Pages
15 czerwca 2011
Szymon
Witaj Szymonie na tym świecie. ;-)
I rośnij i rozwijaj się ku radości Mamy i Taty.
Asiu, a ta róża niech będzie dla Ciebie, za dzisiejsze dokonanie. Nie mogę dać Ci jej osobiście, bo dzieli nas paręset kilometrów, ale przyjmij chociaż wirtualną.
Etykiety:
codzienność
14 czerwca 2011
Fuksje i nie tylko.
Dzisiejsza data ma dla mnie znaczenie, stad... będzie kolorowo i kwiatowo.
A to już osteospermum. Nazwa trudna do zapamiętania, bo niepolska, ale piękna roślina, która o dziwo, uwielbia słońce, a wygląda raczej na wrażliwą. Musiałam roślinę opisać i wkleić, bo dzięki Krystynie zapisałam nazwę.
Fuksje, czyli ułanki. Fajna ta ich potoczna, nasza polska nazwa. Pierwszy raz udało mi się przechować przez zimę większość, bo 3 z 4. Męczyłam się wcześniej z mączlikiem, tym podłym białawym, małym motylkiem, który również uwielbia te kwiaty, z tym, ze jako posiłek. Paskud... i szybko się mnoży. Muszę zafundować kwiatom kąpiel tytoniową, tak na wszelki wypadek, bo chyba jakieś jaja siedzą na spodzie liści. 3 sztuki, to nowy zakup w tym roku. Jeśli na coś się skuszę, to jeszcze tylko na białą, bądź białopodobną. ;-) Ot mój 'biały, kwiatowy bzik'.
Z tą różową, to mam mały problem, bo albo jest tak wielkim pijusem i musi być podlewana 2 razy dziennie, albo coś z nią nie tak, bo miewa takie stany i wygląda, jak roślina właśnie cierpiąca na brak wody. Jest przesadzona z oryginalnej, mniejszej doniczki, ma nową ziemię, a ziemia wodę trzyma. Zobaczymy, na razie nie stoi na balkonie, by uniknąć słońca. Niech się wzmocni.
A to już osteospermum. Nazwa trudna do zapamiętania, bo niepolska, ale piękna roślina, która o dziwo, uwielbia słońce, a wygląda raczej na wrażliwą. Musiałam roślinę opisać i wkleić, bo dzięki Krystynie zapisałam nazwę.
Z balkonowych warzyw mam 3 sadzonki pomidorów koktajlowych i 2 papryki. Oczywiście nazw nie znam, kupione na osiedlowym targowisku. Kolor papryczek będzie zagadką, bo pan przyznał się, ze mu siew się rozsypał. Fajnie. ;-) Póki co, na jednym krzewie pomidora już dwa owoce ! Juuupiiiii... A papryka kwitnie.
Etykiety:
balkon
12 czerwca 2011
Się porobiło - cz. 2 - wełna i słodkości

Owieczka w końcu wzięła się do pracy. Właściwie już wczoraj wieczorem powstały pierwsze oczka z ręcznie ukręconej na wrzecionie czesanki z merynosa. Jest to naturalnie biały (czyli nie śnieżnobiały) kolor merynosowego runa. Nie zamierzam jej barwić. Z 500 g uprzędło się 700 m podwójnie skręconej wełnianej nitki. Tym razem pokusiłam się o próbę wykonania skrętu z dwóch nici niejednakowej grubości i otrzymać ostatecznie falistą nitkę. Z efektu jestem zadowolona i pewnie jeszcze się skuszę na podobną nawet z większą różnicą w grubości jednej nici.
Jak wyglądały etapy powstawania nici można zobaczyć w Galeryjce Się Porobiło.
A poniżej z kolei widać, jak zachowuje się tak ukręcona nić już w robótce. Ścieg prosty, tzw. dżersej, czyli rząd prawych oczek i rząd lewych.
I coś słodkiego do kawy, jak na lodożercę przystało, karmelowe lody domowej roboty.
Potrzebujemy:
500 ml mleka tłustego (tj 3-3,2%);
180-220 ml śmietany (30-33%);
200-250 g cukru.
To tak bardzo oficjalnie. Z reguły odmierzam na miarki, a miarką jest kubek, czyli proporcje proste:
2 kubki mleka;
1 kubek cukru;
1 kartonik śmietanki.
