Pages

8 maja 2016

Majowo

 
W tym roku pogoda jest dziwna. Jeszcze w ostatnich dniach kwietnia rano miałam zamarznięte szyby samochodu, a już po 2-3 maja (w poprzednim poście z 1 mają widać paskudną pogodę) nagłe ciepło. I ciągle bardzo, bardzo sucho. Trawa na działce tylko raz koszona (!) i nawet chwasty jakoś nie są inwazyjne, bo małe. Niby rośnie, ale nie ma tego wybuchu zieleni, na jaki się po zimie czeka. Cóż... zawsze chociaż coś.

Tylko nasuwa się pytanie, czemu tak szybko to piękno przemija ?


 














1 maja 2016

Się Porobiło - cz. 152 - Koszulka ze śladem i ... coś jeszcze.

Koszulka powstała impulsywnie. Nawet bardzo. Wcześniej, co prawda po głowie chodziły mi różne inne, ale ich czas realizacji jeszcze nie nastąpił. I nagle... Biała z 'czymś'. Czym ma być 'coś' ? Hmmm... Skoro jestem nudna, to niech będę nudna do bólu ... psi ślad - czyli odbicie łapki (potocznie, bo przecież psia łapka, to co innego ;-) ). Ale w tym wszystkim jestem trochę praktyczna, bo zrezygnowałam na razie z bieli na korzyść szarości. W szmatkach dzianinowo-dżersejowych odnalazły się spore pozostałości po szarej podszewce bluzy 'w łapki', z których udało się wykroić to, co trzeba. 


 Rysunek oczywiście wykonany pastelami do tkanin.

Koszulka debiut swój miała na olsztyńskiej wystawie psów. Jednak pogoda w Dobrym Mieście (bo tam na miejskim stadionie byłą wystawa) byłą zgoła inna niż u mnie (wyjeżdżałam w mglistym słońcu) - zimno, pochmurno i tylko deszczu do kompletu brakowało. Zapięta byłam po szyję.


Sama wystawa - hmmm... szybko, tłoczno i nie wiem, co myśleć.
Joszko był sam, konkurencja w rasie (miały być dwie młode suczki) nie dojechała. Ale nie wiem, czy faktycznie zrezygnowali wystawcy, czy po prostu, w związku z ekspresowym ocenianiem na ringu, nie trafili na czas. A czas nie był podany na zgłoszeniach, fakt. Był orientacyjny licząc po ilości psów. Jednak mało komu przyszłoby na myśl, że będzie taki ekspress. Joszko, jako 15sty pies po ocenie był już o 10.30 ! A dla niewtajemniczonych podam, że oceny zaczęły się o 10.00 ! Sama szacowałam, że ocena nasza będzie po 11.00. Przypadek (prawie pusta droga, za to kiepskiej jakości) sprawił, że dojechałam dużo wcześniej. Rozgardiasz na wjeździe na stadion - ta sama brama wjazdowa była jednocześnie wejściem dla pieszych, brak wcześniejszej informacji o tym, że będzie opłata (powodowało to przestoje, szukanie gotówki, etc). Przejazd na docelowy parking, to próba toczenia się samochodu między straganami z wszelkimi możliwymi duperelami jarmarcznymi i żarciem. Kilka na krzyż stoisk z psimi akcesoriami i ...tabuny ludzi, pieszych, biegających dzieci. Ehh... Później kilometrowa kolejka do sekretariatu, bo pomimo wcześniejszej wpłaty, na potwierdzeniu zgłoszenia Joszka odnotowano brak wpłaty, więc musiałam swoje odstać, by wyjaśnić. Odesłano mnie po numer startowy na ring, tam się okazało, że numeru nie ma, muszę wyjaśnić w sekretariacie. No obłęd. Takich, jak ja, zdezorientowanych było więcej. Na ocenę weszliśmy prawie z biegu. To nie jest dobre dla nikogo. Joszko się wiercił i kręcił. Nie miał swojego dnia. Pomimo, że otrzymał ocenę doskonałą, czyli maksa, nie jestem zadowolona i tyle. Wcześniej z innymi psami bywałam na olsztyńskich wystawach i zawsze je sobie chwaliłam za organizację. Dziś mam mieszane odczucia. W końcu to ma być w miarę przyjemność, a nie stres i coś na siłę.

