Pages

26 lipca 2014

Farbowanie naturalne 2014 - świdośliwa


 
O świdośliwie pisałam już kilka razy na blogu. Można oczywiście poszperać wrzucając w wyszukiwarkę 'świdośliwa'. :-)
Rok temu farbując w jej liściach ( u dołu posta) już sobie założyłam próbę moczenia w owocach. Ale nic nie może iść gładko i bezproblemowo. :-) Wiosna zawitała szybko, krzew zakwitł mniej więcej miesiąc szybciej i tym samym, dojrzewanie owoców było też wcześniej. Skorzystały na tym ptaki, bo obżarły prawie cały, mnie udało się uzbierać raptem 67 gram ! :-)

Owoce po rozgnieceniu wyglądały obiecująco, ale już dolanie wody dość mocno rozcieńczyło sok. Oddzieliłam owocową papkę w kawałek firanki (skleroza jest też matką wynalazków !) i wrzuciłam czesankę uprzednio zabejcowaną sodą. 


Gdyby wełna zechciała wessać tak, jak ręcznik papierowy, świat byłby piękny ! Ale wiadomo, nie chciała. Pyrkało w garze, co wycisnęłam próbnie wełnę, oddawała sok. Co mi zostało... próbować, a to z sokiem cytryny, a to z ałunem. Brałam na łyżkę wywar i sypałam, roztwór albo ciemniał (po ałunie), albo różowiał (po cytrynie), jednak w garze, po chwili wszystko wracało do pierwotnego wyglądu. Nie wiem już jaki odczyn był w garze, czy bardziej w stronę zasady, czy w kwas. Podejrzewam, że emocjonalnie bardzo obojętny. :-) Ostatecznie, po zdjęciu z ognia, wrzuciłam do gara ok łyżeczki siarczanu miedzi. Dzięki Bogu, gar miałam już na tarasie. Buchnęło ! Wszystko się spieniło, prawie wylazło z gara. A nie było gorące. Zzieleniało ! Garnek wyglądał, jak buzujące bagno gdzieś w ciemnych otchłaniach lasu. Mieszałam w ciemno w garze. Piana powoli się uspokajała. Obawiałam się wlać ocet. Sypnęłam sodę. Jak ostygło, zaczęłam płukać. Chyba dobrą godzinę, milion razy przelewałam wodę przez runo. Ciągle farbowało, co było dla mnie na tyle niezrozumiałe, bo wełna odciśnięta po pierwszym płukaniu, do ostatniego nie zmieniła koloru ! Ponieważ na tarasie było już prawie ciemno, zostawiłam wełnę odciśniętą w misce. Niestety, następnego dnia buchnęło słońce, wysuszyło (jak byłam w pracy) całą wełnę. Uczucia miałam mieszane. Fajnie, bo kolorek nie najgorszy, niefajnie, bo mam prawie sfilcowane dredy, a nie porcje wełny.


I zaczęło się... Nierówna walka grzebieniem z dredami. Sporo czasu mi to zajęło i pochłonęło dużo odpadu.
Przędzenie też nie było marzeniem, bo nie do końca dobrze wyczesane kłaki przy skręcie ukazywały drobiny sfilcowanej wełny.


Ostatecznie mam  178 m w 25 gramach.
Zdjęcia poniżej są w pierwszej kolejności przy trochę zachmurzonym niebie, kolejne już w popołudniowym słońcu.


Czy to jest zielonoszary, czy szarozielony, nie wiem. W samej czesance wyglądał bardziej w stronę bardzo, bardzo rozwodnionej zieleni z odcieniem turkusu. Ale tak to już jest z naturalnym barwieniem. Trudno określić odcień, bo on się w świetle zmienia.

Skoro już mowa o farbowaniu, to niniejszym przyznaję się do kolejnej porażki z trzykrotką. 2 tygodnie w soku i ... guzik. Chociaż można dostrzec drobiny różu, to jednak bardzo, bardzo mikre.


Kusi mnie jeszcze trzecia możliwość. Muszę spróbować. Mimo wszystko. 