Wykonanie:
Cukier skarmelizować, mleko zagotować i bardzo powoli dolewać mieszając do karmelu. Będzie się pienić. Dla bezpieczeństwa można zdjąć garnek z karmelem z ognia. Gdy mleko jest ciepłe, karmel potrafi wykipieć, a gdy za zimne, gwałtownie twardnieje mimo podgrzewania i mogą porobić się twarde drobiny trudne do zlikwidowania. Do wystudzonej masy dolać śmietanę (ubitą bądź nie). Schłodzone wlać do maszyny i postępować zgodnie z instrukcją, czyli... mieszać ile trzeba. Później domrozic w zamrażarce.
Smacznego
11 czerwca 2011
Wielka Łapa
Wielka Łapa, a właściwie cztery wielkie łapy to dość istotne części składowe całej jednej, wielkiej reszty. Wielka reszta jest psem, mastifem angielskim. Wielkim, również fizycznie, bo w kłębie ma 90 cm, a waga oscyluje w przedziale 100-105 kg. Pojawił się w lipcową, upalną sobotę (26.07.2003 r.), wraz z czwórką swojego rodzeństwa.
O tym wydarzeniu więcej konkretów na stronie Acubenes. Wielki pies oficjalnie (rodowodowo), to AGAPANT Acubenes, na codzień po prostu Filon.
O tym wydarzeniu więcej konkretów na stronie Acubenes. Wielki pies oficjalnie (rodowodowo), to AGAPANT Acubenes, na codzień po prostu Filon.
Ponieważ o psach, a o Filonie w szczególności, to ja mogę ciągle i długo, tym razem na takich informacjach poprzestanę.
A tu portretowo, do rodzinnego albumu, albo do dowodu osobistego. ;-)
10 czerwca 2011
Się porobiło - cz. 1 - wiklina i włóczka
Kilka dni temu odważyłam się w końcu kupić farbę akrylową i pomalować w pierwszej kolejności starszawą wiklinową tace. Poszła na pierwszy ogień, bo była troszeczkę zadrapana.
1. Po umyciu, wysuszeniu należało zmatowić powierzchnie papierem ściernym tak, by farba mogła się trzymać a przy okazji by wyrównać uszkodzenie (zadrapanie).
2. Jak widać wiklina nie wymagała interwencji papieru ściernego.
3. Wybrałam farbę w kolorze cappuccino. :-) Chyba głównie dlatego, ze nie chciałam typowych przetarć białych, które ostatnio stały się dość modne.
4. Pierwsze malowanie.
5. Drugie malowanie. Brakuje tylko jakiejś wstążki wkoło.
6. Niejako z rozpędu poleciał pod pędzel wiklinowy koszyk siedzący jakiś czas w piwnicy.
7. Koszyk dorobił się bawełnianej ... podszewki (?). Muszę dobrać jeszcze coś, wstążkę, tasiemkę, sznureczek, by przywiązać tkaninę do koszyka.
Przy okazji, jak dziś tak twórczo, to pochwalę się, co powstało z czerwonej włóczki. Ot, taki czarnouchy czerwony jamniczek.
1. Po umyciu, wysuszeniu należało zmatowić powierzchnie papierem ściernym tak, by farba mogła się trzymać a przy okazji by wyrównać uszkodzenie (zadrapanie).
2. Jak widać wiklina nie wymagała interwencji papieru ściernego.
3. Wybrałam farbę w kolorze cappuccino. :-) Chyba głównie dlatego, ze nie chciałam typowych przetarć białych, które ostatnio stały się dość modne.
4. Pierwsze malowanie.
5. Drugie malowanie. Brakuje tylko jakiejś wstążki wkoło.
6. Niejako z rozpędu poleciał pod pędzel wiklinowy koszyk siedzący jakiś czas w piwnicy.
7. Koszyk dorobił się bawełnianej ... podszewki (?). Muszę dobrać jeszcze coś, wstążkę, tasiemkę, sznureczek, by przywiązać tkaninę do koszyka.
Przy okazji, jak dziś tak twórczo, to pochwalę się, co powstało z czerwonej włóczki. Ot, taki czarnouchy czerwony jamniczek.
7 czerwca 2011
Wega i obiedence
Że jestem psiara, to wiadomo. Tym razem jednak nie będzie o moich czworołapach (na to przyjdzie czas), a o suczce mojej netowej przyjaciółki Moniki, bo jest niebywała okazja. Obie panie, w sobotę 04-06-2011 wygrały Ogólnopolskie Pucharowe Zawody Obedience w Ryczywole.
