Pages

19 czerwca 2017

Się Porobiło - cz. 197 - Owocowy psi garniturek.

I powoli zaczyna się czas na najlepsze krajowe owoce. Czereśnie ! W tym roku jednak własnych raczej nie będzie, bo majowe chłody zrobiły swoje, w sklepach jeśli są owoce, to z ceną kosmiczną, pozostaje chociaż nacieszyć oczy obrazkami (póki co :) ). 
Jak nie kupić kawałka takiej rypsowej tasiemki ? No jak ?

Może obrazki mało 'męskie', ale cóż. Liczy się nietuzinkowość i indywidualizm. :)


Tym razem spód podszyłam cienką dzianiną bawełnianą w kolorze bladej zieleni (ciemna byłaby lepsza, ale nie posiadam). Trochę też zmieniłam mocowanie paska zaciskowego charakterystycznego dla obroży typu martingale. Poprzednio było to zwyczajnie luźno puszczone na pasku taśmy półkółko. Jednak praktycznie, gdy to półkółko jest bez stabilizacji, zwyczajnie obraca się wkoło, co jest trochę niefajne wizualnie. Praktycznie na nic nie wpływa, ale mnie drażni. Stąd tym razem półkólko jest zablokowane między taśmami i nie bardzo ma możliwość obrotu. Czy to wystarczy, pokaże praktyka. Innym rozwiązaniem jest zastosowanie zamiast półkółka kółka i po problemie.


Do obroży tym razem jest nieco dłuższa smycz, ale już bez obszycia kolorową taśmą. Chyba smycz z owocami byłaby już nadto i wszystko przybrałoby komiczną formę w połączeniu z blisko  100 kilogramowym pieskiem. :)

Pierwsze testy obroża przeszła już na działce. 


16 czerwca 2017

Się Porobiło - cz. 196 - Spodnie w godzinkę

Tak lubię.
Szybko i dobrze, bez kombinowania, bez poprawiania.
Ze spodniami poszło naprawdę szybko. Tzn, uszyło się szybko, bez problemu się dopasowało pomimo tego, że bazując na wykroju poprzednich spodni ścinałam na oko po 3 cm z każdej strony. I to cieszy.
Jasne, że problemem było krojenie, bo miałam tkaniny na styk, tzn na krótsze i węższe spodnie, ale zachciało mi się długich. Do tego błysnęłam inteligencją blondynki, bo krojąc karczek, dzieląc go na połowę, jakoś nie pomyślałam, że muszę mieć przecież jeszcze coś do wewnątrz. :) Koniec końców, wewnątrz ma porządną tkaninę, w całości, a na zewnątrz sztukowaną i nijak dopasowaną. Mogę to jeszcze zmienić, bo mogę skrócić spodnie i odciętej części dopasować, co trzeba, ale kurcze... nie chcę. 


 Ta sytuacja, ten wzór na tkaninie, to doskonały moment, by poruszyć temat dokładności krojenia tkanin i dopasowywania wzorów. Jestem stanowczo za, jednak są granice możliwości. 
Jeśli wzór jest symetryczny, to mamy duże pole do popisu i zakładam, że tutaj można bezwzględnie wymagać staranności. Jednak chociażby na przykładzie tych spodni, gdy wzór pasków niby symetryczny, jednak do końca taki nie jest (i przyznam się, że nie zauważyłam kupując przez net), dopasowywanie wymaga sporej żonglerki szablonem i zdecydowanie większej ilości tkaniny, o czym naprawdę się nie myśli przy zakupie przyjmując statystyczne ilość metrów, jaka powinna wystarczyć. 
Człowiek naprawdę uczy się na błędach. Dziś już mam sporą listę doświadczeń, o których rok temu nawet nie miałam pojęcia. Jak oglądam uszytki sprzed dwóch lat, to sama zgrzytam zębami, ale cóż... wówczas byłam z nich nawet dumna. :D


10 czerwca 2017

Się Porobiło - cz. 195 - Luźne spodnie

Luźne, w sensie szerokie. :)
Na tym wieszaku wyglądają na bardzo olbrzymie, ale trzeba trochę zweryfikować zdjęcie i wyobrażenie. Spodnie są do połowy łydki, dość szerokie, stąd wyglądają, jak wyglądają. :)
Na manekinie z nogą, nie ma jak zaprezentować, chyba, że... przyszpilkować ?

Są z nowej gazety Moda na szycie, nr 2/2017. 
Tkanina, to bawełna z domieszką bodajże 5% elastanu. Trochę się po szerokości naciąga, co akurat tutaj jest pożądane.


