Zaczęło się od zakupy kuponu 140 cm x 140 cm z myślą o kamizelce z kapturem. Tkanina bawełniana pikowana z cienką ociepliną. Ale trafiła się gazetka - "Szycie krok po kroku" nr 1/2017 wydawnictwo Burdy, a w niej bomberka. Nazwa głupia, ale kurtka fajna. Ze zdziwieniem zauważyłam, że ten kupon tkaniny starczy na taką bomberkę. To zaskakujące, bo szerokość 140 cm jest dość trudna dla mnie do wykorzystania.
2-3 dni podchodziłam do rozłożenia wykroju i wycięcia tkaniny. Jak przysłowiowy pies do jeża. Bałam się też podszewki, że mi się wszystko porozsuwa, rozlezie pod igłą i takie tam. Swoją drogą, podszewka okazałą się być droższa niż tkanina pikowana (ha !).
W gazetce prezentują bomberkę bez podszewki, a moja podszewkę mieć musiała, bo ta ocieplina będąca od środka jakaś wybitnie piękna nie jest, na dodatek wiadomo - nieśliska, co gwarantuje walkę rąk z rękawami przy ubieraniu.
Odnalazłam pierwszy z brzegu wpis na blogu Magdiczki, który wydawał się być względnie czytelny, mówiący, jak sobie poradzić z podszewkowym ubrankiem. Może nie rewelacyjny, ale dość przejrzysty i przy odrobinie wyobraźni własnej, wspartej zdjęciami z bloga, udało się. Co prawda mam kieszenie wszyte w szwy, nie wpuszczane, jak na blogu, ale ... nie można aż tak szaleć. :)
Powinnam jeszcze przestebnować przy zamku. Początkowo nie chciałam, ale jednak tak będzie poprawniej. Jestem z siebie dumna, a co. :) Co prawda pogoda się wrednie ociepliła, ale jak tylko nadarzy się okazja, skorzystam z kurtki.
Miałam wątpliwości, co to luźniejszych pleców, bo tak samemu sobie popatrzeć w lustrze, dość kłopotliwe, ale zapytany o sprawę ojciec stwierdził, że jest ok. Pozostało zaufać.
Po głowie mi chodzi bomberka z dzianiny. Coś kolorowego. A może nawet i jakaś męska.
Moja była szyta z rozmiarówki 40 cm bez dodatku na szwy, więc to chyba jednak 38.