Pages

13 kwietnia 2015

Trochę więcej bieli.

Nie, nie zwariowałam i nie maluję wszystkiego na biało. Ale kilka duperelków wybieliło się. Były zwyczajne, drewniane, trochę już czasowe. 
 Na pierwszy ogień poszła krawiecka skrzyneczka 'po mamie'. Pamiętam z dzieciństwa, jak lubiłam szperać w guziczkach, które mieszkały w takie skrzyneczce. Nie, nie w tej. Tamta skrzyneczka miała jakieś stylizowane kwiatowe ozdoby i była bardziej stylowa. Niestety, posypała się. Była bodajże jeszcze od babci, mamy mamy. Kiedy i gdzie ta została zakupiona, nie pamiętam. Ale jest zdecydowanie bardziej masowa. Jakoś specjalnie nigdy wcześniej nie podbiła mego serca, ale po śmierci mamy przygarnęłam z sentymentu skrzyneczkę wraz z cała furą guzików. Nie od razu chciałam ją malować. Teraz przyszedł impuls i jest. Wybielona.


Nie jest to szczyt umiejętności rzemieślniczych, nie ma duszy. Ale też nie ma korników, co cieszy, bo od teraz będzie szuflandią guzików. Pierwsze zdjęcie krótko po demontażu.


A, że w kuchni zawisły na ścianie dwie bielone półki, toteż zaistniała mała potrzeba większej integracji przedmiotów. Typowa integracja koloru dotyczy deseczki w podstawie stojaka na papier ręcznikowy i nakrętek od słoiczków. Z kolei stojaczek na kubki dostał drugie życie, bo już zrobił się lekko nieświeży (nowy poczeka jeszcze trochę w szafie na swoje 5 minut), a chlebak dostał drugą szansę. Właściwie mieliśmy się rozstać, ale ponieważ nie mam innej alternatywy na przechowywanie pieczywa, z radością chwyciłam papier ścierny, no i jest. Wybielone.






12 kwietnia 2015

Wiosna już jest.


Pierwsze kilka godzin w tym roku na działce i już wiem, że i u mnie jest wiosna. W końcu !

Jeszcze u ubiegłym tygodniu wieczorem włączały się kaloryfery, we czwartek i piątek rano musiałam 'skrobać' szyby w samochodzie rano, a w sobotę temperatura oszalała. Nagle zrobiło się gorąco ! Ciekawe ile wytrzyma taka pogoda. Minusem jest fakt, że wiosenne kwiaty rozkwitną szybko i bum... zaschną, przekwitną i tyle będzie radości, co wspomnienia na zdjęciu. Nie lubię, gdy rośliny cieszą oczy raptem kilka dni. Po prostu mi szkoda.

Krokusy przekwitają. niektóre już suche, jak papier. Fajnie, że kwitły, bo te na balkonie w domu, w dużej donicy nie raczyły. Wzeszły, wysunęły centymetrowe zielone ogonki i tyle. Nie wiem, czy jeszcze coś z nich będzie.
Brakuje wody. Gdyby popadało, dopiero by buchnęła zieleń. Trawniki wcale jeszcze nie są zielone. powoli budzą się, ale do prawdziwie zielonego jeszcze daleko.



Roboty jeszcze sporo, ale udało się już z rabat ściągnąć wszystkie zeschnięte części roślin. O ile badyli nie było zbyt dużo, bo jesienią przycięłam trochę rośliny, o tyle liści nagromadziło się chyba z całej okolicy. U mnie mało drzew liściastych, ale liści z zimy zawsze sporo.