Było wcześnie, chciałam jakoś sobie humor poprawić, by te prawie 3 godziny jazdy w jedną stronę nie były tylko jazdą. W Dobrym Mieście nie udało się odwiedzić baszty, toteż jadąc (a zmieniłam sobie trasę powrotną) mimo paskudnej pogody, gdy zobaczyłam z drogi jezioro z miłym dostępem, od razu zjechałam na parking. Teraz pisząc post, odnalazłam w Googlach, że jest to jezioro Tabórz i to oto miejsce. Niestety, pogoda dzisiejsza zgoła inna od zdjęć w necie. 

I godząc jednocześnie jezioro Tabórz i pierwotny temat posta - koszulka ze śladem, jak się dobrze wpatrrzycie, zobaczycie koszulkę na ludziu. Proszę docenić, specjalnie  rozpięłam kurtkę. :)


Jakość zdjęć częściowo pozostawia trochę do życzenia, wykadrowałam z autorskich ojca, co się dało, jednak ostrości nie odmienia niestety. :(

 
Gdybyście przejeżdżali, warto na chwilę się zrelaksować. Z boku jest duży zagrodzony plac trawiasty, pojawiają się elementy z dziecięcego plasu zabaw, a także stoły biesiadne i w rogu ktoś rozpalał w ... no właśnie, chyba w kamiennym grillu. 







27 kwietnia 2016

Się Porobiło - cz.151 W czerwieni

W końcu przycięłam. Tkanina, jersey bawełniany leciutko rozciągliwy. Strukturę widać na jednym ze zdjęć poniżej.
Tym razem już bliżej ciała, ale zdecydowanie z długim rękawem, bo zimno. I tyle. :)


 Rozpoczęłam też testowanie islandziej przędzy pojedynczej. Dylematy, czy zostawić singiel, cienki, jak diabli, czy może skręcić w dwunitkę cały czas mi towarzyszą. Poniżej dzierganie na drutach skarpetkowych w rozmiarze 2,25.


Jak mnie poniesie, to niewykluczone, że przekręcę dubla i tyle.

Za oknem zimnica, sucha zimnica. Poranki ze skrobaniem szyb samochodu. Za to parapety chociaż na chwilę dają trochę radości, bo zakwitły mi dwie, o takie roślinki.


 Już uprzedzam, gwiazda szeryfa kwitnąc nie śmierdzi, bo z takimi pytaniami spotykam się ciągle. :)












19 kwietnia 2016

Się Porobiło - cz. 150 - T-shirt banalny i mały debiucik.

Powstał dziś. Skrojony był wczoraj z ostatnich kawałków poprzednich tkanin. Poszło naprawdę szybko i zręcznie. Mam nadzieję, że w noszeniu też się sprawdzi, bo w innych ubrankach jest bardzo dobrze. 

I tak na szybko, kilka zdjęć. Oczywiście pomerdały mi się strony i wszyłam metkę z prawej, zamiast lewej.


Trudno jest dostać dzianinową, dresówkową tkaninę w jakiś 'dorosły wzorek'. Pojęcia nie mam dlaczego. Przecież dorosły wcale nie musi być smutas i nosić szarych dzianin, czy czarnych. :-(

A skoro o szarościach, czerniach i wzorkach, to w sobotę miała oficjalny debiut moja bluza w psie ślady, uszyta dość dawno, bo jesienią. Zadebiutowała wraz z Joszkiem, na ringu. Młody było oczywiście w klasie młodzieży. Udało się być na dwóch wystawach w ciągu dnia, bo miejscowy oddział związku kynologicznego, wzorem innych państw, zorganizował jubileuszową, bo czterdziestą krajową wystawę psów i drugą krajową, ale wybranych grup (kynologicznych). Jestem z Joszka dumna, bo nie tylko dostał oceny doskonałe i nawet tytuł uznaniowy Zwycięstwo Młodzieży, ale przede wszystkim był grzeczny i pomimo, że pierwszy raz był w tłumie 1500 psów, potrafił się zachować. :)
Aaaa... zdjęcia z wystawy są autorstwa mego taty i to pozostawia wieeeeeele do życzenia. :) Na pierwszej wystawie było bardzo ciepło, ponad 20 st C, a na popołudniowej 3 godziny staliśmy w solidnym deszczu, w zimnie i wietrze. Dobrze, że jeszcze śniegu nie było. Ale chyba nikt nie odważył się wyjąć sprzętu fotograficznego. Plecaki, torby skrzętnie upchane w namiotach, jak kto miał, albo w samochodach, czy pod stolikami sędziowskimi.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...