I na koniec jeszcze kolejne rybki. Dokupiłam siódemkę, głównie pomarańczowe, bądź z domieszką białego. Jak szaleć, to szaleć - mam teraz szczęśliwą trzynastkę złotych rybek. :-)









11 komentarzy:

  1. Jestem pełna podziwu dla Twojej wytrwałości! Jednego nie rozumiem: dlaczego soda? Sodę to się czasem dodaje do farbowania bawełny i lnu (znaczy roślinnych włókien), nie białkowych, znaczy: nią surowiec bejcuje. Ale może to ma sens, skoro na taki całkiem niczegowaty oliwkowy Ci złapało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzieś w necie doczytałam, że na jagody nie' ałun, a soda. Gmerałam pod hasłem 'farbowanie jagodami. Większość niespójnych informacji. Było też forum gdzie wspierali się informacjami o rekonstrukcjach ubranek, więc może w domyśle chodziło tylko o szmatki. Kurcze, starałam się zapamiętać, by odruchowo nie walnąć wełny w ałun. :-)))
      Nie wiem, czemu czasami ludzie piszą różnie o farbowaniu tego samego tym samym.
      A już cuda, jak niemieckie wrzuci się w google. :-)))
      O malwie też, że gotować chwilę, albo, że godzinę. Bądź tu mądrym. :-) Ty też malwą barwiłaś, nie ?

      Usuń
  2. Jak dla mnie kolor ze świdośliwy piękny! Szkoda, że ty nie sprzedajesz uprzędu :(( A trzykrotkę sprzędziesz taką? Aha, czy te świdośliwy są jadalne? Jak to smakuje? Jak aronia? Ptaszorom smakuje :D, ale im wiele rzeczy smakuje. U mnie jak się skończyły czereśnie, to gołębie zaczęły przychodzić na poziomki, a dziwiłam się co ich tak mało. Teraz mają straszaka i pewnie łażą, gdzieś indziej... Rybki prawdziwe, złote :) ładniutkie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma swój urok, prawda. Ale oczekiwałam czegoś zdecydowanie nie zielonego. :)
      Świdośliwa jest jadalna i dość cenna. Pisałam o niej kilka razy. Dżemy fajne i naleweczka. ;-) Nie żałuję ptakom, ale kurcze, ... 'ostał mi się jeno sznur...' :-)))

      Usuń
  3. To może spróbuj z brzozą? Jakoś zachwytu nie widzę :D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie mam swojej, do obcej, to tylko się mogę przytulić. :-)

      Usuń
    2. wszystkie są swoje :)

      Usuń
  4. Škoda toho pokusu, ale olivová zelená nakonec je také pěkná. Sodu používám také, ale jen, když chci zelenou. Dokáže v zelenou proměnit i původně růžovou barvu. Třeba když barvím listy červené lísky nebo květy rákosu. Tam je barva nejprve vínově červená, po přidání kamence (alum) temně zelená a soda na konci barvení ji rozjasní do krásné hráškově zelené barvy.
    Přišla jsem na to až po mnoha pokusech a zklamáních. Ano, takové je přírodní barvení. Vždycky uchystá překvapení nakonec. Tolik krásných odstínů barev zelené a žluté (a my pořád toužíme po té modré nebo červené :-D)
    To ovoce z tvého příspěvku neznám, vidím ho poprvé.
    Hezký den tobě i rybičkám v novém domově.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po czesku, ta roślina to muchovnik - http://cs.wikipedia.org/wiki/Muchovn%C3%ADk
      'červené lísky nebo květy rákosu' co to za kwiaty ? bo zrozumiałam, że chodzi o trzcinę, 'rakos' http://pl.wikipedia.org/wiki/Trzcina o jakie kwiaty chodzi ?
      Zbieram jeszcze ostatnie czerwone kwiatki daylilily i też chcę bez ałuny, bo jak pisałaś, lepiej się barwią. :-) Robiłaś solarnie, czy gotowałaś w wywarze ?

      Usuń
  5. Ja też by zachować ten lawendowy kolor wrzuciłabym wszelkie dostępne specyfiki :D
    I chociaż oliwkowe zielenie to jeden z moich ulubionych kolorów rozumiem, że nie do końca czujesz satysfakcję - za to trzykrotka to i mnie rozczarowała a tak liczyłam na moc słońca :)) Zawsze uważałam, że farbowanie naturalne jest o wiele bardziej stresujące niż z torebki ale dla samego eksperymentu też niekiedy warto spróbować.
    Za to patrzenie na oczko na pewno przynosi stuprocentową satysfakcję :)))
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-))) Kolor początkowy, to faktycznie marzenie, ale reszta, jak zwykle. :-( Gdzieś na blogu się podkręciłam, jak ktoś pokazywał barwione jagodami, al doczytałam, że dorzucił koszenili. :-(
      Chciałabym uzyskać jakieś barwy inne od beżów, czy brązów, ale to chyba mało realne, bo nie mam surowców. To, co u mnie rośnie w tej chwili, jest bez wartości. Ale będę próbować.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...