10 kwietnia 2015

Łooooooo...wiecki :)

Pomysł zabarwienia owieczek pojawił się od razu, gdy tylko owieczki wyskoczyły z paczki-niespodzianki. I od razu wiedziałam, że będą białe. Fakt, czekały i czekały, bo nie chciałam malować pierwszą z brzegu białą farbą i się doczekały. Jako pierwsze (po meblach) i nie ostatnie (!)  trafiły pod pędzel. Drewno zostało pomalowane farbą w kolorze biały pieprz z serii Bloom firmy Liberon i potraktowane woskiem bezbarwnym Starwax - zgodnie z procedurą barwienia drewna użytkowego.Porządnie, a jak - malowanie - ścieranie wełną metalową - malowanie - woskowanie - polerowanie - woskowanie.
Owce są dwie. Mniejsza i większa. Obie takie same i bardzo sympatyczne. Nie wiem z jakiego drewna wykonane, nie znam się, ale z dość twardego.

Poniżej widać oryginalne - golaski. Też świetne, prawda ? 

I taka ciekawostka słodka. Kupione w sieci 'owadzich' sklepów spożywczych ciasteczka wielkanocne. Niestety, większość z ciasteczek była połamana. Szkoda. :)





6 kwietnia 2015

Koniec,... no prawie - remont cz.3

Tak, to prawie koniec. Pisząc 'prawie' mam na myśli ostateczny efekt. Malowanie, sprzątanie, etc udało skończyć, co prawda z przygodami, jednak ostateczny efekt zamierzonej zmiany w domu, będzie widoczny za czas jakiś, kiedy to gołe ściany nabiorą wyrazu, a i kanapę wraz ze stołem uda się wymienić na nowe.
Moje zawirowania z farbą miały swój ciąg dalszy. Obiecana farba dojechała we czwartek (też z przygodami, ale o tym już nie będę zanudzać), rzuciłam się na regał z pędzlem i pomalowawszy tak 2/3 całości z przerażeniem zobaczyłam ile farby ubyło. Najpierw posądzałam, że to drewno tak chłonie, ale niestety, to była tylko częściowo prawda. Ten regał w sumie miał większą powierzchnię, niż początkowo założyłam. Nijak nie mogło starczyć na ten i na kolejny pomimo, że ten drugi był składany z deseczek-klepeczek. Zostałam z pustym pojemnikiem po farbie i nieskończonym regałem numer dwa. Więcej niż połowa  pomalowana, reszta golusieńka. Było już po godzinie 21.30 we czwartek, kiedy siadłam z laptopem na kolanach i złożyłam kolejne zamówienie na farbę. Moje szczęście było już wielkie, bo do tej pory farba była na zamówienie, brakowało jej, a teraz nagle dostępna od razu, już w 24 h, (przypuszczalnie dojechała nowa dostawa od producenta, która ostatnio jakoś się 'zagubiła'). Nie liczyłam, by doszła przed świętami, chooooociaż... przyznam się, że mi się tak zamarzyło. ;-)
Poszło ekspresowo. W piątek po 9.00 rano info ze sklepu, że przesyłka czeka na kuriera. Po południu mail, od dostawcy (InPostu), że 'przesyłka wyruszyła w drogę'. W sobotę rano odpuściłam i przestałam się nakręcać, że może w sobotę dojedzie (kilka razy odbierałam przesyłki w sobotę, nawet po 15.00). Ale w końcu to jednak Wielka Sobota, ludzie chcą wolnego przed świętami. Pozbierałam graty remontowe, ustawiłam nieskończone regały na miejsce, poustawiałam, co powinnam, co się dało. Trudno, świat się nie zawali, jak skończę po świętach. Siadłam, by w końcu wypić łyk kawy, włączyłam laptopa. Do skrzynki wpadł świeżutki mail, równocześnie piknął sms, paczkomat czekał z przesyłką ! Pojechałam, wracałam w koszmarnej śnieżycy, ponownie ogołociłam regał i zrobiłam, co trzeba. Udało się skończyć w sobotę. Trochę obawiałam się wrzucić na świeżo nawoskowany regał kosze wiklinowe, więc ostatecznie, powędrowały one plus książki, etc. na regał dnia następnego.
Farba dała oczekiwany efekt. Tu dwa ujęcia w naturalnym świetle (pomimo paskudnej pogody za oknem) - światło lampy jednak spłaszcza i ujmuje fakturze drewna jej strukturę. Jestem bardzo zadowolona i cieszę się, że grzebiąc w necie trafiłam na farby Bloom  firmy Liberon.


