Zgodnie z tym, co pisałam niedawno, nie mam za bardzo czym farbować. Ba, powoli nie mam też czego farbować. Jednak, na razie, udało się, wcześniej skręconą w 2ply czesankę BFL potraktować tegorocznym owocem świdośliwy kanadyjskiej (Amelanchier canadensis). Ponieważ zbiór owoców nie szedł w parze z możliwością farbowania (BFL było w formie czesanki, a jednak wolę farbować nić), owoce powędrowały do zamrażalnika. Owocami, zwyczajowo zainteresowane są ptaki, więc konkurencja do owocu była spora.
Przed farbowaniem czesanka potraktowana była ałunem, w proporcji, na oko, sporo ponad 20%. Mokra jeszcze wylądowała w garze z zimną wodą i owocami świeżo wyjętymi z zamrażalnika, zawiązanymi w gazę. Początkowo wyglądało średnio. Im dłużej na ogniu, tym więcej barwnika oddawały owoce.
Woda w garze zagotowała się i tak gotowało się ponad godzinę. Pachniało słodkawo, bo to przecież dobry owoc na soki, dżemy, czy nalewki. Po czym długo stygło. Po nocy w wywarze, podgrzałam jeszcze raz wełnę. Przed podgrzaniem, zimna wełna wyglądała na szarą, taką szaro-szarą, myszowatą, ale płyn miał dużo ładniejszy kolor.
Później wylądowała na zewnątrz i stygła wraz prawie litrem octu. Dodanie octu wyciągnęło czerwony barwnik na światło dzienne. Z szarości zaczął się wyłaniać inny kolor.
Płukaniu nie było prawie końca. Bardzo żałowałam, że nie mam niczego, co można byłoby do gara jeszcze włożyć. W końcu roztwór był dość silny. Owoców było 2-3 krotnie więcej niż ważyła wełna.
Schnąc nitka zaczęła się trochę luzować. Nie podobało mi się to. Ale ostatecznie, po czasie, już mi się podoba.
Wyglądało na to, że przędza zabarwiła się jednakowo, równo. Gdy wyschła, dało się zauważyć jednak różnice tonalne, ale przypuszczalnie, duża w tym rola samego skrętu. Gdy mocniejszy, barwa też wydaje się być ciemniejsza. Jaki ma kolor ? Sama nie wiem, w zależności od warunków oświetlenia, jest inna. Taki chłodny brąz, ale w odcieniach fioletowo-różowych.
A rok temu wyglądało to zgoła inaczej - świdośliwa 2014
Skoro jesteśmy w temacie naturalnym, w końcu ruszyły moje pomidory. Tzn zaczęły powoli dojrzewać. Mam nadzieję, że teraz to już kwestia tylko czasu. Ze 3 tygodnie temu przeniosłam je na górny taras, bo na dole miejsce potrzebne było na drewno do kominka. Akurat walnęło im w te upały, bo na tarasie było ponad 50 st C. Mimo podlewania, liście im się rozjaśniły. Jakby niedożywione, a przecież dostają kurzy nawóz.
Póki co, są takie.
Ten ciemny, to to 'Black Cherry' (dostałam sadzonkę).
Podłużny, czerwony (za czas jakiś) 'Zyska'.
Czerwony w paski (dopiero się wybarwia) 'Tigerella'.
I żółte grona 'Cytrynka groniastego'.
Zapomniałam o zdjęciu malutkiej 'Bajaji', ale nadrobię.
Z radością też czekam aż dojrzeją jeżyny. Niewiele, ale pierwsze owoce po tym, jak jeżyna odbiła z korzenia po dwóch latach ! Wcześniej była wielkim krzewem, obficie rodzącym owoce i szlag ją trafił w srogą zimę. Nie wykopałam, na szczęście. Odrasta po dwóch latach od pierwszej śmierci. Ot, siła życia. :)



