Miałam obawy, co do rozmiaru, więc wycięłam rozmiar 40, ale musiałam sporo ścinać, co dopiero zaczęłam robić po pierwszym zszyciu, bo początkowo wcale nie odczuwałam takiej potrzeby. Mierzenie przyszpilkowanych spodni jest jednak bezsensowne. :) Nie robiłam dokładnie, jak gazetowy opis, chociaż tam akurat szablon wykorzystują do 3 różnych długości spodni. Wydaje mi się, że opis doszycia karczka wskazuje na doszycie go jednym szwem, w całości. Sama postanowiłam doszyć najpierw przód, po czym podłożyć i doszyć od środka. Dziurek nie wyszywałam, ale znowu przy pomocy ojca (sama nie dałam rady ! :-( ), wykończyłam okuciami kaletniczymi. Za to musiałam pokombinować ostro, by znaleźć tak małą agrafkę, by wciągnąć sznurek i przedostać się przez 8 mm oczko.


Zdjęcia taki sobie, zbliżenie nieostre, ale dziś akurat dzień postanowił być ponury.
Na pocieszenie, waniliowe muffiny z borówkami.






4 czerwca 2017

Się Porobiło - cz. 194 - Ściągany plecaczek

Chodząc trochę z psem na spacery potrzebuję małe 'coś', by móc wrzucić czy to woreczki, czy komórkę, czy klucze do domu, bo kieszeni ubrania nie zawsze starczy. Kupiłam więc sobie firmową torebeczkę z malusimi kieszonkami, przypinaną do paska, specjalnie dedykowaną tym celom. Praktycznie się nie sprawdza., Raz, że nie mieści się w niej telefon, bo trochę wystaje (co niepokoi) a dwa, że przypinanie na taką klamrę do paska spodni jest wyjątkowo dla mnie niepraktyczne. Nigdy bowiem nie wiem, gdzie ją umieścić, z przodu, czy z tyłu w sytuacji, gdy mam dłuższą bluzę, czy dodatkowo kurtkę. 

Może więc sprawdzi się zwykły woreczek w formie plecaka, nakładany na ramiona, zwyczajnie, prosto ściągany, bez udziwnień i miliona dodatków ?

Spróbujmy...


Pieskowy woreczek, z pieskowej bawełny, po pieskowej spódniczce i na spód kawałek dżinsu ze spodni wykorzystanych w tejże. Zwykłe dwa prostokąty (podwójnie, bo też w ramach podszewki) bawełny, odpowiednio zszyte, z rulonikiem, miejscem na sznurek na górze. Plecaczek okazał się być dobrym testerem na wykorzystanie dziurek kaletniczych.


Przyznaję, trochę się nakombinowałam, jak poskładać elementy, by było dobrze. Co prawda z tyłu opakowania są jakieś rysunki, ale nie rewelacyjnie czytelne. Jak już raz wyjdzie, to oczywiście wszystko jest łatwe i proste. Pomna faktu, że należy walić mocno młotkiem, podłożyłam pod spód spory kawałek grubszej deseczki, ale nie uzyskałam praktycznie żadnego efektu. Z pomocą musiał przyjść facet - ojciec dostał szansę i wykorzystał pięknie. Może mnie będzie dane przybijać chociaż  mniejsze oczka ? 


Długość linek jest dla mnie zagadką. Raz przycięłam odmierzone - okazały się za krótkie. Odcięłam kolejne, ponad 1,5 m i nie wiem, czy wystarczą. Praktyka pokaże i zweryfikuje. Na tą chwilę nie wiem, ale zawsze wolę bliżej pleców, niż na tyłku. Jak też będzie plecak dociążony, to i sznurki się naciągną chyba, że się mylę. 






31 maja 2017

Się Porobiło - cz. 193 - Spódnica poniekąd z recyklingu

Poniekąd, bo górę tworzą ulubione dżinsy, które kilka miesięcy temu zakończyły swój typowy żywot. Taką spódnicę chciałam mieć już jakiś czas temu, ale nie było okazji, czyli dżinsów. :) Ale stało się i niestety rozeszła się tkanina przy szwie łączącym nogawki, z tyłu. Konkretnie, to puścił elastan. 
Pomysł był, spodnie też, ale nie było tkaniny na spódnicę. Nawet jak ją dorwałam, to trochę musiałam się przełamać, optycznie przełamać, bo nie ukrywam, że bardziej jakoś pasowałyby mi tkaniny w kolorach dżinsopodobnych, a tu... dużo jaśniejsze są. :)
Jednak psy kupiłam właśnie po to, by były spódnicą, to ... są. :)

Zmarszczenie z całej szerokości, czyli 160 cm. Spódnica a z lewej strony rozcięcie umożliwiające swobodne poruszanie się.


