Pages

21 sierpnia 2016

Post naturalny

Znowu pada, więc nadrabiam trochę zaległości i pokaże, jakie życie toczy się u mnie w zielonościach. Oczywiście poza najcudowniejszym moim Joszkiem (Słowackim hihi), który wczoraj był na sopockiej międzynarodowej wystawie i dziś odsypia wczorajszy wyjazd.
Udało mi się 'złapać' w kadr i to, co na lądzie, w powietrzu i wodzie. Jakość taka, na jaką pozwalały warunki (możliwość zbliżenia się, czy raczej oddalenia) i sprzęt. 

Ptaki dożywiane trochę na dachu altany sąsiada (cii..... tam ładnie wrzuca się dla nich smakołyki) przychodzą do wodopoju, jakim jest zagłębienie z wodą na górze kaskady.


Tutaj można zobaczyć realnie, jak ptaki korzystają z wodopoju. Ponieważ film jest z odległości, światło słoneczne ostre, elementów na filmie dużo, dla ułatwienia - wzrok kierować na kupę kamieni. :-)

Schodząc na ziemię, spotykamy żaby albo ropuchy. Żaby, wiadomo, skaczą, ropuchy chodzą dostojnie tak, jak ta .Tu filmik.


A w środowisku wodnym mamy ryby (2 karasie pomarańczowe i dwie ryby nazwy niezapamiętanej, przezroczyste z niebieskim, stąd prawie wcale niewidoczne) w gąszczu roślin, który znowu porósł i dwa zaskrońce.


Na filmach szukać wijącą się szarawą nitkę z plamami żółtymi na tyle głowy. Film 1, film 2 i film 3.

Edytowałam post, bo to, co Blogger zrobił z video, to masakra. Na szczęście przypomniało mi się, że przecież mogę filmy posłać na serwer zewnętrzny i podać linka. Cierpliwy obejrzy. :)
Dobrego tygodnia.

18 sierpnia 2016

Się Porobiło - cz. 167 - Czarnym na białym

Tym razem 'czarna grafika'. Kamieniczki kręciły mnie i kręcą, toteż sobie narysowałam sugerując się trochę tymi, co u mnie w mieście. 

Koszulka jeszcze ciepła, spod żelazka, ale za oknem deszcz.

 W zbliżeniu.
Pierwsze zdjęcie to zdjęcie na wprost, koszulki wiszącej na wieszaku, drugie też wiszącej, ale podniesionej od dołu stąd linie pionowe zatraciły pion na zdjęciach.


 A tym razem zbliżenie, by pokazać kreskę uzyskiwaną z pasteli i pisaków. Na drugim wyraźnie (pomimo poruszonego zdjęcia) widać strukturę tkaniny i to, jak kredka układa barwnik na tkaninie. Nie jest, jak widać tak, że barwnik pokrywa od razu równo tkaninę. Z tym trzeba sobie poradzić, albo polubić taki rodzaj efektu. To jest pastel, nie akwarela, olej, czy akryl, Piszę to dlatego, że na FB w jednej z grup sprzedażowych tkaninowych pojawiła się oferta sprzedaży właśnie pasteli do tkanin. Oczywiście w niewiedzy niejedna osoba kupi, bo pojęcie kredka brzmi łatwiej niż farba.


Wcześniej powstałą grafika na kartce. Wahałam się, czy puścić wodze fantazji i nakreślić stylizowane, kolorowe domki, czy jednak bardziej pozostać na ziemi. Stanęło na drugim. Bez kolorów, nieco poważniej, ale z przymrużeniem oka.


 Na rysunku dużo kreski, której nie da się uzyskać pastelami, bo one wszak grube są. Ponieważ wcześniej pokazałam, jakie pisaki mam do dyspozycji, tym razem pokazuję kreską z nich uzyskaną.


Pierwszy pisak, 1mm, drugi 3 mm. Jak widać, jedno pociągnięcie w obydwu przypadkach wygląda na niedopracowane, jakby smarowane kończącym się pisakiem. Przyznam, że cały czas mam wrażenie, że ich kadencja nie potrwa długo, właśnie przez ten efekt. Zobaczymy.

I na koniec, słodka czerń. Pierwsze jeżyny. O tyle fajne, że mój wieloletni krzew, po tym jak zniknął po zimie poniżej (-30stC), odrodził się po dwóch latach (! to jest właśnie najdziwniejsze, nie po roku, ale po dwóch !) w ubiegłym sezonie i teraz już zaczyna owocować. Owoców starczyło na litr lodów. Pychota ! ;-)















16 sierpnia 2016

Się Porobiło - cz. 166 - Białe jest piękne, a maszyny mają focha.