W piątek udało mi się uszyć firanki. Są na wzór rolet austriackich. U mnie niestety nie można było zastosować mechanizmu samych rolet z dwóch powodów. Po pierwsze, okna są otwierane tradycyjnie, nie poprzez podnoszenie, jak to bywa głównie na Zachodzie, gdzie królują takie właśnie rolety mocowane na listwie nad oknem. Drugim powodem jest fakt, że mam już zwykłe rolety tkaninowe, ciemne, które służą jako 'zasłona przed światem'. Dwie rolety, głupio. A nie chciałam rezygnować z zaciemniającej, tradycyjnej, bo ta nowa miała być jasną, cienką, a nie konkretną, masywną. By to wszystko pogodzić, lekkość firanki i efekt marszczenia takiej rolety (swoją drogą u nas króluję raczej rolety rzymskie) wyszło mi coś 'a'la'. Tak, jak chciałam. Wszyte paseczki tkaniny, jako sznureczki dają możliwość marszczenia nie tylko równego (jak w roletach), od dołu, ale też niesymetrycznego na wysokości firany, co mi się bardzo podoba.


Przy okazji sprzątania po remoncie, układania wszystkich rzeczy na miejsca, po głowie chodziły mi myśli, by odgruzować mieszkanie z niepotrzebnych dupereli. Nie, nie jestem chomikiem, ale do minimalisty też mi dość daleko. Potrafię się rozstać z niepotrzebnymi rzeczami, jale tylko z tymi faktycznie niepotrzebnymi. Są rzeczy, które muszą być w moim otoczeniu, bym czuła się 'u siebie'. Gołe meble przemawiają do mnie na ekspozycjach, ale nie w mieszkaniu, nie w domu użytkowym. Na szczęście alergikiem nie jestem, mam też zainteresowania wymuszające nie tyle zbieractwo, co składowanie. Wcześniej już rozglądałam się za pojemnikami, raczej za pudłami z grubego kartonu. Bez powodzenia. Niby coś w sklepach jest, ale nie to, czego się potrzebuje. Zjawisko typowe, że jak się coś chce, to akurat nie ma, a jak nie ma potrzeby, to od razu pełno. Trudno znaleźć pudła, by zarówno miało potrzebne rozmiary i kolor. Potrzebuję 3 rodzajów pudeł. Dwa do małego pokoju jakieś pastelowo białe, góra kremowe, by nie dodawać na siłę kolejnych barw, najlepiej o szerokości 20 cm i drugie większe oraz  nierzucające się w oczy, do przedpokoju, góra szerokości 25 cm. Półki w przedpokoju co prawda nie ma (docelowo ma być długa 3 metrowa utworzona z 3 krótszych, bo nie można inaczej). Zakup odsunął się w czasie, bo planowane 200 zł na półkę powędrowało na nową wiertarkę, gdy 'zdechła' ta używana przy meblach. Oczywiście, ku radości, okazało się po dwóch dniach, że cudownie ożyła ! Haaaa, nie ma, jak stary, dobry Bosch. ;-) Teraz mam co prawda dwie wiertarki, ale nie mam półek. 
A może znacie jakiś inny sposób na przechowanie w przyzwoity sposób dupereli niezbędnych do życia ?

Tu jeszcze fragment lawendowych ścian (dwie przeciwległe są białe), bo niektórzy ciekawi efektów i fragment starej narzuty na łóżku. Nowa leży jeszcze w formie 4 kuponów tkaniny i tak sobie poleży. ;-)


No i szukam pomysłu na przerobienie krzesła na kółkach, tzw 'komputerowego', by pasował do całości. Albo zamienić, ale na co ?


