Pages

14 marca 2012

Znowu o psie

Na szybko, bo emocje...
Esta pojechała na usunięcie kamienia nazębnego. To już 3 raz, taka specyfika śliny. Rutynowe badanie krwi przed narkozą. Wyniki zaskakujące, wskazujące na lekką anemię. Coś podwyższone, glukoza ? Jeju, w tym wszystkim nie pamiętam, bo padały różne nazwy, z którymi nawet nie byłam osłuchana. Dodatkowe USG - guz śledziony, lekko rozsiany, ale na tyle spójny, że operacyjny. Szybka decyzja. 
Jest już po. Poszło sprawnie. Na tę noc pozostała w klinice, z resztą i tak miało tak być po tych zębach. Starszy pies (w grudniu skończyła 10 lat), rutynowo kroplówka po narkozie.
W tym wszystkim, dobrze, że diagnoza błyskawiczna, operacja od razu, nie było zbytnio czasu na dłuższe nerwy. Pomijam najbliższe 2 tygodnie czekania na wynik histopatologii. Pierwszy raz, w historii mych psich zabiegów (to 18sty), za bardzo nie znam szczegółów. Do jutra... .

12 marca 2012

Czarna-nieczarna alpaka z psem w tle.

Nieczarna piszę specjalnie łącznie, by podkreślić, że jest to moja własna nazwa na kolor tej alpaki. Jak pisałam poprzednio, strzyża czasami na końcach ma barwę brązową, w odcieniu złocistego kasztana, co jest samo w sobie bardzo ładne. Daje to w nici efekt złamania tej czerni. Bardzo mi to odpowiada. W świetle popołudniowego słońca, przędza zyskuje lekko brązowy odcień. I robiąc zdjęcie na automatycznym ustawieniu balansu bieli, można uznać, że ma zwyczajnie kolor ciemnego brązu. I tutaj skłonna byłabym, jak słusznie zauważyła wcześniej Tysia, nie obstawać przy czerni.


Nieco inaczej wypada ta sama przędza, gdy manualnie zmienię balans bieli w aparacie. Poniżej trochę jaśniejsze zdjęcie, celowo nie ruszałam (na minus) ekspozycji. Ale musicie uwierzyć, na pewno nie jest to odcień szarości. ;-) Przy takim nieco wymuszonym rozjaśnieniu widać jakby smugi brązu.


No, to pierwsza część tematu za nami.  Pozostaje reszta, czyli pies w tle. 
W sumie, jak ktoś ma zwierzęta, to wie, że czasami nijak jest rozdzielić zwierzę od robótek, szczególnie z czesanką się lubią. ;-) Jak to kłak z kłakiem. W naszym przypadku podszerstkowy włos Filona doskonale trzyma się z miękkim włosem alpaki. Zawsze w takich przypadkach powtarzałam, że z mastifa angielskiego zrobię pierwszego nagiego mastifa angielskiego. Skoro są grzywacze chińskie nagie (i owłosione, czemu nie mogą być i mastify ;-) ). Takie golenie przychodzi mi w myślach dość łatwo, przyznaje. Ale teraz, gdy jeszcze biega z gołą d.., tzn właściwie to plecy po zabiegu nie zarosły, nawet tak nie myślę. ;-) Poglądy się faktycznie łatwo zmienia. ;-)

A poniżej, obiecane kiedyś kolejne zdjęcie z serii Połamaniec. Zasługuje ono na szczególna uwagę, bowiem pies mimo wieku, lekkich kłopotów stawowych, wcale nie zmienia przyzwyczajeń i dalej z łapami robi różne, dziwne rzeczy.



11 marca 2012

Się porobiło - cz. 38 - Sfilcowany weekend

Poniżej efekt weekendowego tarcia, głaskania, turlania i kłucia. :-)

Czapeczki na jajka. Proste, bez bajerów. Ot, trochę wiosenne.

Skoro jajka, skoro wiosna, to i zajączek.

I 'coś'. Nie wiem, jak nazwać. Tulipan w kształcie misy, misa w formie tulipana. :-)))

A tak poważnie, to jakie macie pomysły na nazwę dla tego 'cosia' ?




9 marca 2012

Leniwy piątek


Słońce !
Było i schowało się, ale co tam. Dziś mam leniwy dzień. Lubię swoje leniwe piątki, czyli takie wolne z pracy z przeznaczeniem na pobyt w domu i nicnierobienie. Oczywiście nie ma nicnierobienia totalnego, ale dzien na luzie, bez biegania i załatwiania czegoś, bez sklepu, ot... luz. 
W ruch poszły druty i ... sprułam zaczęte to czarne-nieczarne z aplaki. Tzn rękawy są, jak były, ale zaczęłam środek swetra i mimo przeliczenia oczek, wydawał mi się coraz większy. A, że bliźniaczej ciąży nie planuję, ani też nagle urosnąć do rozmiaru XXXXXL, trzeba było pruć i zacząć od nowa. Dziwna sprawa, bo oczka przeliczone na podstawie rękawów, więc powinno być ok. No ale, lepiej wcześniej niż później rzucić w kąt.

