To poleciałam w tytule posta, co? :-))) Kilometr robi wrażenie, nie? W końcu na wrzecionku, nie na kołowrotku. ;-)
Pogoda za oknem naprawdę podła się robi, ciemno, szaro, kapie z nieba, jesiennie, nostalgicznie i takie tam. Czas mi ulatuje w natłoku codzienności, a codzienność monotonna sama w sobie. Ukręciło się wiec w kończy trochę ponad kilometr totalnej cienizny. Jest przekręcona, czego nie byłoby pewnie widać, gdybym skręciła w podwójna nić, no ale się zaparłam - pewnie dziergając będę przeklinać - i zostawiłam singielek. Uprzędło się tego merynosa i czarnogłówki 3 porcyjki. Jak wyglądała na wrzecionie widać tutaj. Zdjęta i przewinięta w moteczki (właściwie nie wiem, czy to motek, bo motek to raczej takie piękne fabryczne zwinięcie, kiedyś się na takie zwoje włóczki mówiło laga) lekko się skręca na całej długości i nie bardzo widać przekręcenia.
Zdjęcia niestety zrobione z lampą - taki jasny wczoraj był dzień. Przędzę prałam jeszcze po skręceniu pomimo, że wcześniej prałam runo w szamponie. Ku memu zdziwieniu, woda z kolejnych płukań ciągle była szarawa. Ostatecznie barwiłam przez zanurzenie w barwniku wilgotną wełnę. Efekt mi się bardzo podoba, ciekawe, czy równie zadowolona będę z dzianiny. Poniżej wysuszony już produkt. Nić trochę prostowana, ale zdecydowanie lepiej widać przekręcenia. Ma to swój urok. :-) W końcu nie muszę poczytywać tego, za jakiś błąd, prawda ? Z mego niewielkiego doświadczenia wynika, że lepiej przekręcić nić niż nie dokręcić.
Nie mogłam się powstrzymać, by nie wkleić kolejnych zdjęć pomimo, że z samej ich jakości (brak ostrości), nie jestem zadowolona. Jakoś nie mam odruchu brania statywu do roboczych zdjęć, a to błąd, niechlujstwo, czy co tam jeszcze.
Aaaaa.... mam tego w sumie 3 porcyjki: po 446 m w 81 gramach, 361 m w 68 gramach i 205 m 40 gramach, co daje 1012 m w 198 g. Z przeliczeń wynika, że najcieńsza nić jest w najdłuższym moteczku, ale na me krzywe oko, dużej różnicy nie ma. Metraż konkretny, więc większe ubranko można brać pod uwagę, ale bardzo delikatne. Tylko czy na pewno tak będzie w praktyce ? Nie mam wyczucia w takich cieniznach. Chociaż wcale nie będę dziergać na cienkich drutach.
No, to tyle... powinnam siąść do kołowrotka, wczoraj próbowałam z żywą czesanka, ale to, co mi wychodziło, to pożal się Boże... Wrażenia zasługują na oddzielnego posta, niejedna prządka miałaby z niego ubaw po pachy. Mnie trochę to też bawiło, ale z każdym kolejnym udanym przekręceniem koła, mina mi się wykrzywiała w podkówkę, bo to, co pojawiało się na wrzecionie... ehhh... Kiedyż to ja ukręcę podobną przędze na kołowrotku ?!? Ba... kiedy w ogóle ukręcę metr równy i cały !





















