Pages

2 maja 2014

Malowane majem i nie tylko

Drugi dzień maja - pogoda iście skandynawska. Tak w tv mówią, że wieje z północy nie tylko wiatrem, co zimnem. I to ostro. Wczoraj się nagle ok 14.00 zachmurzyło, trochę pokapało i ... jak zaczęło wiać. Wiało bardzo zimnym powietrzem. Temperatura spada o dobre 10 stopni C. Wieczorem było tylko 5 st C i włączyły się kaloryfery. I grzały do dziś, więc pewnie ochłodzenie z czasu zimnej Zośki i ogrodników już wcześniej przydreptało. Ochłodzenie zapowiadają na kolejne dni długiego weekendu. Cóż, przecież to normalne. 
Zrobiłam zdjęcia skończonej farbowanej aksamitką suszoną wełenki. Są słabe jakościowo, ale w miarę oddają kolor. 

Udało się w miarę równo podzielić 200 g i tak w 4 porcjach mam, po ok 227,5 m 207 m i 2 x po 201,5 m.

Kolejny mały sukcesik, to opanowanie wzorku zwężającego się warkocza, o który pytałam tutaj, pod koniec posta. Powiem szczerze... gdyby nie zdjęcia wzoru i wyobraźnia, to za Chiny ludowe nie zrozumiała tej piktogramowej rysowanki. Możliwe, że w tym wypadku opis słowny (nie lubię z definicji ich czytać) jest zdecydowanie lepszy. Taki schemat graficzny, to po prostu porażka dla osoby, która bladego pojęcia nie ma o warkoczach. A samo oznaczenie na schemacie warkoczy bywa naprawdę dużo lepsze. W pierwszej chwili myślałam, że piktogramy na schemacie wnoszą coś sensownego, bo jednak oczek z warkocza ubywa i sądziłam, że te oznaczenia, o które właśnie uprzednio pytałam, są kluczowe dla wzory, ale ... nie. Nie wiem, wykonuję dokładnie wzór, jak opisała autorka, ale dla mnie nie ma to znaczenia. Nie udało mi się dostrzec zwłaszcza jak kończy i możliwe, że ja to robię inaczej. Mnie się moje podoba i tyle.


Pogoda za oknem na razie sprzyja siedzeniu z drutami w domu, więc trzeba będzie się zastanowić nad swetrem. :-)
A wczoraj było tak pięknie... Malowniczo. Ponudzę zdjęciami, a co ! :-)
















28 kwietnia 2014

Czy to napewno kwiecień ?

Patrząc po dynamicznym rozwoju roślin zastanawiam się, czy to na pewno kwiecień. Trawa jeszcze ma spore tyły, bo po pierwszym koszeniu, była przecinana (wertykulacja) a, że ja mam niestety ręczne urządzonko do przecinania trawy (z czasem, czy raczej z wiekiem ;-) powinnam pomyśleć o zasilanym prądem), więc trochę to trwało. Miałam zamiar też zasilić ja nawozem, no ale... z nieba zaczęło padać. 

Dzień był ponury, ale duszny. W pierwszych godzinach, nawet zrezygnowałam z przyjazdu, ale jak tylko zaczęło się przejaśniać i zrobiło cieplej, ruszyłam. W powietrzu jednak była dziwna duszność. Na działce sporo sąsiadów i każdy mówił o deszczu, że wisi w powietrzu, ale liczył też na to, że słońce wygra. Wygrało, ale na trochę. Lunęło. Spadła konkretna ilość wody. Padało ładnie, równo i byłoby idealnie, gdyby popadało wieczorem. Z nawożenia nici, ale za to mimo wszystko, udało się odchwaścić dwie pozostałe rabaty. W sumie, mały sukces. I tak nieźle, jak na sobotę. Jak to bywa w weekendy... Pogoda robi się ładna w niedziele, po 18.00.


W sumie lubię świat po deszczu, gdy pozostaje milion kropelek. Są fantastyczne. :-)



Kwiaty, kwiatami. A ja sobie wymyśliłam, by w tym roku mieć trochę własnych zielonych dodatków. Ponieważ nie mam zbytnio miejsca już na ziemi (dodatkowo, ona bardzo niewarzywna jest), wpadłam na pomysł, by wykorzystać coś, co lata temu, w zamyśle miało być kompostownikiem. 
Kiedyś, kompostownik, to była pryzma i tyle. Mało się mówiło o tym, co trzeba robić, by w krótkim czasie, a nie po 100 latach, zielone odpady były użyteczne. Mając na uwadze taką formę kompostownika, u mnie rodzice uznali, że trzeba to jakoś zorganizować, stąd pomyśl, by wymurować miejsce na kompost. Porządnie, wszystko tak, jak mur altany. I byłoby ok, gdyby zbytnia szczelność owego murku nie wpływała na niekorzyść składowanego kompostu. Ciągłe przerzucanie zawartości stało się kłopotliwe. Stąd zrezygnowaliśmy. Miejsce zyskało miano przechowywacza drewna, takiego mniej ładnego, tego ściętego, do spalenia, a nie ładnych beleczek nabytych u leśnika. Ponieważ ostatnio stały się modne grządki podwyższane, pomyślałam sobie, dlaczego nie... Początkowo uznałam, że wykorzystując ojca, obniży się ścianki i będzie ok. Ale jak przyszło co, do czego, żal mi się zrobiło tego murka. W końcu ładny i solidny. Po co rozwalać. Kupiłam folię kubełkową, by odizolować ziemię od ścianek. I tak na dno powędrowały rozbite płytki z demontażu murku pod płotem, na to 'stara' ziemia, użyta rok temu w donicach, na to kiszonka z zeszłorocznej trawy i ... ponad 500 l ziemi workowanej z Lidla. I póki co, tak to wygląda. Tzn dość obskurnie, jak katafalk, czy coś. :-))) Ale jak wyrosną posiane: rzodkiewka, pietruszka naciowa, koperek, szczypiorek i bazylia, będzie zielono. Mam nadzieję mieć, przy samym płocie,  kilka ogórków i pociągnąć je w górę. Słońce jest tutaj od południa i łudzę się po prostu, że nie będzie go mało. Czas pokaże. :-)


Oczywiście zaraz za płotami są sąsiedzi, z prawej wysoki mur altany. Totalne zadupie, ale ... będzie zielono ! :-)


27 kwietnia 2014

Się Porobiło - cz. 92 - Zaległości.

Jeszcze przed świętami miotając się z myślami, ponawlekałam trochę koralików na nitkę i poszło... Głównie jednokolorowo, bo zależało mi na tym, by móc łączyć je ze sobą i nosić jednocześnie. Bardzo mi to odpowiada. Jednak nie jestem aż tak pazerna i mały półhurcik został rozdzielony, kilka powędrowało na upominki. ;-) 


A, że zdjęcia średniej jakości, to na pocieszenie jeszcze świąteczna pascha (moja na podstawie przepisu  Anety Kręglickiej, który to rozpowszechnił na forum lata temu Marinik) i Dacquoise (wzorowany na tym z cukierni Sowy, który z kolei udomowiła Dziunia).


 Jeśli będą osoby zainteresowane przepisami, to oczywiście wklepię.

I na koniec, zatrzymane w kadrze obrazy wiosny. Migdałek już przekwitł, kaczeńce też, ale na szczęście ktoś wymyślił aparat fotograficzny.














Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...