
Oczywiście zakłóciło to mój pomysł na spryskanie winorośli siarczanem magnezu (Aurora ma początki chlorozy), jednak z drugiej strony dało szansę na poczytanie, co można jeszcze tym spryskać. A można iglaki, bo brązowienie igieł też może im się z braku magnezu przytrafić. Z braku pustej butelki typu PET na razie nie przygotowałam herbatki tymiankowej. Przepis na herbatkę podpowiedziała mi znajoma z forum odsyłając tutaj. Oczywiście będę fermentować drożdże, gotowego alkoholu nie poświęcę. :-) Herbatka ma szerokie zastosowanie. Co i więc przeszkadza ja zastosować, skoro chodzi o profilaktykę. Jak wspomniałam w poprzednim poście, za płotem mam wszelakie źródło, bo sąsiad ma dość szeroko rozwinięte pojęcie 'ekologii' i hoduje na tej działce wszystko, co urosło i co się urodziło. :-( Wczoraj z myślą o bawełnie i podejrzeniu przędziorka (bo jednak pewności nie mam) kupiłam spray Agricolle. O, coś takiego.
Źródło: internet
Opis na firmowej stronie Target-u brzmi obiecująco. Jest też na mączliki (te paskudne białe motylki), z którymi też długi czas próbowałam walczyć różnymi sposobami. Bladego pojęcia nie mam, dlaczego te robale mają taką przeżywalność.
Pięknie rozkwitły juki ogrodowe. Nawet w deszczu prezentują się doskonale. Na kwiatach potrafią się pojawiać czarne mszyce, do których z wielką przyjemnością drepczą mrówki. U mnie mszyce bywają rzadko i na szczęście nie mam oporów, by je likwidować mechanicznie (zgniatając palcami) i później spłukać roślinę strumieniem wody.
Deszcz też nie przeszkodził, by rozkwitły kolejne lilie wodne w mojej wodnej 'dziurce'. W tym roku to już kolejne pąki.
Ku mojemu zdziwieniu, mimo deszczu, rozkwitła też trzykrotka ogrodowa. Ponieważ od ponad tygodnia czekałam na kolejne kwiaty, by pozbierać do farbowania solarnego i mnie deszcz nie wystraszył. W gumowych chodaczkach, z parasolem w ręku ruszyłam na zbiory. Jeszcze tylko słońca mi brak, bo jak farbowanie solarnie przystało, to bez słońca - kiepsko.
Zapisuję się do Ciebie na kurs obsługi aparatu ;-) Zdjęcia robione Sony nie wychodzą tak jak chcę. Pięknie uchwyciłaś zlane deszczem rośliny.
OdpowiedzUsuńDwukrotnie próbowałam zostawić komentarz pod Twoim postem, ale znikał za każdym razem. Powtórzę tu: cieszy mnie widok pracującego (i pasującego) wrzecionka, jestem pod wrażeniem ilości nici, które uprzędłaś tym sposobem.
Pozdrowienia ślę.
Dziękuję i zapraszam. Jeśli tylko mogę w czymś pomóc, to chętnie.
UsuńWrzecionko od Ciebie śmiga, bo poręczne. Teraz faktycznie to od Kromskich ma odczuwalną masę. Ale chwilka tylko i się przestawiam - lubię na nim skręcać dwa single z walijskiego wrzeciona. Cały czas chodzi mi po głowie potrzeba własnego wrzeciona, ale ciągle tylko chodzi. :-)))
Blogger ma faktyczne jakieś problemy. Zauważyłam, ze jak u kogoś wpisuję komentarz, a nie jestem zalogowana, to właśnie jest problem z publikacja. Po napisaniu treści niby loguje się i niby wysyła, ale w ostateczności jest się zalogowanym, a komentarza brak. Wcześniej nie było z tym problemu, można było logować się przy wysyłce.
*Pod postem z 29 czerwca, znaczy się ;-)
OdpowiedzUsuńA u mnie nie pada. Ciągle słońce, przydałby się deszczyk. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Anka
To życzę Ci deszczyku, takiego ładnego, delikatnego, prosto z nieba, bez wiatru i innych takich efektów. :)
UsuńPozdrawiam :)