Odkąd szyję, mnożę tshirty. Mam wrażenie, że ciągle mi czegoś brakuje. Jak mam koszulę białą luźną, to potrzeba białej taliowanej, jak mam bardziej sportową, chcę klasyczną, a to z rękawkiem taki, a siakim... Jeju ! :) Przemnażając to przez kolory, wzorki, etc... Ciągle brak koszulek. :)
Taka sytuacja, to niestety skutek uboczny rękodzieła. Myśli krążą ciągle przy tworzeniu, pomysłach, itp i gdy tylko widzi się materiał, z którego się tworzy - czy to tkanina, wełna, czy co tam, przekłada się na ostateczny wytwór. A stąd już blisko do wykonania.
Czy to odmiana zakupoholizmu ? Z tym, że nie kupuje się, a wykonuje ? Kto wie, czy nie ? :)
Dwie koszulki bez rękawków. To na upały, które zapowiadają. Jedna z zakupionej ponad rok temu dzianinki bawełnianej, druga podobnie, z dzianiny tshirtowej, ale już z pozostałości po pierwotnym projekcie.
Koszulki niby podobne, ale inne. W kwiatki jest dłuższa i jednak bardziej dopasowana, w owieczki krótsza i szersza u dołu.
A tu koszulka taty. Dobry prezent na Dzień Ojca. Tym razem dzianina bawełniana kupiona od razu z myślą o projekcie. Tata zadowolony. Wygląda zdecydowanie lepiej niż mój manekin, który musiał się zmierzyć z męskim rozmiarem 52.
Oczywiście, nie muszę chyba mówić, że wspomnianych wyżej, białych koszulek ciągle mi brak pomimo, że mam ich kilka. :)
Też macie tak z tshirtami ? Kiedyś, gdy byłam młodsza miałam fazę skarpetkową. Nie wiem, czy to jej kontynuacja, czy zdecydowanie coś osobnego, innego.
