Pages

10 stycznia 2017

Pierwszy post w nowym roku

Witam w nowym roku i od razu mam pytanie.
- Zakładam oczywiście, może bardzo naiwnie, że jeszcze ktoś tu zagląda i wypowie się w temacie, bo sporo osób już dawno z blogów zrezygnowało, realizują się krótkimi notkami na FB, czy Instagramie.-
Czy jest szansa, że sterczący ściągasz w dzierganym swetrze się naprostuje ?
Otóż, wykonałam go elastycznie, czyli oczka nabrałam na dodatkową nitkę, po czym, po przerobieniu rzędu, wyprułam tę nitkę. I dalej tradycyjnie już... I po czasie, gdy doszły rzędy dżerseju, ściągacz zaczął złośliwie się odginać. Przerwałam dzierganie korpusu, bo zaczęłam robić rękawy i w rękawach wszystko jest ok. I teraz mam zgryz, czy pruć, czy dziergać dalej i liczyć na to, że z czasem wszystko będzie gładko, jak trzeba ? Ma ktoś, miał ktoś doświadczenie w temacie i da nadzieję na to, że nosząc sweter ściągacz nie będzie odstawał ? Mnie się wydaje, że niestety, skoro się wygina, to dalej tak będzie. Jednak zaskakuje mnie rękaw, który jest całkiem poprawny. Nie wiem więc, czy dziergać dalej, czy pruć. Jeśli spruć, to co zrobić w ramach mankietów i na dole swetra, by nie myło mocno naprężone ?


Na razie miałam małą przerwę w pracach ręcznych, bo zabrałam się za układanie puzzli. Ot, naszło mnie po świętach a, że obrazek wpadł mi w oko, był tylko z 1500 części, więc realny do ułożenia, kupiłam. To tryptyk i na moje szczęście, każda z części umieszczona była w jednym woreczku, wiec miałam spore ułatwienie. Co zaskakujące elementy, które powinny być w miarę proste do układania (np nożyczki, czy serwetka), wcale takie nie były. 

Zrobiło się biało za oknem, trochę nawet, w te dni wolne, słonecznie, więc do razu bardzo optymistycznie. 


Pomimo dość niskich (blisko dwudziestostopniowych) mrozów, fajnie byłoby spacerować z Joszkiem, ale niestety, koszmarny smog za oknem. Od kilku dni utrzymuje się wysokie stężenie pyłów drobnych, wielokrotnie przekraczające normy. Najbardziej drażni mnie to, żeby nie powiedzieć dosadniej, że o ile ciepłownia miejska stara się być ekologiczna (co przekłada się oczywiście na koszty ogrzewania), o tyle prywatni mieszkańcy palą w swych wątpliwej jakości piecach wiadomo co... jedno wielkie g... i wszystkie możliwe śmieci. Jednym słowem... płace za ekologię, a ktoś mi dowala, bo sam oszczędza na maksa.

Żeby nie kończyć posta na smutno, wklejam zdjęcia białych, kwitnących roślin. Hiacynt co prawda już powoli kończy swój pachnący żywot, ale storczyki dopiero startują. 


 I ku słodkiej pamięci. Zrobiłam po latach ciasto. Wygląda fajnie, proste w wykonaniu (bez mąki, ale za to z orzechami mielonymi), trochę alkoholowe, bo zarówno w cieście jest dodatek rumu, o tyle na górze, na ubitej śmietanie lekko usztywnionej, jest polany ajerkomiak. Przepis rodem z książki kucharskiej z przepisami dla kuchenek kombniwanych (mikrofale plus nawiew, crisp, etc). 
Naprawdę smaczne. :)







23 grudnia 2016

18 grudnia 2016

Się Porobiło - cz.179 - Świąteczne poduchy

Właściwie powłoczki na poduszki.
Powstawały powoli, z bawełny nabytej w necie. Dlaczego powoli, a... bo najpierw kupiłam 3 tkaniny typowo świąteczne, później chciałam dokupić czerwoną i zieloną bawełnę i tu zrobiły się schody - towar deficytowy, a kupno u jednego sprzedawcy, możliwie z jeszcze innymi tkaninami graniczyło z cudem. Ale się jakoś udało. Później też dojechały jeszcze poduszki i ostatecznie są. :)



W ramach dekoracji, dodatkowo wypustki. Z tyłu zamek kryty. I właściwie tyle. :-)
Z przyjemnością tym razem wypróbowałam stopkę do wszywania aplikacji i muszę przyznać, że szyło się naprawdę fajnie.