Mam jeszcze chęć pofilcować. Pudełko z sasanką poszło do nowej właścicielki, więc jest powód, by coś stworzyć. W ogólne, to po głowie chodzą mi różności. Trochę wiosenno-świątecznych elementów, torebka (bo moja filcowa uległa 'wypadkowi'), mam też chęć w końcu ruszyć mą glinkę ceramiczną, która kupiłam hohohoh... temu. Chyba za dużo srok chcę ciągnąć za ogon.

Filon wyraźnie w lepszym nastroju. Bardziej ruchliwy, nogi podnosi wyżej. Z nim to tak jest, że boje się powiedzieć głośno, ze lepiej, bo zawsze zaraz po tym coś huknie. Ale dalej robimy krótkie spacery, tylko praktycznie na potrzeby fizjologiczne. Niech te łapy dojdą do siebie na tyle, na ile pozwala mu jego wiek. Pod tym kątem, to jestem nadmiernie pewnie zachowawcza. Dziś dopiero tydzień, jak wznowiliśmy środek chondtoitynowo-glukozaminowy, a z tego, co mi lek. wet mówili, to przeciętnie potrzeba około miesiąca zanim te siarczany (bo w takiej postaci znajduje się glukozamina i chondroityna w preparacie) na stałe utrwalą się w organizmie.
Przy okazji... ze 3 tygodnie temu miałam takie głupie zdarzenie pod blokiem. Sąsiadka, właścicielka takiej 2-3 letniej suni w typie goldena zapytała o zdrowie Filona. Tak wymieniliśmy kilka słów o psach, zdrowiu, wieku, śliskich schodów przy wejściu, bo jeszcze był lód. I poszłam. A tu za mną jej teściowa, jak ruszyła w słowny lament, że ojeju, jak ten pies chodzi, jaki on chory, ledwo nogi podnosi, etc... Kurcze... oprzytomniałam, że to o nas. Wiec się odwróciłam i głośno, bo z już większej odległości, mówię, że to przecież molos, one mają taki chód, nie biegają wkoło właściciela na smyczy, ale spokojnie kroczą łapa za łapą. Wówczas jeszcze Filon czuł się z łapami całkiem ok. I tak idąc sobie dalej, najpierw mnie zatelepało, ale później, tak sobie pomyślałam, kurcze... ich sunia jest wygięta na linii grzbietu (w górę), ma bardzo wąskie biodra, dziwnie osadzone tylne łapy i tego nie widzą. Sama znając się jednak trochę na psach, nie potrafiłabym tak wprost walnąć komuś między oczy w takim lamentowym tonie. Bo ja się naprawdę w pierwszej chwili poczułam, jakbym ciągnęła na smyczy, na siłę ledwo żywego psa. Taki ton użyła ta kobieta.
Czemu do ludzi nie dociera, że zwierzęta też się starzeją i mają prawo do dobrej starości. Fakt, że idą wolniej, są mniej ruchliwe wcale nie oznacza, że ich życie jest pasmem nieszczęść i bólu. Pewnie takim łatwo przychodzi decyzja o eutanazji, bo skoro zwierzak stary, to tak lepiej.
Ehh, ale nie chciałabym zaczynać weekendu w taki smutny sposób. Wszak idzie wiosna. ;-)

A tak w ogólne, to dziś jest Dzień Drzemki w Pracy, a ja sierota, tak niefortunnie wzięłam urlop. :-)))



5 marca 2012

Się porobiło - cz. 37 - filcowanie... reszta.

To dalej filcowanie...
Słońce za oknem motywuje wiosennie, wiec powstały dwie kwiatowe dekoracje. Jedna to prawie amarylis, druga prawie sasanka. Jak bardzo 'prawie' widać poniżej.
Obie to formy użytkowe, funkcjonalne.


Z założenia dekoracyjne. Mam nadzieję, że taka funkcję ufało się mimo wszystko uzyskać. Przedmioty zyskują w słonecznym świetle, gdzie barwy czesanki widać najlepiej. Amarylis początkowo miał mieć wygiętą w pętelkę łodyżkę. Niestety, łodyżka nie chce być jednocześnie skręcona i utrzymywać kielicha kwiatowego w takim położeniu, jakie mi odpowiada. Jeszcze pokombinuję, ale chyba następnym razem trzeba po prostu wesprzeć się drutem.