4 kwietnia 2015

Wielkanoc

Słonecznych Świąt
wiele radości i nadziei z rodzącego się nowego życia.


30 marca 2015

Kiedy może skończyć się cierpliwość ?

Czasami człowiek musi. Musi, dla własnej równowagi. Stąd, w tym jeszcze remontowym zamieszaniu, zwyczajnie po pracy poprzesadzałam skiełkowane pomidory. Spokojnie, bo kiełki delikatne, wymagają więc opanowania. 



A co mi podniosło ciśnienie ? 
Prawie przez cały dzień próbowałam się skontaktować z panem M.G. z działu reklamacji netowego oddziału sieciówki budowlanej LM. Jak pisałam, farby do renowacji mebli zamawiałam właśnie tą drogą. Nie było wyjścia. Na farby w takiej ilości, jak potrzebowałam musiałam poczekać, tu LM wyliczył czas oczekiwania, na który przystałam. Systematycznie byłam informowana (wysyłane z automatu), jak wygląda status dostępności zamawianego towaru. Było dobrze, termin wysyłki się zbliżał, towaru przybywało. I tutaj się 'dobre' skończyło. W dniu planowanej wysyłki dostałam zdawkowego maila od 'osoby prowadzącej zamówienie', że termin wysyłki musi być przesunięty (o kolejne chyba 10 dni), bo nie ma właśnie tej farby do mebli. Ruszyło mnie ! Od razu odpisałam na tego maila, że 'jak to ?', 'dlaczego?', że może 'w drodze wyjątku da się szybciej ?' Ale niestety, nie otrzymałam odpowiedzi, więc próbowałam skorzystać z infolinii. Tam natrafiłam na faceta, któremu wyraźnie przeszkadzałam - nic nie załatwiłam, bo on nie zna zamówienia, nie będzie więc mówił za kolegę, który je prowadzi. Szok. Następnego dnia, rano, dostałam rutynowego maila z automatu, o stanie mego zamówienia, w którym o dziwo... nic nie było dostępne ! Adrenalina skoczyła. Telefon. Infolinia. Tutaj trafił mi się facet, jak się później okazało, z działu reklamacji, który wysłuchał dotychczasowej historii i podjął się próby ratowania sytuacji. Niejaki pan M.G. Dowiedziałam się, że brakujące farby już są, tylko jedna puszka 'szarej' jest uszkodzona i dział wysyłki wstrzymał realizację zamówienia. Mówię, że co tam, jak się nie wylewa, niech wysyłają ! Ale nie, oni nie mogą tak towaru wysłać, więc żeby nie czekać na wymianę nieszczęsnego braku, podeślą mi zamówienie pomniejszone o tę farbę, odeślą pieniądze i jak tylko farba dojedzie, to wyślą do mnie kurierem za pobraniem. Super ! Przesyłka doszła, zaczęłam realizację projektu i czekałam kilka dni na kuriera. A tu nic. Kasa faktycznie zwrócona na konto i cisza. Dzwonię więc, natrafiłam na tego pierwszego, który był odpowiedzialny za zamówienie (ten sam, co na maila nie odpowiedział), zatroszczył się, a jakże.... stwierdził, że farba nie dojechała, że zawalił dostawca, że zaraz monituje i pojawi się zamówienie, które będę