Pages

10 maja 2015

Się Porobiło - cz. 110. Eko-torba

W końcu postanowiłam uszyć coś, co będzie tytułową torbą eko, czyli ze szmatki, wielokrotnego użytku. Postanowienie dawne, bardzo dawne, ale dopiero teraz nastąpiła realizacja, bo wszak mam fazę szycia. :)
Ponieważ to eko-torba, więc tkanina jest z odzysku, rodem z lumpeksu, zarówno wierzchnia, jak i spodnia. Miałam chwilę zawahania, czy chcę z podszewką, bo przecież torba z założenia niewielka, codzienna, do przenoszenia małych zakupów, czy śniadania do pracy. Ale tkanina jednak dość cienka, taka' flanelkowata', miła i miękka w dotyku. Sprawdzi się w takiej torbie, ale jednak chyba dobrym pomysłem było wsparcie jej czymś sztywniejszym. Spodnia tkanina, to zapewne jakaś mieszanka. Uprzednio była zasłonką okienną, na co wskazuje taśma marszcząca, z haczykami. 
Torba ma niespełna 60 cm długości. Jestem niewysokiego wzrostu, nie chcę wiec ciągnąc torby po ziemi :))) Jest po prostu wielkości przeciętnej, średniej reklamówki z sieciówek.
Odcinając fragment pomiędzy rączkami-uszami torby, pojawił się spontaniczny pomysł, by wykorzystać odpadek na kieszonkę. Ponieważ nie jest zabezpieczona zamkiem, czy innym zapięciem, powędrowała do wewnątrz. Żeby torba nie była bardzo smutna, poszły w ruch kredki do rysowania na tkaninach. I to tyle. :) Mam nadzieję, że się sprawdzi mimo, że to niedzielna praca, która w myśl przysłowia.... ;-)







7 maja 2015

Się Porobiło - cz. 109 - Poduszki

A to przysłowiowa kropka nad 'i', czyli brakujący element do łóżkowej kołderki patchworkowej.


Poduszka niestety, nie mogła być dokładnie taka sama, jak kołderka. Taki układ się nie sprawdza, niestety. Ma tylko motyw 4 kwadratów (chociaż na zdjęciach widać złośliwie tylko trzy :) ). Poduszki w przewadze mają biel, co dodało lekkości optycznie, tył jest też biały. Poduszki zapinane na 3 guziczki. Są symetryczne, podobne, ale nie takie same.


 Poduchy są średniej wielkości 47 cm x 47 cm i są dość puchate (oczywiście to sztuczne wypełnienie, naturalne w tym przypadku jest dla mnie uciążliwe, ze względu na lekką pierzastą alergię). 
Na zdjęciach różne światło - dzień pochmurny, przed deszczem - co niestety przekłamuje kolor.









4 maja 2015

Majowo

Uwielbiam wybuch majowego kwiecia. Po deszczu, w ciepłe dni nagle wszystko się zieleni i rozkwita. W oczach - jak to potocznie się często mówi. Zadziwiające dla mnie zawsze jest, że często byle jakie krzaczki obsypują się całe białym, różowym i czasami żółtym kwieciem. Czyste szaleństwo. Są oblepione kwiatami, często nie widać liści, tylko pełno kwiatu, małego, drobnego, nierzadko dusząco pachnącego. Później z tych kwiatów praktycznie nic nie ma, ale czas, kiedy kwitną jest wprost bajeczny.


Na zdjęciu wiśnia. Patrząc na ilość kwiatów... czas gromadzić słoiki ! :-))) Gdyby tak faktycznie każdy kwiatek przeistaczał się w owoc, nic nie spadało strącane wiatrem, nic nie niszczył mróz, który jak nic w połowie maja będzie straszył ogrodników i działkowców, ehh.... ależ byłoby słodko.
Prawda okaże się na pewno bardziej bolesna - ale natura już taka jest. Za dużo owców, to małe owoce, więc sama eliminuje. Nie przepadam za wiśniami, najczęściej robiłam nalewkę, ale od kiedy zrobiłam lody, przepadłam.


I okolice oczka. W końcu popołudniowe słońce doświetliło w taki sposób, by faktycznie dało się zobaczyć rybki. Trudno je sfotografować, bo o ile pływają blisko powierzchni, woda jest czysta, o tyle zbliżenie się zacienia taflę wody i ryby zaraz uciekają.


