Pages

5 grudnia 2016

Się Porobliło - cz. 177 - Święteczny patchwork

To w końcu pokażę, co powstało ze ścinków, które skrupulatnie produkowałam. Całość mogła zostać skończona dopiero, gdy dotarły tkaniny, które oczywiście nabyłam z przygodami, ale za to InPost wywiązał się idealnie dostarczając do paczkomatu w sobotnie popołudnie. 
Zdjęcia, cóż... wieczorne, z lampą i prześwietlone. Hmmm...

Dwie poszewki na poduszki 40cm x 40cm i niewielka serweta na ławę. Myślę, że będą fajnym prezentem. 


Przy okazji, biję pokłony i od soboty wielbię... szybkozmienną stopkę do maszyny, specjalnie do wszywania zamków krytych. Tydzień temu nie miałam pojęcia, że istnieje, od soboty nie wyobrażam sobie życia bez niej. :) 


 Tak przy okazji... luźna refleksja. Wróżę poczcie, InPostowi i innym przewoźnikom wiele sukcesów, bo jak tak dalej będzie, handel przeniesie się całkowicie do netu, czy gdzieś, skąd konieczny będzie transport. 90% towaru przemysłowego (poza spożywką) kupuję via net. A do robótek 100%. Jeśli coś nawet jest stacjonarnie, to częstokroć jest droższe niż wysyłkowo nawet po wliczeniu przewozu/przesyłki.



27 listopada 2016

Się Porobiło - cz. 176 - Bawełniane tkaniny.

Bawełna, tym razem w tkaninie.
Nigdy nie szyłam pościeli. Wcześniej nawet nie myślałam, by to zrobić, bo wydawało mi się, że do obróbki tylu metrów, ile potrzeba na poszwę na kołdrę, muszę zmienić mieszkanie na większe. :) I pewnie trwałabym dalej w takim przekonaniu, gdyby nie bawełniane tkaniny, których ostatnio naoglądałam się sporo, no i fakt, że mając małe poduszki ergonomiczne ostro zaczęły mnie wnerwiać duże poduszkowe poszwy, które przeważnie są w gotowych kompletach pościeli. 
No i w końcu, gdy już zaczęłam odczuwać ilość nagromadzonych różnych tkanin (czyt. zaczęłam przestawać się mieścić), wzięłam się za kupioną dużo wcześniej bawełnę pościelową. 
Odcięłam z całości pierwszego kuponu ilość na kołdrę i trochę się przeraziłam, bo zostało mi dość mało tkaniny. Wykombinowałam poduszkę i przyrzekłam sobie następnym razem kupić pół metra więcej. 
Uszyłam. Wyprasowałam. Następnego dnia zabrałam się za drugą tkaninę. Zanim cokolwiek odcięłam, zmierzyłam kupon. Okazało się, że brakuje mi około pół metra tkaniny. Po wykrojeniu poszwy na kołdrę i poszewki na poduszkę zostało mi mniej więcej tyle samo, co poprzednio. Wniosek prosty, kupiłam tyle, ile potrzeba, ale otrzymałam o ok 50 cm z każdej tkaniny mniej. :-( No niefajnie. Przyznam, że nie zmierzyłam po odbiorze przesyłki, bo zwyczajnie nie chciało mi się walczyć z taką porcją tkanin. Teraz głupio pisać cokolwiek do sprzedawcy (a była to dziewczyn na jednej z grup sprzedażowych ma FB). Prawdę mówiąc, ja się zawsze dziwnie czuję, jak coś nie tak jest z produktem kupionych wysyłkowo, tzn gdy jest ilościowo nie tak.
Pościel najlepiej oczywiście prezentuje się odziana, rozłożona na łóżku, a moja, póki co, wyprasowana i złożona. Ale na trochę wyjrzało piękne słońce, to postanowiłam zrobić zdjęcie tak, jak jest.

 Tkanina jest fajna, wdzięcznie się prasuje. Obym była równie zadowolona z używania. 

W najbliższym czasie szycie będzie priorytetową czynnością. Niestety, czesanki, wełna, kołowrotek, druty muszą poczekać. Doba ma tylko tyle godzin, ile ma i dalej nie wiadomo, co zrobić, by ją wydłużyć. ;-) 
Mały zwiastun następnego projektu. ;-)









22 listopada 2016

Nowozelandzka w trójnitce.

To się w końcu doczekała. Wełenka z nowozelandzkich owieczek. Barwiona dwukolorowo, o tak - klik.
 Startowałam wagowo z 300 g, ale gdzieś podczas pracy wcięło 5 gram i tak, ostatecznie mam:

moteczek 1 - 232x1,30m =301,6 m     85 g
moteczek 2 - 285x1,30m=370,5 m    104 g
moteczek 3 - 274x1,30m=356,2 m    106 g

czyli łącznie 1028,3 w 295 g, co średnią daje niezłą, bo 348,6 w trójnitce, czyli navajo.

W promyczkach listopadowego słońca prezentuje się dość fajnie.