Jak maszyna mówi 'nie', to się powinno uszanować jej wolę. Muszę takie zdanie napisać sobie na pokrowcu maszyny, skoro zapominam. :) Nie je pierwsza doświadczam maszynowych buntów pomimo, że wcześniej szyła dobrze i sprawnie. W niejednym wpisie na blogu szyjąca pisała, że ni stąd ni zowąd maszyna ma bunt, plącze, zrywa, supełkuje, etc... pomimo, że wszystko bez zmian i praktycznie po czasie odpuszczenia, po przerwie, maszyna sama ochoczo rwie się dalej do pracy bez ingerencji Bóg wie jakich w jej stan. Moją podejrzewam o niedzielne bunty. I tym razem, na szybko, chciałam sobie machnąć prostą białą bawełnianą z długim rękawkiem pod pomysł grafiki. Skroiłam wahając się trochę, czy taka zwykła bawełna (podkoszulkowa) da radę przetrwać długo, no ale z racji przeznaczenia, przecież powinna. Wzorem była starsza koszulka. Przy szyciu maszyna objawiła wspomniany bunt. Plątanie dolnej nitki zaczęło być wkurzające, bo prucie owerlockowego ściegu do przyjemności nie należy, a ileż można go ścinać bez utraty szerokości elementu. Małpa (czyt. maszyna) na próbce tkaniny szyła wzorcowo, na projekcie kicha. W pewnym momencie, szarpnęłam w emocjach na tyle mocno, że trzasnęła igła. Jedyna moja dzianinowa, jaką tutaj posiadałam. Też naiwna blondyna, która szyjąc głownie dzianiny wybiera się poza miasto z maszyna i kompletem igieł zwykłych, od koloru, do wyboru, a tylko z jedna dzianinową! Cóż, przede mną świąteczny poniedziałek i dopiero możliwość odwiedzenia sklepu dziś, we wtorek. Ochłonęłam. Pomógł mi dodatkowy kubeł zimnej wody, bo koszulka (jeszcze nie wykończona - dół, rękawy i dekolt), za to zmierzona, okazała się być lekko za blisko ciała, co nie bardzo mi pasuje, by na niej jeszcze coś rysować. Sama w sobie fajna, no ale... potrzebowałam przecież czegoś innego.
Wtorek okazał się być dobrym dniem, i dla maszyny i dla mnie. Okazało się, że najcieńsza igłą, zwykła 70tka radzi sobie z tkaniną nie gorzej niż dzianinowa (pewnie dlatego, że tkanina to zwykła tshirtowa, bieliźniarska bawełna), można skończyć niedzielną koszulkę i ... machnąć drugą, prostą, szerszą w przeciągu godziny. No dobra, z krojeniem wyszło więcej.


I tym sposobem mam dwie koszulki, taliowaną i prostą, z czego taliowana pozostanie białą, druga prosta dostanie jeszcze kilka kresek pastelami. Obie koszulki przy szyi wykończyłam tak samo, ale inaczej niż dotąd. Bawełna, z której są wykonane nie ma ani procenta elastyczności a, że mi tutaj nie pasowała żadna inna tkanina, toteż pomna trochę techniki z ukrywania szwów dekoltowych (poprzedni post) pokombinowałam inaczej i ... dobrze wyszło.


 Warunki pogodowe, jak widać. Trudne, wieszaki mi zwiewało. :)


Za to wczoraj było pięknie, a że zdjęcia pasują do białego posta, to sobie wklejam.


Z białości jeszcze, ku pamięci własnej, a może i komuś się przyda. Robiłam pierwszy raz w życiu bezę w kombiwarze. Bezę do pavłovej. Do nagrzanego wcześniej kombiwara (10 minut 150 st C), powędrowała na papierze do pieczenia beza z 4 białek. Suszyła się w ok 150 st C najpierw 50 minut, ale później jeszcze dołożyłam 20, czyli w sumie 70 minut.


Wyglądała fajnie. Pozostała do ostygnięcia pod pokrywą. Gdybym może tego samego dnia oddzieliła ją od papieru, byłoby lepiej, bo drugiego dnia było bardzo wilgotno i już beza zaczęła chłonąć wilgoć z powietrza. W sumie wyszła dobrze z tym jednak, że dla bezpieczeństwa i dla 'spokojności' powinno się ją jednak potrzymać dłużej w tej temperaturze. Książkowe 90 minut, albo i ciut więcej, o których mowa w przepisach dla piekarnika i tutaj będzie odpowiednie.





13 sierpnia 2016

Się Porobiło - cz. 165 - Owcze stado zamieszkało w bluzie.

Nie mogłam się oprzeć, by w Dresówce.pl nie kupić takich owieczek. (Coś mi się wydaje, że często tak ostatnio rozpoczynam posty. :))) ). Ale jak można, przepuściwszy przez palce kilometry przędzy, odpuścić owieczkom ? Jak ??? Spotkałam stadko przypadkowo, szwendając się w poszukiwaniu tkaniny 'w łapki' i już wiedziałam, że będą bluzą. Raczej cieńszą, bo gramatura 210 nie gwarantowała grubej bluzy, no ale ja przecież z założenia chciałam cieńszą. W opisie była co prawda mowa, że to t-shirtowa grubość, jednak pisało też, że na cieńsze bluzy jest dobra. Teoretycznie wszystko było ok. Jednak praktycznie, gdy tkanina była już u mnie, zwątpiłam w tę grubość. Zapadła decyzja - musi mieć cienką spodnią tkaninę, od wewnątrz. Pierwszy kupon z posiadanych, mający być 'podszewką' okazał się być za mały i skończył w tunice. Drugi wybór, materiał fajny, bardzo miły w dotyku, mięciutki i trochę elastyczny mścił się elastycznością podczas pracy. 

