Przyszedł czas, teraz mogę pokazać. Niestety, zdjęcia w postaci tylko fragmentarycznej, bowiem ze względu na rozmiar, jak i brak modelki, inaczej się nie dało.
Całość to, jak wspominałam kiedyś, z Angora de Luxe (70% moher + 30% akryl) - 520 m w 100 g moteczku ( to z banderolki, w E-Dziewiarce podają, że 500 m). Wymiary szala po blokowaniu, (które mogłoby być jeszcze bardziej naciągnięte) to 55 cm na 250 cm. Wzór z założenia nie miał być kłopotliwy w blokowaniu.
Mam nadzieję, że się sprawdzi w noszeniu. :) Dzierga się dość szybko. Włóczka ma dłuższy nieco włos, dlatego od razu chwyciłam za druty nr 5.
Kolor na zdjęciu zgodny z realem.
Pages
14 września 2011
13 września 2011
Czas alpaki - cz. 2.
Jak pisałam uprzednio, przędłam pierwotny zakup tegorocznej, wiosennej strzyży alpaczej. Tym razem już dokładnie wiem, ile gram uprzędłam, jaki jest tego metraż. Przędza jest grubsza od poprzedniej, przeznaczonej na szal, jednak nie taka, jak uprzednio planowałam. Z założenia miał pozostać singel.
Strzyży za radą hodowców, którzy przerabiają ją też ręcznie, nie piorę przed przędzeniem. Z resztą nie była jakaś specjalnie brudna, więc wyczesywanie ( psim grzebieniem) już dużo dało. W tym oczyszczaniu doskonale sprawdza się moja osobista mama. ;-) Uprzędzoną alpakę dopiero później piorę w nawilżającym szamponie ziołowym. W wodzie cudownie rozpręża włókna. Mając na względzie fakt, że pierwszą przędzę chyba lekko przekręciłam, tym razem chciałam robić dość luźno. Jednak nić się rwała. Robiłam na wyczucie. Wydaje mi się, że jest dobrze. Co mogę jeszcze powiedzieć, a to, że z pierwszą przędzą jednak trochę się męczyłam, z tymi poszło bardzo szybko. Nie ściskałam w ręku tak mocno sierści, a podczesanie mnie osobiście pomogło. Miałam jednak kłopot z wykorzystaniem krótkich kawałeczków. Pewnie to kwestia wprawy, którą być może jeszcze nabędę, ale bardzo się zdziwiłam, po zważeniu moteczków. Okazało się bowiem, że mają one 65 i 68 gram. Nie ważyłam porcji przed przędzeniem, nie mam tego zwyczaju. Przyjmuję jednak za mą wagą kuchenną, elektroniczną, ze tak właśnie jest.
I tak mam obecnie. 68 gram w 256 metrach w kolorze ciemniejszego brązu dzięki uroczej Yakanie
i 65 gram w 238 m w kolorze beżowym dzięki Janie.
(zdjęcia alpak - dzięki uprzejmości Los Alpaqueros)
Przerobiłam w sumie strzyżę z 3 różnych alpak i każda jest (była) nieco inna. Oczywiście to moje laickie, subiektywne zdanie, bo niewiele takiej przędzy widziałam . Bardzo odpowiada mi rustykalność nici, jaką udaje mi się uzyskać. Być może komuś nie odpowiadać taka wełna, ale dla mnie, to coś niesamowitego. Przecież mechanicznie wykonaną wełnę z alpaki może mieć każdy. Taką, śmiem powiedzieć rustykalną, zdecydowanie niewielu. ;-) I cieszę się, że mam taką możliwość.
12 września 2011
Jesiennie
Nie ma co się łudzić, idzie jesień.
Na szczęście u mnie zimowity jeszcze nie są zbyt pewne, czy warto wyłazić i się pokazać. Przyjechaliśmy już do blokowiska. Powoli wracamy w trybiki dnia codziennego.
. A codzienność wita nas nie tak znowu wesoło. Najpierw kapiąca woda w łazience, konkretnie w wc-kompakcie (pod spłuczką nietypowo, popuściła uszczelka, na której praktycznie 'stoi' spłuczka na muszli) i przy zaworze do pralki. 2 m-ce prawie bez używania, a nawet w miarę nowe przedmioty się buntują. Myślałam, że skoro nieszczęścia chodzą parami, to ten duet już wypełnił normę. Byłam w błędzie. Dzień później zaczął buntować się mój laptop (dalej korzystam z laptopa mamy - na szczęście). Skąd rzeczy niematerialne wiedzą, że się skończył okres gwarancji ?! Mam nadzieję, że jest na tyle porządny, że to tylko błędy systemowe, nie dodatkowo sprzętowe. Jutro podrzucę go do testów i będę prosić dobre duchy o pomoc. Było jeszcze kilka innych drobniejszych spraw, ale już nie będę nudzić.
Dziś pierwszy dzień po urlopie w pracy. Zaczął się... hmmm... burzą w nocy, która tłukła się nad miastem ze 3 godziny. Poranny spacer z Filonem - tu oszczędzę szczegółów - biegunka. Zamiast jechać do pracy, mycie psa i chodnika przed blokiem. Wpadłam na parking, punkt 7.00 wchodzę do pracy i na 'dzień dobry' widzę krzywą minę dyrekcji (ot, taki osobliwy urok osobisty).