musiała potwierdzić, by kurier wiedział dokąd podjechać. Weekend minął i dla pewności dzwonię już od razu proszę pana M.G. z reklamacji, bo on przecież najbardziej w temacie. Zdziwiony, że to jeszcze nie wyszło ! Farba faktycznie nie dojechała, bo osoba, która miała wygenerować zamówienie na nią, tego nie zrobiła, więc nie było podstawy do sprowadzenia farby ! Brak słów, a ciśnienie mi już rosło. Jednak, ponieważ chciałam jeszcze dodatkowo dokupić białą farbę, ustaliliśmy, że złoże zamówienie na tę biała i brakującą szarą, a on, jak tylko dostanie numer zamówienia, postara się popchnąć to szybciej pomimo, że system 'mówi', że farba szara dostępna za 10 dni, że postara się ściągnąć nawet z najbliższego sklepu stacjonarnego (w Łodzi dwa i w obu były farby) i przy przyjaznych wiatrach w poniedziałek (dziś !) przesyłka wyjdzie. Dzwonię więc rano, pana M.G. nie ma, tzn jest w pracy, ale na jakimś zebraniu, które przeciągnęło się albo naprawdę tak długo, (albo pan nie chciał rozmawiać, bo nie miał dobrych wieści). Jednak jakiś inny dobry i cierpliwy chciał pomóc, połączył z innym, który obecnie obsługuje to nowe zamówienie. Oczywiście ten nie był wprowadzony w moją historię, jednak oznajmił, że nijak to zamówienie nie wyjdzie przed określonym terminem, bo on dopiero (! zamówienie złożone 6 dni temu !) będzie je realizował i dostawca może przywieźć farbę dopiero w piątek (dziś poniedziałek), więc wyślą tak, jak w zamówieniu, po świętach. No chyba, że pan M.G. z reklamacji, może zrobić coś więcej, bo lepiej byłoby, abym normalnie kupiła tę białą i ona już mogłaby być u mnie, a szara leciałaby 'na reklamacji'. Niestety, do końca dnia, nie udało mi się pogadać z panem M.G.. Nie chcę pisać oficjalnej jakiejś reklamacji, opinii przez stronę sklepu bez rozmowy z panem M.G., ale już mi się ulewa. Rozumiem, że są procedury, ktoś nie może zrobić czegoś poza kolejnością, etc... Paradoksalnie, w dobie komputeryzacji przebieg informacji jest gorszy i bardziej sformalizowany niż kiedyś. Też z tym się u siebie w pracy spotykam, więc może trochę i rozumiem, nie wyjeżdżam z krzykiem i górnym 'C' tylko normalnie rozmawiam, by rozwiązać problem, a nie się wyżywać na kimś, który często winny właściwie nie jest. Jednak chyba mogę być zwyczajnie wkurzona, skoro pierwsze zamówienie złożyłam 11 lutego !
Ha ! I jeszcze w temacie komputeryzacji i przebiegu informacji  - dostałam drogą tradycyjnej poczty prośbę z poprzedniego mego OFE, by uaktualnić dane w związku z tym, że mój mail nie odpowiada. Następni 'mądrzy' ! Jakiś urodzaj ? Wysyp zamiast wiosennych nowalijek ? Poczta mailowa na kilku kontach śmiga, a ja już nie jestem ich klientem.