11 grudnia 2016

Się Porobiło - cz. 178 - Świąteczny patchwork 2

Bieżnik rozmiaru ... na ławę.
Powstał w tygodniu, ale czekałam na weekendowy czas, by w ciągu dnia zrobić zdjęcie. I się nie doczekałam, bo cały weekend ciemny, dziś na dodatek leje się z nieba cały dzień. Rano, tj. po 8.00 gdy szłam z Joszkiem, to jeszcze z nocy świeciły się latarnie, tak było szaro. 
Zdjęcia są albo z lampą, prześwietlone, albo bez, poruszone. Można sobie wybrać. :)

 
Znowu zaskoczyłam z pikowaniem z wolnej ręki. Lot trzmiela (czyli esy floresy, które wywija igła bez planu) jest dość wygodny, ale chciałabym kiedyś zrobić coś z głową, czyli jakieś pikowanie dające wzór dekoracyjny sam z siebie. Trochę trwało, by ustawić maszynę. Za mocno dokręciłam stopkę do pikowania i igła waliła nie tam, gdzie miała, chciałam dobrze, za dobrze. Za to pamiętałam, by schować 'ząbki' transportera, ale kurde... zaskoczyły mnie źle plątane nitki.  Kręciłam, jak się dało, aż ostatecznie stanęło na bardzo luźnym ustawieniu nitki, bo na '1'. I to, ku pamięci, niniejszym zapisuję. :)

W ramach odświeżania pamięci, po kilku latach, odważyłam się zrobić eklerki. Ostatnio w tv tak zachwalano w kulinarnym programie (w ramach podróży po Francji), że musiałam spróbować. Odkąd zraziłam się elektrycznym piekarnikiem, nie robiłam. Pierwsze ciasto poszło do śmietnika. W zasadzie niepotrzebnie próbowałam upiec. Już jak wyciskałam ciastka na blachę wydawało mi się, że ciasto jest mocno za luźne. Wszystko wg przepisu klasycznego (0,5 kostki tłuszczu, szklanka mąki i wody plus 4 jajka) i ciasto tak luźne, że wyciekało samo z woreczka. Upiekło się, ale nie urosło. Zrobiłam drugie, z 3 jajkami. Lepsze, chociaż tutaj z kolei sporo siły kosztowało mnie wyciśniecie ciastka. :) Piecze się aż 30 minut w ok. 200 st C.
Efekt smaczny. Jednak do takiej porcji paczka budyniu to mało. To też wpis ku pamięci. :) A... i jeszcze blachę trzeba mocno natłuścić, by ciastka same odskakiwały od formy. 


Do świąt jeszcze trochę czasu, ale powoli już ... pomimo zdechłej pogody za oknem. ;-) Zdjęcie robione ok godziny 15 !





5 grudnia 2016

Się Porobliło - cz. 177 - Święteczny patchwork

To w końcu pokażę, co powstało ze ścinków, które skrupulatnie produkowałam. Całość mogła zostać skończona dopiero, gdy dotarły tkaniny, które oczywiście nabyłam z przygodami, ale za to InPost wywiązał się idealnie dostarczając do paczkomatu w sobotnie popołudnie. 
Zdjęcia, cóż... wieczorne, z lampą i prześwietlone. Hmmm...

Dwie poszewki na poduszki 40cm x 40cm i niewielka serweta na ławę. Myślę, że będą fajnym prezentem. 


Przy okazji, biję pokłony i od soboty wielbię... szybkozmienną stopkę do maszyny, specjalnie do wszywania zamków krytych. Tydzień temu nie miałam pojęcia, że istnieje, od soboty nie wyobrażam sobie życia bez niej. :) 


 Tak przy okazji... luźna refleksja. Wróżę poczcie, InPostowi i innym przewoźnikom wiele sukcesów, bo jak tak dalej będzie, handel przeniesie się całkowicie do netu, czy gdzieś, skąd konieczny będzie transport. 90% towaru przemysłowego (poza spożywką) kupuję via net. A do robótek 100%. Jeśli coś nawet jest stacjonarnie, to częstokroć jest droższe niż wysyłkowo nawet po wliczeniu przewozu/przesyłki.



