Słońce świeci zdradliwie, bo w zaciszu dość ciepło, ale na otwartej przestrzeni wiało dziś, jak nie powiem co. Okropnie. W cieniu, to naprawdę zimno. Podjechałam na działkę posadzić do misy kilka bratków, które stały na balkonie i czekały, czekały. Wywiozłam też kurzy nawóz, bo też stał w domu i czekał. Robi się zielono, ale ta zieleń jeszcze taka trochę żółtawa, żywo zielona jest tylko gwiazdnica, czy jak tam to zielsko się nazywa.
Wymierzyłam murek, w którym pierwotnie (naście lat temu) miał być kompostownik, ale że się nie sprawdziło, wymyśliłam sobie, że może zrobię tam grządkę podwyższona. Jest szansa, tylko muszę dowieźć ponad 500 l ziemi. Fajnie...
Tymczasem kilka zdjęć z poziomu trawnika.
Z przykrością też stwierdziłam, że ktoś mi podprowadził kamienie. Bezczelnie zabrano z górki tworzącej kaskadę sporą jej część, gdzieś tak 1/3 całości. Widać to lepiej na trzecim zdjęciu - zaznaczyłam miejsce ubytku. Oczywiście kamienie zniknęły od strony pergoli, ale też z tyłu od sąsiada, czyli z tyłu względem tego kadru. Dobre dwie-trzy taczki kamienia. Jak widać poprzesuwano też i tę nieckę z której wypływa kaskada, a był ona wcementowana, wyprofilowana tak, by woda z kamieni spływała do oczka, czyli powyrywano, poprzebierano. :-(
Przykre, bardzo przykre.
Musi nie tylko być dowieziony kamień, ale od nowa wyprofilowany spad wody tak, by kamienie kierowały go do oczka, a nie na boki. Mój kaskadowy strumyczek ma dwa rozgałęzienia, więc sprawa się komplikuje dodatkowo.
Na koniec, piątkowe zdjęcia przesadzonych pomidorów. Ostatecznie mam po 30 sztuk z każdego rodzaju, czyli 60. Oklejone paseczkami papieru, by odróżnić po kolorze gatunek roślin Stoją na desce do prasowania. Nie miałam innego pomysłu. Nie będę prasować do 15 maja ! :-)
I kadr z 'Życia bawełny'.
Wczorajszy kadr. Już widać liścienie. Jeszcze nie wszystkie osiem, więc czekam cierpliwie na resztę.