Do barwienia czesanka była podzielona tylko na dwie części, farbowało się trochę kiepsko, ze względu na długość pasma i wymiary kuchni, ale cieszyłam się, że się udało. Jednak przy przędzeniu okazało się, że radość była czasowa, bo przecież na szpulę wchodzi 100 g, a nie 150 g, jak było w paśmie. :)))


 Bez słoneczka kolorki są trochę chłodniejsze, naturalnie wyglądają mniej więcej tak:


Intryguje mnie, jak kolory rozłożą się w dzianinie. Póki co, waham się, na co przeznaczyć wełnę. Czy starczy na czapkę i otulacz? A może i rękawiczki ???








20 listopada 2016

Się Porobiło - cz. 175 - Ubranko z ogonkiem

Post miał być napisany tydzień temu. I byłby... gdyby nie wspomniany ogonek, czyli przedłużony (po łuku) tył ubranka. Oczywiście swoje musiał też odczekać (do weekendu), by miał zrobione zdjęcia w miarę dobrym świetle (szary listopad życia nie ułatwia nawet zdjęciom).
Wracając do ubranka.
Okazało się, że ogonek niestety nie wypadł symetrycznie, pośrodku tyłu. Wszystko przez nieuwagę, bo otwory na ręce powstały tak, że wspomniany był przesunięty względem środka pleców. Nie zauważyłam tego mierząc, dopiero swobodny zwis na Idealnej (manekinie), podczas robienia zdjęć, ukazał prawdę. Cóż trzeba było pruć i zmieniać. 

Ostatecznie wyszło lepiej, bo wykończenie dekoltu układa się lepiej niż pierwotnie.
Ubranko jest luźne, nie taliowane, na Idealnej też trochę zwisa. Na ludziu wygląda to lepiej, bo ściągaczowe wykończenie góry nie podskakuje tak do góry, jak to na manekinie, bo jednak ludź ma ręce i ramiona, czego brakuje manekinowi, a co ma istotne znaczenie dla tego udziergu.


Kłopotliwy ogonek ubranka na manekinie nie prezentuje się też równie fajnie, jak na ludziu. Manekin jednak nie ma pupy, a ona tutaj ma podstawowe znaczenie. Ogonek powstał, co w przypadku tak barwionej wełny widać doskonale, poprzez rzędy skrócone.
Całość wykonana jest z wełny z nowozelandzkich owieczek. Barwiona czterema farbkami w taki sposób, jak widać w poście.





31 października 2016

Dzisiaj

Nie będę pisać o Halloween. Średnio leży mi ten dzień, podobnie, jak Walentynki czuję, że to ciągle próba przeflancowania do naszych tradycji czegoś szalenie komercyjnego. O ile czerwone serduszka już mnie nie drażnią, stały się obojętne, o tyle świecącym dyniom zdecydowanie mówię 'tak'. Lubię ogień, płomień, jego przesłanie i ciepło, jakie daje.Lubię energetyczny kolor pomarańczowy, i dynię, jako taką. Dlatego corocznie małą dynie przerabiam na lampion i cieszę się, jak dzieciak. Jednak zdecydowanie bliżej mi, klimatycznie i emocjonalnie do naszych słowiańskich Dziadów


Joszko potraktował dyńka jak piłkę i z wielką radością kopnął lampion. Moje szczęście, że kopnięta dynia od razu zadusiła płomień świeczki.


I pomna tego, co któraś z prządek na grupie prządek napisała, że przędąc w Dziady nić, można wprząść dusze ( ;-) ) skupiam się dziś na dzierganiu. Chyba nic i nikogo nie wdziergam. :) Przerabiam wcześniej barwioną nowozelandzką.  






27 października 2016

Się Porobiło - cz. 174 - Cienka tunika

Cienka, pomimo, że z tkaniny dresowej. Kupując wysyłkowo wiedziałam co nabywam, że pętelka, ale bardzo cienka. Wszystko mi pasowało. Kolor okazał się lekko inny, bardziej ecru niż śmietankowy, jak wskazywał monitor. I tu przyznaję, że pierwszy raz miałam rozjazd z kolorem. Skusiłam się na zakup przy okazji innej dzianiny (szycie jeszcze przede mną), więc nie żałuję. Na tym jaśniejszym kolorze pasowała mi pewna grafika, jednak na tym ecru już niekoniecznie, więc póki co, jest tylko tunika. 


Dekolt, mankiety i dół tuniki wykończyłam pasmem dzianiny ciętym wzdłuż. Chodziło mi o to, by nie było wyraźnego wykończenia w formie ściągacza. Myślę, że się udało. Tył jest też po łuku, ale przeciwnie wygiętym niż przód, tylko jakoś średnio to widać na zdjęciu. :)





25 października 2016

W barwach jesieni

Poniżej 300 g wełny z nowozelandzkich owieczek barwionych w kolorach jesiennego klonu. Zawsze intrygował mnie czerwony kolor liści klonu mieniący się miedzy zielonymi, nieczęsto, ale jeśli już to właśnie taki... czerwony stłumiony, nie brązowy, w przeciwieństwie do ognistych żółci. :) 
To właśnie próba przeniesienia jesiennej energii na wełną i docelowo jakieś ubranko.


Barwiłam w dwóch porcjach po 150 gram. Pasma wyszły w miarę równe. Teraz nastał czas przędzenia.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...