Obedience, to właściwie dyscyplina sportowa, która polega na współpracy psa i przewodnika. Dla laika wygląda to, jak pokaz podstawowych umiejętności posłuszeństwa. Sam pies wyraźnie musi czerpać przyjemność z ćwiczeń, z pracy, inaczej nie będzie rezultatów, albo będą dość mierne, a nauka będzie trwała długo. Zainteresowanych szczegółami i regulaminem, odsyłam na Polski portal Sportów Kynologicznych . Monika i Wega (oficjalnie WEGA De-Bes) startowały w klasie '0' i nie tylko zwyciężyły, ale ... Wega otrzymała maksimum punktów (100 pkt na 100pkt) ! Wiem, że mimo wyuczenia (specjalnie nie pisze 'wytresowania'), pies może się różnie zachować w zależności od otoczenia, pogody, itp... Sama tylko raz uczestniczyłam w PT z rottweilerem Ateną i akurat sam egzamin wypadł nam właśnie gorzej niż zastosowanie umiejętności na co dzień.
Wracając do bohaterek posta - gratulujemy sukcesu ! Osobiście na zawodach nie byłam, ale kibicowałam i zagryzałam palce.
Poniżej kilka zdjęć. Autor: Maciej Stawujak - dziękuję za możliwość publikacji.
Wiem, że sukces Wegi zadedykowany jest Hadze, dzięki której sama Monika zainteresowała się nie tylko tym sportem, ale również pracą z psami. Trzymamy kciuki za dalsze sukcesy. :-)
Obedience, to właściwie dyscyplina sportowa, która polega na współpracy psa i przewodnika. Dla laika wygląda to, jak pokaz podstawowych umiejętności posłuszeństwa. Sam pies wyraźnie musi czerpać przyjemność z ćwiczeń, z pracy, inaczej nie będzie rezultatów, albo będą dość mierne, a nauka będzie trwała długo. Zainteresowanych szczegółami i regulaminem, odsyłam na Polski portal Sportów Kynologicznych . Monika i Wega (oficjalnie WEGA De-Bes) startowały w klasie '0' i nie tylko zwyciężyły, ale ... Wega otrzymała maksimum punktów (100 pkt na 100pkt) ! Wiem, że mimo wyuczenia (specjalnie nie pisze 'wytresowania'), pies może się różnie zachować w zależności od otoczenia, pogody, itp... Sama tylko raz uczestniczyłam w PT z rottweilerem Ateną i akurat sam egzamin wypadł nam właśnie gorzej niż zastosowanie umiejętności na co dzień.
Wracając do bohaterek posta - gratulujemy sukcesu ! Osobiście na zawodach nie byłam, ale kibicowałam i zagryzałam palce.
Poniżej kilka zdjęć. Autor: Maciej Stawujak - dziękuję za możliwość publikacji.
Wiem, że sukces Wegi zadedykowany jest Hadze, dzięki której sama Monika zainteresowała się nie tylko tym sportem, ale również pracą z psami. Trzymamy kciuki za dalsze sukcesy. :-)
6 czerwca 2011
Uśmiech bogini Iris i jogurtowe ciasteczka.
Tęcza. Bajecznie kolorowe zjawisko. Z góry ustalona kolejność barw, płynnie przechodzących w siebie. Już w 1637 wyjaśnienia podjął się Kartezjusz obserwując załamanie światła w kroplach tęczy.
Dla mnie tęcza ma dodatkowo emocjonalne znaczenie, za Tęczowym Mostem czeka na mnie już kilka czworonożnych towarzyszek mego życia.
I zawsze każda tęcza napawa mnie optymizmem...
Jeszcze przed deszczem, udało się wypić kawę na balkonie i z przyjemnością skosztować jogurtowych ciasteczek z bloga Cukrowej Wróżki. Proste składniki, szybkie ciasto, a przede wszystkim miękkie ciasteczka bardzo w smaku podobne do piegusków. Może i lepsze ? ;-)
Dla mnie tęcza ma dodatkowo emocjonalne znaczenie, za Tęczowym Mostem czeka na mnie już kilka czworonożnych towarzyszek mego życia.
I zawsze każda tęcza napawa mnie optymizmem...
Jeszcze przed deszczem, udało się wypić kawę na balkonie i z przyjemnością skosztować jogurtowych ciasteczek z bloga Cukrowej Wróżki. Proste składniki, szybkie ciasto, a przede wszystkim miękkie ciasteczka bardzo w smaku podobne do piegusków. Może i lepsze ? ;-)
Etykiety:
ciasteczka,
natura
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