Oczywiście spodnie odcięte są prosto, nieco krzywo powiesiłam na Idealnej i jeszcze pod kątem machnęłam zdjęcie. Realnie wszystko jest prosto. 

Z tyłu zachowane są kieszenie. To utrudnia połączenie spodni i spódnicy, trzeba kombinować przy szwach podwójnych kieszeni, ale da się. Same kieszenie są przyszyte do kolorowej tkaniny po białym szwie fabrycznym. 


Spódnica dziś była ze mną w pracy. Fajnie się nosi. Tylko ojciec się ze mnie śmieje i mówi, że mam spódnicę nałożoną na spodnie. :)


28 maja 2017

Się Porobiło - cz. 192 - Po prostu - joszkowe smycze.

Od kilku lat prężnia działa rynek wszelkich zwierzęcych przydasiów, również tych szytych na zamówienie. Dla mnie to bardzo istotne, jednak niestety, nie każdy chce się podjąć szyć coś, w rozmiarówce dla mastifa. Bardzo sobie chwalę obrożę i smycz szytą zimą na zamówienie i chętnie ponownie powierzyłabym uszycie kolejnych, gdyby nie... banał, który części może wydać się śmieszny, nie znajduję niczego we wzorach, które pasowałby do Joszka. Są fajnie, nie przeczę, ale jednak estetycznie (kolorem) muszą jakoś z sierścią pasować, no i poza tym... inaczej wyglądają na yorku, a inaczej na mastifie.
Przejrzałam chyba wszystkie strony osób, które szyją na zamówienie smycze. Szukałam w pierwszej kolejności obroży typu martingale, a dopiero wówczas, czy jest motyw, wzór tkaniny pasujący do Joszka. Porażka. Tknięta impulsem, po rozmowie ze znajomą psiarą, zdecydowałam - uszyję. Wcześniej już szyłam psom obroże uzdowe (halti), bo w kraju niestety, rozmiarówka niedostępna. Pierwszą, lata temu, kupiłam netem w USA, ale koszty przesyłek są powalające. 
I tak poszło... 
Oczywiście wszystkie zakupy przez net. To mnie nie dziwiło, bo 'tradycyjnie', stacjonarnie, bida z nędzą. Jednak też byłam zdziwiona, że trudno znaleźć większe karabińczyki, a i dorwać miejsce, w którym kupię kółka, sprzączki, etc oraz taśmy łącznie, jest nieosiągalne. Być może to chwilowe i tak mi się akurat trafiło. 

Na razie powstały dwa komplety. Są delikatniejsze niż zimowy, ale tak miało być. Zimowa obroża, podszyta lureksem bez kaloryferów, czy intensywnego słońca, schnie mi ponad dzień. To problem.


Dla własnej pamięci wymiary dla Joszka - obroża pasek szerokości 3 cm, długość min. 95 cm (podstawowy), do tego 43 cm na dodatkowy pasek regulujący. Smycz nieprzepinana - dla nas min. 160 cm Do tego karabińczyk odpowiedniej wielkości i mocy (sprężynowy), dwa kółka, jedno półkółko, klamerka i ramka zaciskowa. 


Co do ceny. Nie licząc wykonania, tzn własnej pracy, ale wliczając przesyłki, towar na 5 kompletów smyczy równoważy koszt jednej zamówionej (ale z dłuższą smyczą). Niestety, źle zamówiłam kółka, nie zwróciłam uwagi na to, że wrzuciłam do kosza ocynkowane, zamiast niklowane, musiałam ponowić zakup, co suma sumarum, przewaliło koszty. Gapowe się płaci.

Joszko za bardzo nie chciał pozować. 

Praktycznie, smycz na razie się sprawdza. Paradoksalnie, ciągle w użyciu wydaje mi się delikatna, chociaż taśmy mają tę samą szerokość, co zimowa. Może ciut cieńsze. Z kolei, gdy smycz zimowa dojechała, od razu poczułam w rękach, że waży i optycznie 'wielka', głównie przez konkretne i ciężkie karabińczyki . Te użyte teraz przeze mnie są trochę mniejsze, ale i jednak lżejsze. 

Po zbieraniu materiału na smycze, kolejna nauka, by baczniej się wkoło rozglądać przy zakupach. Tak naprawdę człowiek nie wie, kiedy i co się przyda. Jak się okazuje praktycznie, tylko okazjonalnie można kupić coś, co później jest na wagę złota. Często niedostępne w chwili, gdy jest potrzebne. Pozostaje pytanie, gdzie wszystko przechowywać ? ;-)







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...