narzuty. Przyczyniło się to do restrykcyjnego rozdziału zbioru nitek, tych nowych od 'spadkowych' (po mamie), z tymi drugimi przyjdzie mi się rozstać. Szkoda, bo dużo tego, ale cóż. Może wykorzysta je koleżanka szyjąca mamy Łucznikiem.

I na koniec jeszcze, widok miły memu sercu. Dziś rano otworzyły się dwa kolejne kwiaty bawełny. Wystawiłam w południe roślinę na balkon licząc, że kwiatami zainteresuje się jakiś brzęczący owad, chociaż przyznam się do tego, że rano pędzelek poszedł w ruch, bo poranne zimno i deszcz nie wróżyły niczego dobrego. Bawełna od kilku dni mieszka na parapecie, w pokoju, więc istniała szansa, że marne 10 st C i deszcz nie zachęca pszczółek do latania. Zobaczymy. Bawełna ma jeszcze pąki. Kilka dni minie, zanim się otworzą. Czy w ogóle się otworzą ?







25 września 2016

I oto jest bawełna.

Otworzyła owoc w tygodniu. Wniosłam roślinę z balkonu do domu, bo noce zaczęły być chłodne.Myślałam, że kwiatostan musi zbrązowieć, ale nie, otworzył się będąc zielonym i obsycha z dnia na dzień.


 W nadziei patrzę na niewielkie pąki kwiatowe. Czy jeszcze zdążą się otworzyć i przemienić w puchowy 'kwiat' ? Bardzo bym chciała... .

W poprzedni weekend był Dzień Przędzenia w miejscach publicznych. Nie jestem na tyle odważna, by wyjść z kołowrotkiem (!), czy chociaż z wrzecionem na ulice, dlatego też skończyłam cały alpaczy bałagan w domu. Do poprzednich moteczków doszły dwa 'chude'. I tak mam już tego troszeczkę.



Dzięki pomocy Domini Ki mam przyjemność obcować z wełną. Nabyta na aukcji, w cenie stosunkowo niewysokiej, powoli przerabia się w coś większego.




Miłego tygodnia. Przede mną trudny dość się rysuje, więc tym bardziej dobrego wszystkim życzę.








19 września 2016

Storczykowa impresja

I dalej kwitną... Inne, naprzemiennie. Dziś tylko trzy. Ale nie mogłam się oprzeć zdjęciom. ;-)

















14 września 2016

Się Porobiło - cz. 170 - Traktorek - spersonalizowana koszulka.

Kolejna. Jakże mi miło, bo to koszulka dla małego (no, może nie aż tak zupełnie małego :) ) wielbiciela traktorów. Sama koszulka, to gotowiec ze sklepu. Moje dzieło, to oczywiście pastelowy rysunek. 
Wzbraniałam się przed taką tematyką, no ale ... co można zrobić, skoro dziecko ma marzenia ? 

Osobiście nie wiem, czy to na pewno traktor, ale mama wspomnianego, zapewnia, że tak. :)))
Oby się spodobała !

Zdjęcia trochę słabe, ale robiąc je wczoraj wieczorem, wydawało mi się, że są dobre mimo, że z ręki, bez lampy. Tylko jedno zbliżenie (ostatnie zdjęcie) zrobiłam z lampą dla porównania efektu. Ale po ściągnięciu z aparatu, okazało się, że jednak niedowidzę. :))) Jest więc, co jest, bo koszulka już u właściciela.















8 września 2016

Się Porobiło - cz. 169 - Wełniaście - rękawki

Rękawki to dziwny temat.
Lata temu widywałam tshirtowe i wcale mnie nie kręciły. Nawet wydawały mi się dziwne, śmieszne i niewygodne. Dlaczego zmieniłam zdanie ? Nie wiem. Bo tak wyszło. Przypadek.
Długo nie wiedziałam w co przerobić 100 g mieszanki polwarthu z jedwabiem. Chciałam coś krótkiego na ramiona, ale nie typowy szal, czy chustę. Przypadkowo na Pinterest-cie trafiłam na zdjęcie, które nakierowano mnie na sposób wykonania rękawków. Jednak, z racji, że nie znoszę opisów słownych wykonań, dodatkowo w angielskim, toteż zrobiłam po swojemu. Każdy rękawek oddzielnie, od mankietu z kilku rzędów ściegiem francuskim po tył.
Później połączyłam dwie części z sobą niby szyjąc, czyli tak przeciągnęłam nitkę, że wygląda, jak dzierganie. W sumie fajnie wyszło. Na koniec na druty 'pozbierałam' z obwodu oczka i przerobiłam kilka rzędów ściegiem francuskim, po czym zakończyłam elastycznie. Samo barwienie czesanki też rozłożyło się dość fajnie na całości. 

I nawet fajnie się nosi, tylko koszmarnie ściąga. :) Sama dzianina bardzo przyjemna w dotyki. Jedwab robi swoje. ;-)


Między czasie wyczesałam wspominaną wcześniej starą alpakę. Na razie mam tego w 135 gram w 3 moteczkach, w podwójnej nitce 420,2 m.


 Na razie przerwa, bo reszta alpaki została poza miastem. Może w niedzielę przywiozę.





4 września 2016

Przestawienie trybików

Przyszedł niestety czas, że trzeba było wrócić do domu. W ogóle plany były zupełnie inne, ale te uległy wcześniej zmianie. Cóż...  może w przyszłym roku... .

Joszko musiał zamienić taras na balkon.I, ku mojej radości, 'zatrybił' bez problemów w blokowisku.


Tymczasem jeszcze w warunkach polowych zdążyła się narysować kolejna koszulka, tym razem dla chłopca. Tutaj od razu przepraszam za jakość zdjęć, bowiem są z telefonu. Moja lustrzanka z 'cierpiącym' obiektywem jest w serwisie.
Wieczorem, zaraz po wyprasowaniu koszulka prezentowała się tak.  


Tytułem wyjaśnienia, koniecznie miał być ten sam rysunek, co u siostry, jednak broń Boże nie pisać zdrobnienia imienia !!! :)
Za zgodą mamy Weroniki i Jurka pokazuję zadowolonych małych właścicieli (zdjęcia autorstwa ich mamy). Widok uśmiechów szczególnie mi miły. :)


Mozolnie powstał też mały moteczek z alpaki. Szczerze mówiąc, wcale mi tych kłaczków nie ubyło z worka. Naiwnie sądziłam, że dam radę chociaż przebrać runo, ale gdzie tam. Na razie mam kartonik podczesanej alpaki i to poleci na wrzecionko. Ale jeszcze ok połowy nieprzebranej zostało. 
Nitka w sierpniowym słońcu


Szkoda mi przemijającego lata, szkoda powrotu do blokowiska. Jednak gdyby nie te kilkaset m2 w RODzie, to bym kompletnie zwariowała. Pracując zawodowo, nie można poświęcić się tylko i wyłącznie hobby. Podziwiam ludzi, którzy utrzymują się z rękodzieła przy tym nie robi się z ich twórczości pracy zawodowej. Nie wiem, jak to robią i pewnie się tego nie dowiem. Prawda też taka, że chętnie już nie raz, zamknęłabym w pracy za sobą drzwi i tam nie wracała. Towarzysko jest ok, nawet bardzo ok i chyba dzięki temu można jeszcze wytrzymać. No i też ta praca powoduje w dużej mierze, że wracam do blokowiska. I ... tak to się kręci....






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...