Pages

1 października 2017

Jedwabnie.

Kiedyś tam, u Tysi bodajże spotkałam pierwszy raz jedwabne chusteczki, które się przędzie w piękne niteczki. 
Oczywiście (pierwsze !) od razu też ich zapragnęłam. Ale oczywiście (drugie !) niełatwo o nie było a i (trzecie !) oczywiste, cena nie należała do przyjaznych, a ja (tu czwarte !) oczywiste, nie nabywam niczego na próbę, ale zaraz, by jakoś to spożytkować, więc nie mała porcja, a konkret. Czyli... temat trochę został porzucony, przykurzył się i to nawet konkretnie.

Na FBookowej grupie 'Prządki' jedna z dziewczyn pokazała własnoręcznie 'zrobioną' chusteczkę czyli, jak to wynikało z linka do filmiku na YT, rozciągniętą z kokonu jedwabnika. 
A przecież te kokony, za niewielkie pieniądze, można nabyć na AliExpressie !

Po ponad 2 tygodniach stałam się posiadaczką dwóch paczuszek małych, mlecznobiałych kokoników sprzedawanych przez Chińczyków do demakijażu. 

Oczywiście (kolejne !) nie posiadałam i nie posiadam specjalnych ramek do naciągania kokonu, ale od czego jest myślenie ? W domu od razu odnalazły się plastikowe pojemniki, które bez problemu się nadawały. Przydało się też pudełko po psich ciastkach. Im więcej takich przedmiotów, tym szybciej przerobimy kokony w chusteczki, bowiem kokony rozciąga się na mokro, trochę czasu upływa, zanim się wysuszą.

Sztywny kokon w ciepłej wodzie z dodatkiem (mniej więcej łyżeczki) sody po czasie rozmięka. Wszystko wygląda, jak moczona w wodzie wata. I taką właśnie 'watę' rozciąga się delikatnie na ramkach. Spokojnie można po kilka na jednej ramce. Na pierwszej rozciągnęłam chyba 10 sztuk. Później jednak robiłam mniej, bo po prostu szybciej wysychała mniejsza ich porcja. 


I tak wyglądają moje mawaty, czyli chusteczki jedwabne. Porcyjka przerobionych 100 kokonów jedwabnika.
Przede mną decyzja o kolorze i... farbowanie. :)


Przy okazji fotografowania chusteczek, załapały się też białe kwiaty z balkonu. Po głowie już nie raz chodził mi pomysł zakupu tylko białych kwiatów na balkon. Jednak kupno pelargonii zawsze było kłopotliwe. Z roku na rok jest ich więcej.


 Po tym, jak mi sąsiadka z parteru marudziła, że u niej na podłodze balkonu są niebieskie (! a ja nie mam niczego niebieskiego) płatki kwiatów ode mnie (!), pomysł zaraz wrócił.






26 września 2017

Kręcę z alpaką

Kręcę i kręcę i końca nie widać. Ojciec nawet się śmieje, że nic nie ubywa. A ja podejrzewam, ze jest złośliwa i się mnoży, chociaż efektów mnożenia nie widać. Jak pisałam w poprzednich alpaczych postach, mam ją od 2011. Strzyża, którą trzeba najpierw przeczesać i trochę oczyścić. Piorę dopiero w dwunitce dlatego też kręcę nie na kołowrotku, a na wrzecionie. 
I kręcę... i czeszę... .
Jesień już, a ja dalej tkwię. Przyznaję się, że mam dosyć. Nie kupuję innej czesanki, by w ramach umartwiania ją przerobić. 


 W kolor jesieni wpisuje się powoli i balkon. Śmieszne, bo fuksja thalia niedawno dopiero zakwitła. Całe wakacje leniuchowała. W tym roku trafiły się piękne, mocne pelargonie pełne, zwisające. Jak znam życie, nie uda się ich przechować. :( 


 Jesiennie, ale za to jeszcze ładnie. To podobnie, jak ta alpaka... niby ładna, ale się ciągnieeeeeeeeee..... ;-)











19 września 2017

Przeprawa promowa w Mikoszewie

Niewielka miejscowość o ciekawym położeniu, u ujścia Wisły do morza. Jechałam z chęcią dojścia do Rezerwatu Przyrody Mewia Łacha i pooglądaniu, jak to nasza Wisła wpada do Bałtyku. Nie wyszło. W drodze zaczęło padać, było bardzo wietrznie i buro. Taki listopad we wrześniu. Ale z ciekawości dojechałam do Wisły. Baaaardzo wąziutkiej.


 Pogoda zweryfikowała pomysł przeprawy promowej. W pierwszej chwili wyglądało, że trzeba trochę poczekać, z ciekawością zerkałam w kierunku ujścia Wisły. Pogoda kompletnie nie zachęcała do wędrówki. Odstraszała też od przeprawy promowej. Wcześniej sadziłam, że trzeba dłużej poczekać na prom, może więc pogoda się odmieni, jednak prom dopłynął niespodziewanie szybko. Bez sensu była przeprawa dla samej przeprawy, by za chwilę wracać. 