A poniżej szkatułka, pudełeczko... co tam kto woli. ;-)  Tym razem motyw sasanki. To taki wiosenny akcent.



Się porobiło - cz. 36. Filcowanie... dalej...

Powstały dwie proste broszki.
Wstępnie podfilcowane na mokro, wykończone jednak, właściwie połączone w całość igłami.






















 

























Przyznam się, że nie znoszę doszywać zapięć. Kleić się jednak obawiam, bo mało kiedy jest to trwałe bym bardziej, że jednak taka zapinkę się ciągle dotyka i rusza.
Obie mieszczą się na dłoni. Nie są więc jakoś specjalnie duże, czy małe. Patrząc na broszki filcowe, zawsze mam wrażenie, że to jednak większa rozmiarówka. Może się mylę, ale taki filc wykonany z czesanki właśnie lepiej się prezentuje w większych formach. Zwłaszcza, jak włókna męczymy na mokro.
Pewnie zdjęcia by wyglądały dużo lepiej na ubraniach, ale przyznaję, że dopiero teraz o tym pomyślałam. :)







4 marca 2012

Czas odmierzany rzeżuchą

Tak wyszło.
Działo się i nie działo. Psi temat nie każdemu miły, bo nie każdy jest 'zwierzakowy'. Trochę nie bardzo chciałam przynudzać, tu i tak mało kto zagląda. A było nerwowo. I to nie z powodu ostatniego zabiegu, bo tutaj wszystko kończy się prawidłowo. Szwy wyjęte, w miejscu, gdzie zrastało się typowo, czyli bez problemowo, teraz nawet śladu nie ma. Gdzie był problem, już tkanka ładnie wypełniła to, co wypełnić mała i teraz tylko czekamy, by i to zniknęło i zarosło sierścią. Ale życie nie lubi być miłe, więc wraz z roztopami za oknem doszły problemy stawowe. Pierwszy raz tak demonstracyjnie. Wcześniej i owszem, podawałam zapobiegawczo od pół roku preparat wspomagający. Taka profilaktyka. Wspomagana nieco ostatnio i farmakologią w minimalnym wydaniu. Przed zabiegiem Filona, nie miałam trochę głowy i nie nabyłam preparatu w odpowiednim czasie, gdy się kończył. Jak chciałam kupić, okazało się, że preparat chondroitynowo-glukozaminowy miał 'awarię', tzn produkcja w lutym została cała wycofana (jakiś błąd w produkcji), nie tylko w naszym kraju, ale i w Europie. Jednocześnie, gdy szew był podrażniony i w perspektywie była ewentualność podania sterydu, musieliśmy wycofać czasowo lek p.zapalny. Na to przyszły gwałtowne roztopy i dużo wilgoci w powietrzu. I trach... . Wróciłam z pracy, pies z leżenia wstał i jakoś tak dziwnie chodził. Wróciły emocje sprzed 1,5 roku i durne skojarzenie z problemami neurologicznymi. Co przeżyłam, to moje. Ehhh... Co potrafi stres zrobić z człowiekiem, to już inna historia...
Po dokładnym badaniu, się trochę uspokoiłam. Póki co, neurologicznie w normie. Potknięcia, sztywniejszy chód, itp, to niestety syndromy wieku starszego. Z tym się nie dyskutuje, można wspomagać. Więc wspomagamy. Wróciliśmy do leku, pełnej dawki, na razie. Od dwóch dni mam też już wspomniany preparat. Ha, ale jaki... Ponieważ psiej serii jeszcze nie ma, mam serię dla koni. Na coś się przydała masa Filona. Nie każdy pies mógłby podjąć wyzwanie i spożywać w stężeniu dla... koni wyścigowych. Większa inwestycja kosztowa, na szczęście przekłada się dla nas również na mniejsze porcje leku, co akurat jest dość przydatne. Ogólnie jest lepiej niż w ten nieszczęsny 'ubiegły czwartek'. Mam nadzieję, że wrócimy do większej sprawności, co jest przydatne szczególnie na schodach.
Rzeżucha zjedzona, czas na nową. Hiacynty więdną. Poniżej pożegnalne zdjęcie. 

W tym trudniejszym czasie, nie bardzo mogłam się na czymś skupić. Ciemne popołudnia utrudniały też czesanie alpaczej strzyży, a to w sumie działa uspokajająco. Jednak, jak już byłam w stanie za coś chwycić rękami, trochę pofilcowałąm, skręciłam też kolejna, mniejszą porcją przędzy do rozgrzebanego swetra. Jak dziś uda mi się zrobić lepsze zdjęcia, to wstawię. Wczorajsze są jakieś ... rozlazłe, niewyraźne.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...