Szyć zaczęłam w niedziele. I, było identycznie, jak w polskim przysłowiu, niedzielna praca w g... się obraca. Przerwałam, odłożyłam. 
 Merdało się głównie ze względu na to, że chciałam ukryć szwy. Dodatkowo wymyśliłam sobie różnicę w długościach przodu i tyłu oraz pęknięcia boczne. Pierwszy błąd - pomyliłam, tkaniny (zszyłam dolne łączenie tkanin tak, że ostatecznie przód jest tyłem) - na szczęście dało się opanować podkrój szyi. W efekcie końcowym metka-tasiemka znajduje się z prawej strony. To jeszcze nic. Później zszywając wewnątrz rękawy, oczywiście lewy zszyłam z prawym. :) Ostatecznie i tak później dodatkowo musiałam skrócić (znowu pruć !) rękawy, bo zmiana podkroju szyi spowodowała, że stały się ciut długie. 


Natomiast to, czego obawiałam się, jak diabeł święconej wody - czyli zamaskowanie szwu (łączenie 'korpusu' z 'golfem'), dzięki linkowi od BasiU, okazało się banalnie proste. Dzięki Basiu !


 W sumie zadowolona jestem bardzo z elementów niewidocznych, czyli właśnie wspomnianych szczegółów wykonania. 


Pogoda przy robieniu zdjęć byłą 'taka sobie', stąd różne odcienie bieli na bluzie, ale towarzysz ciągle ten sam, który chwilami miał parcie na obiektyw. To dwa nieoficjalne zdjęcia z sesji bluzy. :)


I chyba sznurek w bluzie muszę wymienić na grubszy i może, jak się uda, na czarny. Jak nie, zostanie biały, ale grubszy będzie lepszy.
Tkaniny zostało, więc pewnie zrobię jeszcze zwykły t-shirt. O! takie ubranko do przędzenia. ;-)




9 sierpnia 2016

Się Porobiło - cz. 164 - Tunika z grafiką.



Tunikę uszyłam, bo podchodziłam, jak pies do jeża, do kolejnego poważniejszego, jak dla mnie projektu. Tkanina bawełniana, lekko elastyczna początkowo miała być spodem do wspomnianego projektu, ale okazało się jej być za mało, więc... poszło szybko. Odcięłam ile się dało na tunikę, zszyłam. Z założenia, miała być ozdobiona grafiką, więc nawet nie robiłam jej zdjęcia w formie 'gołej'. 
Projekt rysunku tym razem powstał nie tylko w głowie, ale i na kartce. Nigdy wcześniej nie rysowałam wstępnie tego, co miało się znaleźć na tkaninie. Może to był właśnie błąd ? Człowiek się uczy na własnych, a przecież można było pomyśleć. Wcześniej też nie myślałam, by kopiować z szablonu. Chyba dlatego, że większość rysuję i rysowałam od ręki. z ręki. A większość ludzi leci z gotowców, jak się dowiedziałam. :)


 Pastelami rysuje się powoli i warstwami. Może ktoś od razu ciśnie i nakłada grubszą warstwę. Mnie z różnych względów (np. mieszanie kolorów) odpowiada właśnie taki sposób, dlatego też każdy element jest malowany kilka razy.
Dokupiłam parę dni temu markery do tkanin, głównie do obrysowywania konturów. Czarne różnej grubości i biały. Na razie sprawdził się milimetrowy, czarny. Po sposobie kreślenia linii, nie wróżę mu długiej pracy. :( 
Podobnie nieufnie patrzę na dwa grubsze, 3 mm. Czarny i biały. Zobaczymy.


Ale, jak na razie, patrząc na dopełnienie, jakim stała się cienka kreska brzegu, jest lepiej niż, gdy kombinowałam wykonać linię grubą pastelą. Bez porównania lepiej.


Po pierwszej konkretnej już warstwie kolorów prasuję rysunek między papierowymi ręcznikami, po czym poprawiam całość i ponownie prasuję. Prasowanie utrwala rysunek, ale też 'odsysa' olej z pasteli, dlatego ręczniki papierowe doskonale się sprawdzają.


Na powiększeniach kreska może nie jest aż tak idealna i płynna, ale na elastycznej tkaninie nie uniknie się jej ruchy. Chyba, że malujemy na płótnie naciągniętym na ramy. :) Sprężystości podłoża nie ma też nigdy na kartce. Może kiedyś dojdę do większej wprawy ? '-)

I na koniec mały zwiastun czegoś, co częściowo już jest właśnie z tych tkanin. Na zdjęciu dwie cienkie dresówki, właściwie na t-shirty bardziej. Gramatura i jej opis, a realny dotyk, to dla mnie dalej kłopotliwy temat i może na tą chwilę tyle o nim.


 Zapytana wcześniej, o książki, donoszę, że przyjechały w tygodniu książeczki, czytadełka na kolejne dni wakacji (pogoda ma być średnia, więc co robić ? ... rękodzieło i czytanie !).



















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...