Cena za przewóz samochodu, to 18 zł. W informacjach netowych podawane było, że jest to przeprawa darmowa. 

Filmik z przeprawy promowej, (nie mojej) wrzuciłam na serwer. Ponieważ Bloggier nie potrafi normalnie podać w formie wideo z obcego serwera, to podaję link bezpośredni:  http://acubenes.net/inne/mikoszeo_prom2017.mp4 .










17 września 2017

Spacerkiem po Stegnie

Stegna leży blisko morza, jednak nie tak, jak Krynica Morska, miejscowości Trójmiasta, czy inne zachodniego wybrzeża. Do morza trzeba dojechać, bądź podreptać. Identycznie, jak w innych miejscowościach Mierzei, do głównego zejścia do morza prowadzi ulica Morska. 


Między zabudową samej miejscowości a morzem rozciągają się lasy. Piękne strzeliste sosny, między którymi mieści się sporo ośrodków wypoczynkowych. Domki bardzo często są po prostu powtykane pomiędzy drzewa, jagodziny, co pomimo ich ilości, daje poczucie intymności.


Można spacerować brzegiem morza, ale też tzw. Bulwarem Jedynki, czyli niewielkim chodnikiem pomiędzy plażą a wspomnianym lasem, przy którym rozmieszczono osobliwe ławeczki z symboliką radia. 


Niewątpliwie osobliwością Stegny są codzienne obloty helikopterowe. Nie jest to jakoś uciążliwe, ale pierwszy raz, jak usłyszałam i zobaczyłam pojedynczy nad domkiem, to się przeraziłam, bo leciał wyjątkowo nisko. Grupa śmigłowców zataczająca koła na niebie, w szeregu zawsze budziła zainteresowanie na ulicach.


15 września 2017

Piaski - najpiękniejsza plaża Mierzei Wiślanej

Jak byłam mała, z uporem osła rozróżniałam, że wyjazd nad morze, to musi być koniecznie na morze 'otwarte', czyli środkowe i zachodnie wybrzeże kraju, a zatokę gdańską traktowałam po macoszemu, to nie było morze. :)

Na Mierzei Wiślanej byłam dość dawno, co mnie pchnęło, żeby w tym roku tam pojechać ? Chyba paradoksalnie, właśnie plaże i możliwość pobytu z psem. A, że nie lubię siedzieć w miejscu, od razu postanowiłam, że nie spędzę wszystkich dni tylko i wyłącznie w Stegnie, gdzie korzystałam z noclegów, ale będę się wiercić po okolicy. 

Piaski, to miejscowość położona najdalej na wschód. Szukając miejsc ciekawych i fajnych do odwiedzenia, doszukałam się niewielkiej informacji o plaży z przystanią kutrów. To było to miejsce.


Niby wiedziałam, jak jechać. Google pokazywało, żeby maksymalnie kierować się ulicą Bursztynową, do samego parkingu. W rzeczywistości trochę się zawahałam, tam dokąd miałam jechać stał znak zakazu, zasugerowałam się nawierzchnią, wjechałam w ulicę Piaskową i chcąc nie chcąc (nie było żywego człowieka, by dopytać), dojechałam do najdalej na wschód umieszczonego ośrodka wypoczynkowego. Okazało się, że spokojnie mogę wjechać w tą leśna drogę, nie ma zakazu, ale mimo wszystko, trochę z niepokojem, ale... do przodu. Jechałam lasem, pięknym lasem, drogą ułożoną z betonowych płyt i modliłam się, by pomimo pięknego otoczenia, w końcu nawierzchnia się odmieniła, bo byłam coraz bardziej przekonana, że koła powoli stają się 'kwadratowe'. :) W końcu wyłonił się długo oczekiwany parking.  Kilka metrów dalej przejście do morza.


Zgadza się, początek września wycisza plaże i krzyki przenosi do szkoły, jednak wierzę głęboko, że akurat to miejsce nie jest oblegane również w czasie lipcowo-sierpniowym. 
Ok 3 km na wschód kończy się nasze państwo. Początkowo chciałam tam podreptać, ale ostatecznie po szaleństwach z Joszkiem, siadłam i siedziałam wsłuchując się w morze. I mogłabym tak siedzieć i siedzieć.


Przy wejściu na plaże było kilka łodzi, z jednej bezpośrednio sprzedawano świeże ryby z morza.


I na koniec wspomniany parking leśny. Tu też cisza i spoko. Patrząc na ilość samochodów, łatwo się domyśleć, ilu ludzi było na piasku. 


Warto odwiedzić, warto wrócić. Może w przyszłym roku ? ;-)









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...