Po takim wstępie, mam nadzieję na zdecydowanie milszy tydzień. ;-)
Aaaaaa ! Bym zapomniała. Miałam przemiły, ale jakże zaskakujący telefon. W tym całym wodno-kanalizacyjnym zamieszaniu odebrałam telefon od... prządki Alicji. Prawie zaniemówiłam z wrażenia. I pewnie dało się to wyczuć w moim głosie. Tak bardzo żałuję, że moje zamieszanie nie pozwoliło nam się tym razem spotkać, ale mam nadzieję, że następny raz już będzie zupełnie inny. Dziękuję. :)
Etykiety:
codzienność,
rośliny
8 września 2011
Się porobiło - cz. 19 - Skarpetkowo 2
W końcu dorwałam na próbę typową skarpetkową włóczkę. Skład, to 75% wełna i 35% poliakryl. Na jedna skarpetkę (rozmiar 36) wyszło trochę ponad połowę moteczka 50 gramowego. Z ciekawości przewinęłam resztę włóczki patrząc na kolorki i starczyłoby na 2/3 drugiej, takiej samej. Robione na gładko, próbowałam wzorkiem, ale nie było efektu. Są prawie identyczne. Zasadnicza różnica na samym 'czubku', przy palcach.
Etykiety:
druty
5 września 2011
Natura właściwie, to się nie spieszy.
Tylko korzysta. Korzysta z tego, co akurat ma, co daje niebo, co daje ziemia, co daje otoczenie w tej konkretnej chwili. To nam się ciągle spieszy i mało postrzegamy wkoło. Rejestrujemy czasami zmiany i ze zdziwieniem zauważamy, że Ziemia znowu przyspieszyła.
A natura dobrze wie, że wrześniowe słońce grzeje konkretnie i trzeba naładować nim akumulatorki - kto jakie ma (nawet owoce i nasionka). Bo w szarolistopadowe dni, będzie tego brakowało, wiec... korzysta z tego, co dziś ma.
Winogrono dojrzewa, z dnia na dzień słodsze.
Papryka nabiera ognia. Jest równie czerwona, jak ostra.
Śmiem podejrzewać, ze to jakaś odmiana chili. Jesiennie już na rabatach kwiatowych.
A pasożyty kochane wygrzewają się jeszcze w ciepłym słońcu.
Na swój czas czeka też 300 g akrylu. Niby te same porcje 30 g, jednak moteczki różnią się nieco kolorystycznie, ale też i metrażem. Tym drugim dość konkretnie, bo 120 m - 156 m. A na oko specjalnie nie widać różnic w grubości przędzy.
I, żeby nie było, że tu wszyscy tacy słonecznie leniwi, to zeznam wstępnie, bez szczegółów (o tym będzie później), że przyjechała włóczka z E-dziewiarki i już moteczek Angory De Lux został przerobiony w ... niespodzianke, ;-) Włóczka jest dość wydajna. Nie pomyliłam się w przypuszczeniach. I chyba fajnie sprawdzi się w ... no właśnie. Póki co 'cichosza' ;-)
2 września 2011
Czas alpaki.
Powoli nadchodzi czas zajęcia się alpaką. Z pierwszego zakupu zostało mi jeszcze 2 razy po 100 g. Mama mi całkiem fajnie ją podczesała. Mam jednak dylemat, jak ją prząść. Czy mieszać, czy jakoś logiczniej, rozmyślniej potraktować. Jedno wiem na pewno, ze pozostanie singlem. Jakieś sugestie ? Kolor ecri i ciemny brąz.
Korzystając z okazji, nabyłam jeszcze tegoroczną strzyże alpak Huacaya. Toooonę, bo prawie 4 kg ! :-))) Jak dla mnie i mego wrzeciona. Tym razem w hodowli w Bujence. Dostałam strzyże w kolorze bieli, beżowo-ecri, brąz i czarną. Oczywiście to moje nazwy kolorów. Oficjalnie nazewnictwo jest bardziej profesjonalne. Poniżej dostępne w hodowli w Bujence kolory wełny. (Zdjęcie podlinkowane ze strony hodowli).
Pewnie sporo czasu zajmie mi oczyszczenie wełny, podczesanie i przędzenie. Ale, co by nie mówić, idzie jesień. ;-)
Etykiety:
alpaka
1 września 2011
Się porobiło - cz. 18 - Jest sukienka
W końcu udało się skończyć plątaninkę z zielono-białej czesanki merynosa.
Jej początki pokazywałam tutaj i tutaj. Nie wiedziałam, czy starczy tylko na tunikę, czy może wyjdzie sukienka.
No i jest, ścieg gładki, dżersej, elementy brzegowe podwójny ryż. Robiona na okrągło od dołu do góry, bez zszywania. Bardzo podoba mi się ten sposób, a druty na żyłce (pomimo tego, że mam zwyczajne, nie jakieś spasione) stały się dobrym towarzystwem. :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















