Pages

1 czerwca 2013

Rododendrony i azalie

Aż się czasami wierzyć nie chce, że to tak w sumie niekłopotliwe rośliny. Wymagają, co prawda ziemi w odczynie kwaśnym, ale nawet na takiej słabiźnie piaskowej, jak u mnie można im zapewnić znośne warunki wspierając się nawozami specjalnie dla nich. Rok temu nie kwitły, nie wiem dlaczego, ale w tym roku pokazały, co potrafią. W nagrodę dziś dostały kolejnego towarzysza (białego rododendrona) i podsypałam je świeżym torfem. Zdjęcia może nie są jakościowo bardzo w porządku, ale wczoraj słońce bywało na chwile, a zamrozić obraz w kadrze przy tak silnym wietrze wcale nie było łatwo. O makrach pokazujących piękne wnętrze kwiatów mogłam zapomnieć, a szkoda.





20 maja 2013

14 maja 2013

Się Porobiło - cz.68. Liliowo, ale nie do końca.

A może ametystowo, cyklamenowo, fiołkowo, fuksjowo, jagodowo, lawendowo, czy może po prostu fioletowo ? Czasami nie zastanawiamy się nad odcieniami, ich mnogością. Ciekawe jest, że ich nazewnictwo (chyba dla ułatwienia pochodzi od 'codzienności', tj. od owoców, roślin, produktów spożywczych, itp). W sumie nazwy bardzo ładne, prawda ? Nooooo ..., może poza' majtkowym różem'. ;-)

Moda na fiolety żyje od pewnego czasu, jednak przyroda wiedziała, co robi stwarzając bajeczne odcienie bzu lilaka. Mój akurat jest taki mało lawendowy, wręcz ... no właśnie, jaki ?

Za to cała gama wyżej wymienionych odnajduje się w uprzędzonej wełnie z owcy kolegi. W sumie 173 g w navajo, czyli potrójna, raczej grubsza, co mnie cieszy, bo z mymi skłonnościami do cienizny, niełatwo było. Single kręcone uprzednio na wrzecionie, później zamienione na kołowrotku w navajo. 


103 gramy jaśniejsze, powiedzmy lawendowe - z dużym przymrużeniem oka.

 I 70 gram fioletowego indygo, czy w zasadzie odwrotnie. Odwrotnie, bo barwiąc, podstawą farby był właśnie granat, do którego wrzucałam trochę biskupiego i czerwieni.

Resztę sierści spożytkuję raczej tylko do filcowania. No szkoda, ale owca ma być niedługo ponownie strzyżona, łudzę się, że tym razem uda się nie zepsuć strzyży.
Tymczasem rozkoszuję się wonią działkowego bzu. Nie jest tak intensywna, jak bzów pojedynczych, ale i tak pachnie w mieszkaniu. :-)




5 maja 2013

Biało-różowo-fioletowo.

W końcu udało mi się upolować na targowisku osiedlowym różowe bluszczolistne pelargonie. U mnie, jak pisałam poprzednio, wszędzie tylko czerwone - wściec się można. Było dokładnie tyle, ile potrzebuję. Dopadłam, kupiłam, wróciłam do domu, posadziłam.
Niestety, nie starczyło mi ziemi (70 litrów, to mało) i jeszcze niektóre tylko stoją w docelowych miejscach. Kupiłam też miniaturowe dwa pomidory. Na zdjęciu, poniżej w sąsiedztwie wschodzącej rzodkiewki.

 Aaaaaa... czerwona dalia docelowo na działkę pojedzie.
 Skoro o czerwonym, to proponuję lody waniliowe z truskawkami. Wyjątkowo lubię to zestawienie lodów z owocami. Inne nie bardzo mi smakują.


Ostatnio nie bardzo mi wychodzą jakieś działania rękodzielnicze. Fakt, pofarbowałam nieco wełny od owieczki kolegi. Wyszukałam te dłuższe kłaczki, wyczesałam i przędę na wrzecionie. Kolory wyszły inne niż poprzednio, ciemniejsze, bardziej nasycone, ale nie szkodzi. Tutaj ukłony do dziewczyn (Basi i Aldony) za dyskusję o praniu alpaki i wełny, bo wymoczyłam porządnie wełnę w płynie do naczyń i jest zdecydowanie lepiej. Dziękuję. :-) Oczywiście będzie jeszcze skręcana podwójnie.


A, że już ciemno za oknem, takie nocne ujęcie balkonowe z lampkami solarnymi. Szkoda, że w tle uliczne lampy sodowe, ale nijak je wyłączyć.







