Pages

6 kwietnia 2015

Koniec,... no prawie - remont cz.3

Tak, to prawie koniec. Pisząc 'prawie' mam na myśli ostateczny efekt. Malowanie, sprzątanie, etc udało skończyć, co prawda z przygodami, jednak ostateczny efekt zamierzonej zmiany w domu, będzie widoczny za czas jakiś, kiedy to gołe ściany nabiorą wyrazu, a i kanapę wraz ze stołem uda się wymienić na nowe.
Moje zawirowania z farbą miały swój ciąg dalszy. Obiecana farba dojechała we czwartek (też z przygodami, ale o tym już nie będę zanudzać), rzuciłam się na regał z pędzlem i pomalowawszy tak 2/3 całości z przerażeniem zobaczyłam ile farby ubyło. Najpierw posądzałam, że to drewno tak chłonie, ale niestety, to była tylko częściowo prawda. Ten regał w sumie miał większą powierzchnię, niż początkowo założyłam. Nijak nie mogło starczyć na ten i na kolejny pomimo, że ten drugi był składany z deseczek-klepeczek. Zostałam z pustym pojemnikiem po farbie i nieskończonym regałem numer dwa. Więcej niż połowa  pomalowana, reszta golusieńka. Było już po godzinie 21.30 we czwartek, kiedy siadłam z laptopem na kolanach i złożyłam kolejne zamówienie na farbę. Moje szczęście było już wielkie, bo do tej pory farba była na zamówienie, brakowało jej, a teraz nagle dostępna od razu, już w 24 h, (przypuszczalnie dojechała nowa dostawa od producenta, która ostatnio jakoś się 'zagubiła'). Nie liczyłam, by doszła przed świętami, chooooociaż... przyznam się, że mi się tak zamarzyło. ;-)
Poszło ekspresowo. W piątek po 9.00 rano info ze sklepu, że przesyłka czeka na kuriera. Po południu mail, od dostawcy (InPostu), że 'przesyłka wyruszyła w drogę'. W sobotę rano odpuściłam i przestałam się nakręcać, że może w sobotę dojedzie (kilka razy odbierałam przesyłki w sobotę, nawet po 15.00). Ale w końcu to jednak Wielka Sobota, ludzie chcą wolnego przed świętami. Pozbierałam graty remontowe, ustawiłam nieskończone regały na miejsce, poustawiałam, co powinnam, co się dało. Trudno, świat się nie zawali, jak skończę po świętach. Siadłam, by w końcu wypić łyk kawy, włączyłam laptopa. Do skrzynki wpadł świeżutki mail, równocześnie piknął sms, paczkomat czekał z przesyłką ! Pojechałam, wracałam w koszmarnej śnieżycy, ponownie ogołociłam regał i zrobiłam, co trzeba. Udało się skończyć w sobotę. Trochę obawiałam się wrzucić na świeżo nawoskowany regał kosze wiklinowe, więc ostatecznie, powędrowały one plus książki, etc. na regał dnia następnego.
Farba dała oczekiwany efekt. Tu dwa ujęcia w naturalnym świetle (pomimo paskudnej pogody za oknem) - światło lampy jednak spłaszcza i ujmuje fakturze drewna jej strukturę. Jestem bardzo zadowolona i cieszę się, że grzebiąc w necie trafiłam na farby Bloom  firmy Liberon.


W piątek udało mi się uszyć firanki. Są na wzór rolet austriackich. U mnie niestety nie można było zastosować mechanizmu samych rolet z dwóch powodów. Po pierwsze, okna są otwierane tradycyjnie, nie poprzez podnoszenie, jak to bywa głównie na Zachodzie, gdzie królują takie właśnie rolety mocowane na listwie nad oknem. Drugim powodem jest fakt, że mam już zwykłe rolety tkaninowe, ciemne, które służą jako 'zasłona przed światem'. Dwie rolety, głupio. A nie chciałam rezygnować z zaciemniającej, tradycyjnej, bo ta nowa miała być jasną, cienką, a nie konkretną, masywną. By to wszystko pogodzić, lekkość firanki i efekt marszczenia takiej rolety (swoją drogą u nas króluję raczej rolety rzymskie) wyszło mi coś 'a'la'. Tak, jak chciałam. Wszyte paseczki tkaniny, jako sznureczki dają możliwość marszczenia nie tylko równego (jak w roletach), od dołu, ale też niesymetrycznego na wysokości firany, co mi się bardzo podoba.


Przy okazji sprzątania po remoncie, układania wszystkich rzeczy na miejsca, po głowie chodziły mi myśli, by odgruzować mieszkanie z niepotrzebnych dupereli. Nie, nie jestem chomikiem, ale do minimalisty też mi dość daleko. Potrafię się rozstać z niepotrzebnymi rzeczami, jale tylko z tymi faktycznie niepotrzebnymi. Są rzeczy, które muszą być w moim otoczeniu, bym czuła się 'u siebie'. Gołe meble przemawiają do mnie na ekspozycjach, ale nie w mieszkaniu, nie w domu użytkowym. Na szczęście alergikiem nie jestem, mam też zainteresowania wymuszające nie tyle zbieractwo, co składowanie. Wcześniej już rozglądałam się za pojemnikami, raczej za pudłami z grubego kartonu. Bez powodzenia. Niby coś w sklepach jest, ale nie to, czego się potrzebuje. Zjawisko typowe, że jak się coś chce, to akurat nie ma, a jak nie ma potrzeby, to od razu pełno. Trudno znaleźć pudła, by zarówno miało potrzebne rozmiary i kolor. Potrzebuję 3 rodzajów pudeł. Dwa do małego pokoju jakieś pastelowo białe, góra kremowe, by nie dodawać na siłę kolejnych barw, najlepiej o szerokości 20 cm i drugie większe oraz  nierzucające się w oczy, do przedpokoju, góra szerokości 25 cm. Półki w przedpokoju co prawda nie ma (docelowo ma być długa 3 metrowa utworzona z 3 krótszych, bo nie można inaczej). Zakup odsunął się w czasie, bo planowane 200 zł na półkę powędrowało na nową wiertarkę, gdy 'zdechła' ta używana przy meblach. Oczywiście, ku radości, okazało się po dwóch dniach, że cudownie ożyła ! Haaaa, nie ma, jak stary, dobry Bosch. ;-) Teraz mam co prawda dwie wiertarki, ale nie mam półek. 
A może znacie jakiś inny sposób na przechowanie w przyzwoity sposób dupereli niezbędnych do życia ?