Trawnik po wyczesaniu, wetrykulacji i pierwszym strzyżeniu wygląda średnio. Jak zwykle o tej porze roku,  głodny i spragniony. Co prawda dostał już wody, bo z nieba niewiele popadało, ale też dostał jedzonko - nawóz do zmechaconych, bo niestety po zimie mchu, jak zwykle :-(


Nawóz mogłam kupić u siebie, ale że ojciec przejazdem będąc, zobaczył sklep w pobliskiej miejscowości, więc z ciekawości podjechałam w ramach sobotniej rozrywki i kupiłam kilka niewinnych, bez szaleństwa. Zależy mi na tym, by czerwone stokrotki zadomowiły się tak, jak białe i bez skrępowania rozsiewały same, ale jakoś nie chcą. Jednak próbuję, bo sama ciągle chcę. Może zmienią zdanie ? ;-)


W domu rosną siewki pomidorów i nie tylko. Szału nie ma. Stoją przy oknie balkonowym. Codziennie, dwa razy dziennie są przestawiane, bo jednak niektóre dość mocno się przekrzywiają do światła. 
Te na zdjęciu, to akurat czerwono kwitnący wilec pierzasty, więc akurat wyciąganie się w jego przypadku jest mile widziane, ale jednak jak się inne roślinki wyciągają, to mam wątpliwości. Szklarniowe tak nie mają, a i je obowiązuje przecież obrót Ziemi.

W tym roku już nie szalałam i wysiałam tylko troszeczkę pomidorów.
Przesadziłam wszystkie, ale jak nigdy kilka wypadło dość szybko. Stały przez prawie 2-3 tygodnie i nic. Teraz w końcu się ruszyły, ale mam wrażenie, że rok temu o tej porze, były większe. Patrząc w kalendarz, teoretycznie za dwa tygodnie, można byłoby je wystawiać na zewnątrz, a one takie mikre, że już nawet śmiać mi się nie bardzo chce. Rozumiem, że te miniaturowe, doniczkowe Bajaja - to te na ostatnim zdjęciu - mogą być mniejsze, ale bez przesady ! :)))
Może do zimy doczekam się pomidorów ? ;-) 
Co obstawiacie ? 
Będą w tym roku ? :)))






1 maja 2015

Się Porobiło - cz. 108 - Patchwork - łóżkowa kołderka

Jak przystało na pierwszego maja, dzień uświetniłam pracą. A jakże ! Rozpoczęłam z błyskiem i hukiem - zrobiłam zwarcie w instalacji prądowej na tyle konkretne, że wywaliło 'korki' na klatce schodowej. Cóż, pomysł był godny - chciałam rozkręcić plastikową część przedłużacza, by zdjąć górę i dokładnie wymyć wnętrze dziurek, w które wkłada się wtyczki (przedłużacz na stałe wpięty za zabudową lodówki), ale okazało się, że całe wnętrze przedłużacza znajduje się właśnie w górnej części, więc zrezygnowałam i próbując złożyć górę z dołem coś widocznie wewnątrz się zwarło - strzeliło, huknęło, rąbnęło, błysnęło, zaświeciło... co tam sobie chcecie. Dość konkretnie w skutkach, bo zabezpieczenia poszły nie tylko w mieszkaniu, a już poza nim. :-) A, że wczoraj z kolei rozrabiałam z wodą w łazience - pominę szczegóły - spokojnie już usiadłam z igłą w ręce, bez maszyny i skończyłam podkładać ściegiem krytym lamówkę.

Łóżkowa kołderka bezpośrednio po odcięciu nitki wygląda właśnie tak. 
Kwadraty pikowane po szwie. Spód w paski, miał być biały, ale zrezygnowałam. Pikując, chwilami musiałam konkretniej pociągnąć 'kanapkę', by raczyła się ruszyć pod stopką maszyny. Pierwsze pikowania poszły w miarę, gorzej było z drugimi - prostopadłymi do pierwszych. Ale się udało. Rogi może jeszcze nie tak piękne - muszę poszperać w necie, bo tak nie do końca 'moja' metoda się sprawdziła.


To jej docelowe miejsce. Rzucona, dosłownie, na łózko prezentuje się tak, jak tutaj. Zdecydowanie czegoś jeszcze brak, prawda ? ;-)






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...