3 maja 2013

Roślinnie

Po tak długiej, śnieżnej zimie trudno się dziwić, że zanudzam kwiatami. :-)
Zdjęcia z pierwszego maja - było słońce i nawet ciepło, a w większości kraju deszczowo, wietrznie i zimno. Wczoraj pogoda już się zmieniała na niekorzyść, dziś zdecydowanie zimno i wiatr. Brrr...

Na działce jeszcze bardzo 'wczesnowiosennie', czyli dopiero odkopuję się spod suszków pozimowych, wczoraj została ścięta trawa (albo raczej coś, co ma nią być), wyczesana, nawieziona i podlana. Rośliny, które przeżyły zimę ostro budzą się do życia. 
To mi przypomina starą prawdę, że ... życia się odradza. Nie zawsze w tej samej formie, ale jednak. ;-)

Na początek cesarska korona - nie pamiętam od ilu lat rośnie i nie pamiętam, kiedy zakwitła. Ciągle tylko łodyga, liście i finał. W tym roku... może nie ogromna, ale... jest. :-)
Poniżej na zdjęciach, w kolejności - szafirek (jeden z dwóch kwitnących :-)))) na ten ogrom cebul, to porażka, ale co tam) i maleńki bratek, kaczeniec, tulipany, migdałek, srebrny świerk i przekwitająca wierzba, czyli, bazie.













28 kwietnia 2013

Słońce... ?

Zaświeciło dziś na chwilę.
Wcześniej nagle buchnęła wiosna, ale raptem na 2-3 dni i się od wczoraj ochłodziło. Tak bardzo, że biegam z kwiatami na trasie balkon-pokój. Wczoraj nawet wcale nie wystawiałam, tak było zimno, aż kaloryfery wieczorem się włączyły.
Nie wiem, jak u Was, ale u mnie w sklepach ogrodniczych, marketach królują pelargonie, głównie czerwone. Mnie się marzą inne kolory na balkonie domowym. Chciałabym bluszczolistne, bo te intensywniej rosną. Już prawie wczoraj 'witałam się z gąską', czyli prawie nabyłam białe prawie ! Potrzebuję na skrzynki poręczowe 10 sztuk, a dostępnych było tylko 8. Nijak mi to nie odpowiadało. Jednak nie mogłam, no musiałam nabyć. Kupując myślałam o dwóch donicach stojących, ale ostatecznie nie mam pojęcia, gdzie wylądują. Na razie zimno, więc mam czas. Paradoksalnie, ceny na targowiskach wcale nie są niższe niż w sklepach. Gdzie te czasy, gdy można było tam nabyć i tańsze rośliny i zdrowe, tanie owoce i warzywa, ehhh.

Balkon myłam 2-3 krotnie, bo jednak ptaki tutaj imprezowały od listopada i to ostro, chociaż ślady po nich wcale nie są proporcjonalnie do spożywanych ilości ziaren, za co jestem im bardzo wdzięczna.

Bratki bardzo energetyczne i wesołe. Staram się nie mieć smutasków. Tylko jeden, bladofioletowy udało mi się dorwać w markecie. Podobnie, jak w promocji białe i fioletowe osteospermum. Zawsze muszę poszukać nazwy kwiatka, bo kojarzy mi się z osteoporozą, a powinno jeszcze z... no właśnie, z czymś jeszcze. Czy nie można zwyczajnie nazwać je jakimiś margaretkami (margerytkami ?), czy jakoś podobnie... Chwilę potrwa, zanim docelowo trafią do skrzynek i zaczną sypiać na balkonie.
Poniżej obok wspomnianej białej, zwisającej bluszczolistnej fioletowy wilec. Urzekły mnie te kolorowe liście. Długo trwało, zanim odnalazłam w necie nazwę, bo też oczywiście nie była polska w sklepie - Ipomoea, a dokładniej Ipomoea batatas 'Blackie' - wilec ziemniaczany 'Blackie'

Zimę przeżyły na pewno te dwie pelargonie klasyczne. Na razie koczują na parapecie, pierwsze kwiaty obłamałam, by się wzmocniły, ale szybko wypuściły znowu pędy kwiatowe i żal było odłamać. To i kwitną.

Już po wcześniejszej zimie szlag trafił tuje. Jedna miała chęci odrastać, jakoś mocno przycięta się trzymała rok temu, jednak obecna zima pokonała ją dokumentnie. Czas było wymienić. Zastanawiam się, czy drugą kupić taką sama, czy coś innego. Na razie, na donicy pustej stoi mała lobelia. No i z wielką radością, upolowałam chociaż dwie różowe stokrotki.

I na koniec, bardzo chciałam podziękować za wpisy pod poprzednim postem. Chciałoby się tyle pisać, a jednocześnie jakoś tak... się nie chce, bo jeszcze trudno znaleźć słowa. 
Bardzo dziękuję.
Na razie w temacie tyle. Przyjdzie czas, powrócę.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...