Tu jeszcze fragment lawendowych ścian (dwie przeciwległe są białe), bo niektórzy ciekawi efektów i fragment starej narzuty na łóżku. Nowa leży jeszcze w formie 4 kuponów tkaniny i tak sobie poleży. ;-)


No i szukam pomysłu na przerobienie krzesła na kółkach, tzw 'komputerowego', by pasował do całości. Albo zamienić, ale na co ?


8 komentarzy:

  1. O ! I w końcu nie białe meble z przecierkami ! Super ! Chyba cały net (prawie cały) uwziął się na białe przecierki. Biały jest tańszy (jak w samochodach) ? Czy jak ? Chętnie zobaczyłabym coś więcej, tzn całe meble. Pokażesz ?
    Już żałuję, że nie mam czego pomalować.

    Kate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie chciałam żyć w 'poobijanej pseudo bieli', stąd takie podejście do kolorów. Moja przyjaciółka twierdzi, że powinnam wszystko wybielić, wiklinowe kosze, lampę, etc... Póki co, stanowcze 'nie', bo nie chcę mieszkać w młynie. :) Sama biel mi się podoba, ale już w przecierkach tak bardzo poobijanych' w meblach pseudo 'ludwikach', to ja już się nie czuję dobrze. Jednak przyznaję, że niektóre widziane stylizacje akurat mi się podobały, same w sobie.
      Całych, wszystkich mebli nie będę tutaj wieszać. Nie zrobiłam im zdjęć przed akcja i po akcji, od razu zawaliłam 'wystrojem', więc niechętnie. Jednak jeśli jesteś czymś szczególnie zainteresowana, to odezwij się na sieporobilo@acubenes.net ;-)

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Cieszę się, że udało ci się skończyć, jak chciałaś, przed świętami. Przygody niezłe, ale to z każdym remontem tak bywa, sporo spraw wychodzi przy okazji i się czasami ciągnie. Dlatego nie znoszę remontów. Chętnie myślę o zmianie, ale już realizację gorzej. Chłop też się nie rwie. :)
    Pięknie wyszło to drewno i tak, jak poprzedniczka uważam, że doskonale się broni ten kolor, a nie wszystko białe i białe. W tych bielach, jak widzę pokoje dziecięce, takie sterylne, bez kolorów, to mnie trzęsie. Filolecik odważny, ale fajnie wygląda z białym. Tam są dwa odcienie tego koloru, czy mi się wydaje ?
    A firankę sama szyłaś ?! Jeju, podziwiam. Super efekt !

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byłam ja, Anka. Z wrażenia potwierdzania, że nie jestem robotem, zapomniałam się podpisać. :-)

      Usuń
    2. Zakładałam, że ten remont skończy się szybciej, że będzie mniej upierdliwy, że pójdzie sprawniej, etc. Założenia słuszne, bo przecież miałam wszystko przemyślane. A jednak... ;-)
      Sama miałam ochotę na meble zielone. Zielone przydymiane, ale wśród ekologicznych farb nie było odpowiadającego mi koloru. Bejcę rozważałam, jako ostatnią alternatywę na barwienie, ale bejca nie zachowuje aż tak wyraźnie struktury drewna. Z bejcami i tego typu farbami barwiącymi i jednocześnie kolorującymi miałam już nie raz kontakt (ogrodowe drewno użytkowe).
      Nie wiem, jak malutkie dziecko widzi świat (trochę już wyrosłam, no i na pamięć z tamtych, pierwszych dni nie mam co liczyć ;-) ), ale spotkałam się z teorią, że takie noworodki wcale nie potrzebują kolorów. Dość smutne, prawda ? 'Sterylność' wszelkich użytkowych pomieszczeń mnie mocno dystansuje, bo co innego, minimalizm i porządek, a co innego właśnie taka 'nieużytkowość' (jakby tylko na pokaz).
      Firankę szyłam sama, aż taka problemowa nie jest. Szyta na wyczucie.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Dobrze, że remont jest jeszcze gotowe na czas, to wygląda bardzo ładnie!
    Do barwienia z roślin zwykle Kaltbeize lub ałunu, Karin Tegler, www.textiles-werken.de (przewiń w dół), nie jest to nowy przepis do wytrawiania. Baw się z nim i miłości pozdrowienia, Birgit

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak to bywa, że w planach człowieka wszystko jest łatwiej i sprawniej wykonać, niż w rzeczywistości. Grunt, to się nie stresować, tylko konsekwentnie prowadzić do swoich zamiarów. Kolor ścian bardzo fajny :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...