27 listopada 2016

Się Porobiło - cz. 176 - Bawełniane tkaniny.

Bawełna, tym razem w tkaninie.
Nigdy nie szyłam pościeli. Wcześniej nawet nie myślałam, by to zrobić, bo wydawało mi się, że do obróbki tylu metrów, ile potrzeba na poszwę na kołdrę, muszę zmienić mieszkanie na większe. :) I pewnie trwałabym dalej w takim przekonaniu, gdyby nie bawełniane tkaniny, których ostatnio naoglądałam się sporo, no i fakt, że mając małe poduszki ergonomiczne ostro zaczęły mnie wnerwiać duże poduszkowe poszwy, które przeważnie są w gotowych kompletach pościeli. 
No i w końcu, gdy już zaczęłam odczuwać ilość nagromadzonych różnych tkanin (czyt. zaczęłam przestawać się mieścić), wzięłam się za kupioną dużo wcześniej bawełnę pościelową. 
Odcięłam z całości pierwszego kuponu ilość na kołdrę i trochę się przeraziłam, bo zostało mi dość mało tkaniny. Wykombinowałam poduszkę i przyrzekłam sobie następnym razem kupić pół metra więcej. 
Uszyłam. Wyprasowałam. Następnego dnia zabrałam się za drugą tkaninę. Zanim cokolwiek odcięłam, zmierzyłam kupon. Okazało się, że brakuje mi około pół metra tkaniny. Po wykrojeniu poszwy na kołdrę i poszewki na poduszkę zostało mi mniej więcej tyle samo, co poprzednio. Wniosek prosty, kupiłam tyle, ile potrzeba, ale otrzymałam o ok 50 cm z każdej tkaniny mniej. :-( No niefajnie. Przyznam, że nie zmierzyłam po odbiorze przesyłki, bo zwyczajnie nie chciało mi się walczyć z taką porcją tkanin. Teraz głupio pisać cokolwiek do sprzedawcy (a była to dziewczyn na jednej z grup sprzedażowych ma FB). Prawdę mówiąc, ja się zawsze dziwnie czuję, jak coś nie tak jest z produktem kupionych wysyłkowo, tzn gdy jest ilościowo nie tak.
Pościel najlepiej oczywiście prezentuje się odziana, rozłożona na łóżku, a moja, póki co, wyprasowana i złożona. Ale na trochę wyjrzało piękne słońce, to postanowiłam zrobić zdjęcie tak, jak jest.

 Tkanina jest fajna, wdzięcznie się prasuje. Obym była równie zadowolona z używania. 

W najbliższym czasie szycie będzie priorytetową czynnością. Niestety, czesanki, wełna, kołowrotek, druty muszą poczekać. Doba ma tylko tyle godzin, ile ma i dalej nie wiadomo, co zrobić, by ją wydłużyć. ;-) 
Mały zwiastun następnego projektu. ;-)









22 listopada 2016

Nowozelandzka w trójnitce.

To się w końcu doczekała. Wełenka z nowozelandzkich owieczek. Barwiona dwukolorowo, o tak - klik.
 Startowałam wagowo z 300 g, ale gdzieś podczas pracy wcięło 5 gram i tak, ostatecznie mam:

moteczek 1 - 232x1,30m =301,6 m     85 g
moteczek 2 - 285x1,30m=370,5 m    104 g
moteczek 3 - 274x1,30m=356,2 m    106 g

czyli łącznie 1028,3 w 295 g, co średnią daje niezłą, bo 348,6 w trójnitce, czyli navajo.

W promyczkach listopadowego słońca prezentuje się dość fajnie.


Do barwienia czesanka była podzielona tylko na dwie części, farbowało się trochę kiepsko, ze względu na długość pasma i wymiary kuchni, ale cieszyłam się, że się udało. Jednak przy przędzeniu okazało się, że radość była czasowa, bo przecież na szpulę wchodzi 100 g, a nie 150 g, jak było w paśmie. :)))


 Bez słoneczka kolorki są trochę chłodniejsze, naturalnie wyglądają mniej więcej tak:


Intryguje mnie, jak kolory rozłożą się w dzianinie. Póki co, waham się, na co przeznaczyć wełnę. Czy starczy na czapkę i otulacz? A może i rękawiczki ???








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...