To mi się ulało... .


Dziś kilka razy pokazała się tęcza. Miły widok w tym całym zakręceniu. Hiacynty miały zakwitnąć na święta. Jednemu się spieszy. A prymulka z ostatnich zdjęć też z przygodami, ale o dobrym zakończeniu, w końcu trafiła do mnie dzięki Reni. :-)



21 marca 2015

Patchworkowe szmatki i trwanie w remoncie - cz. 2

Z myślą o narzucie na łóżko, nabyłam drogą kupna (uwielbiam to określenie :) ) kupony bawełny. Z założenia narzuta ma być delikatna i spokojna, raczej z kwadratów, pikowana po prostych, bo niestety nie chcę użerać się z maszyną. Pisząc o użeraniu, mam na myśli tylko i wyłącznie upychanie zwiniętego rulonu części narzuty, pod ramie maszyny, przy pikowaniu. 
Wybrałam tkaninę w kolorkach lawendowych, dopasowała się nawet dość dobrze (na oko) do koloru, który pojawił się częściowo na ścianie w pokoju. 
Kilka narzut patchworkowych już mam na swoim koncie, jednak zawsze szyłam na wyczucie. No w końcu, co może być trudnego w takim szyciu ? A jednak. Chciałam trochę poprzeglądać net, by może coś podpatrzeć, ułatwić sobie, pomóc, etc... 
Niedawno doczytałam o specjalnej stopce, którą powinnam nabyć, by bez problemu 'szyć kanapki', czyli przeszywać tkaniny wraz z warstwą ociepliny. Stopka tania nie jest, oczywiście dla mnie dostępna jest tylko wysyłkowo. Skoro taka super i pomaga nie tylko przy patchworkach, ale też i do zwykłego szycia, to czemu nie jest na wyposażeniu maszyny do szycia? Bo podwyższałaby cenę maszyn, a to nie bardzo ? Że i tak kupi ten, który potrzebuje, a niedzielny 'krawiec' patrzy tylko na koszt maszyny przy zakupie ? Dziwne rozumowanie, ale bardzo popularne.
Czasu za specjalnie nie mam, bo remont, ale grzebiąc w necie, natrafiłam przypadkowo na gazetkę, którą oczywiście kupiłam w nadziei, że może mi się przydać mały zbiorek podstawowych prawd po patchworku. Samouk nabywa często manier i pracuje 'pod górkę'. Warto to zmienić, by się za bardzo nie przyzwyczajać do nawyków. W skrytości liczyłam, że znajdę wskazówki, jak zszywać w całość i się nie zmęczyć, ale niestety... zaraz na początku w ramach niezbędnego sprzętu informacja o owej nieszczęsnej stopce. Można się ugryźć ! ;-)


Do narzuty jednak jeszcze daleko, daleko. Wcześniej powinnam uszyć firany do dużego pokoju. Na razie nie mam gdzie. Pomimo, że mały pokój już odświeżony, jeszcze trochę potrwa, zanim będzie, jak trzeba. Niestety, teraz warsztatem stał się duży pokój i wszystko, co możliwe z dużego pokoju, ląduje w małym. Ot, uroki życia w bloku. 

Tak w tej chwili wygląda duży pokój. Ojciec 'zbudował' sobie foliowy namiocik, w którym obrabia meble. Idzie powoli, niestety. 


Ilość pyłu jest powalająca. Zamiatane systematycznie, myte na mokro, ale jednak pył, to pył i swoje właściwości lotne posiada. Po mechanicznej obróbce jest jeszcze oczywiście praca ręczna. Wszystko wymaga czasu i niestety - trwa i trwa. Z efektów dotychczasowych jestem zadowolona. Biała farba, a właściwie  transparentna Bloom Liberon w kolorze 'biały pieprz' daje efekt taki, jaki oczekiwałam.
Pokazywane w poprzednim poście drzwi od szafy wyglądają tak.


Jest wybielenie drewno, są pozostawione naturalne jego słoje. Malowane dwukrotne, bez jakichkolwiek przecierek, czy innych kombinacji, dwukrotnie woskowane naturalnym woskiem firmy Starwax. Ważne, by mieć drewno dobrze przygotowane, malować zgodnie z linią drewna, nie nakładać, nie kombinować, by było równo pokryte, jak zwykłą farbą. I tyle.
Pomimo, że w domu delikatnie mówiąc, bałagan, wiosna za oknem.  W końcu posiałam pomidorki. Właściwie, wyłożyłam na mokry ręcznik papierowy do podkiełkowania. Malutko, egoistycznie, tylko dla siebie. Ale, jak wszystkie będą ładne, to i tak będę się dzielić. Odmiany miniaturowe, przeznaczone do upraw donicznowych, tarasowo-balkonowych. Przy okazji próbuję też podkiełkować lawendę.


Wiosnę powitało hipeastrum (edytuję po zwróceniu uwagi - amarylis, czy hipeastrum). Miał być różowy, tak opisana była cebula w dniu zakupu. Raczej nie jest. :-)










Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...