Pages

12 września 2017

Malbork


Idąc, a właściwie jadąc, szlakiem zamków krzyżackich nie sposób ominąć Malborka. Oczywiście nie była to moja docelowa wyprawa, jedynie jadąc z krótkich wakacji nad morzem, zrobiliśmy sobie małą przerwę i odwiedziliśmy zamek.

Nie był to mój pierwszy pobyt tutaj, toteż nie zakładałam wielogodzinnego zwiedzania zamku, jedynie krótki pobyt na przedzamczu. Zaparkowaliśmy na jednym z kilku parkingów z lewej strony Nogatu. I tutaj trzeba uważać, bo można się wpakować tak, jak ja. Otóż pan parkingowy, (po tym, jak dowiedziawszy się, że nie interesuje mnie całodzienne parkowanie za 20 zł, że chcę góra 2 h, obiecał, że mogę stać, zapłacę mniej), skasował i tak 20 zł. 
Przez wąski mostek drewniany podreptaliśmy na zamek. Joszko za nic nie ma lęku wysokości, toteż korzystał z okazji i rozglądał się na lewo i prawo, a także w dół. Nie wiem, czy w połowie mostu też odczuwał jego lekkie uginanie, ale nie wyglądało na to.




Na dziedzińcu Joszko oczywiście wzbudzał zainteresowanie wszystkich wycieczek i trochę z niepokojem zerkałam na to, jak dziwnie przygląda nam się pan bileter przy głównej bramie. Obawiałam się, że może, pomimo braku zakazu wprowadzania psów, zostanie mi zwrócona uwaga. Ale nie ! Pan był urzeczony psem i stwierdził, że jest tu niewątpliwie dużą atrakcją i powinnam kasować za zdjęcia z nim. :)


Pod murami zamku było kilkanaście kramów. Z jedzeniem, popitkiem, ale też i pamiątkami okolicznościowymi, wśród których mą uwagę zwróciły elementy strojów historycznych. Może to wykonanie nie było aż tak godne uwagi, ale sam pomysł niczego sobie. 


Do degustacji pozostało mi zatem piwo miodowe, zdecydowanie młode. Mam nadzieję, że godne dukacików, jakie ode mnie za nie zażądano ;-)





10 września 2017

Się Porobiło - cz. 203 Obroża w rybki.


Miałam jeszcze kolorową taśmę, właściwie wstążkę rypsową w kreskówkowe rybki, bodajże z filmu 'Gdzie jest Nemo' i stwierdziłam, że to motyw w sam raz na wyjazd nad morze.
Jednak z szyciem się ociągałam, bo niestety, już wiem, że te kółeczka niezbyt mocne są. Po rozprostowaniu się dwóch, w smyczy w osiołki i w smyczy w wisienki, po zamontowaniu 'brzydszych', ale połączonych w obroży dżinsowej, miałam podejrzenie, że prędzej, czy później muszę się intensywnie rozglądnąć za nowym miejscem zakupu.
Pomyślałam jeszcze, że być może inna forma smyczy, czyli regulowany pasek luzyjący i zaciskający jakoś inaczej rozłoży siły i obroża się sprawdzi. Tzn nie tyle obroża, co kółeczka.

Powstała więc obroża na bazie niebieskiej taśmy plecionej, podszyta dzianiną jasnożółtą. Początkowo miałam wątpliwości, co do jej koloru, bo wydawało mi się, że nie będzie pasować do Joszka. Ale sama z siebie doskonale współgrała z rypsową wstążką, ona też ma podobne paski. Zapadła decyzja.


Obroża na Joszku wygląda bardzo fajnie.
Kilka zdjęć z plaży w Piaskach. Przy okazji - to najpiękniejsza plaża, jaką w Polsce widziałam. Powrócę do niej być może w kolejnym poście.


Obroża podobała się również poznanym ludziom, którzy fascynowali się Joszkiem.
Niestety, po dwóch dniach, wcale nie intensywnego użytkowania, kółeczko niebezpiecznie się odgięło. :(

Teraz intensywnie poszukuję miejsca, gdzie mogę detalicznie, nie w hurcie po 100 sztuk kupić kółka połączone (nie tylko dociśnięte) o średnicy wewnętrznej min. 3 cm. Jak ktoś coś wie, to bardzo, bardzo poproszę o namiary. Na Alliexpressie też doszukać się nie mogę.

4 września 2017

Milin i inne

Kwiaty. Rozszalały się niektóre w tym roku. Milin i róże w szczególności.
Pisać dużo nie ma o czym, może uwagę warto zwrócić na rododendron, w tej chwili nie pamiętam nazwy, coś ze angielskich bodajże, który powtarza jesienią kwitnienie.
I tyle.



Niedługo zabraknie tych barw, zapachów i kolorowej radości. Póki co, po powrocie do blokowiska, żal leżakowania i czytania na hamaku. ;-)




26 sierpnia 2017

Się Porobiło cz. 202 - Paski, prążki na szarym

Tym razem znowu koszulki. Zwykłe, proste, ale ... chyba miłe.
Tkanina to bawełniany dżersej. Męska, większa, bez rękawów i mniejsza, ale za tu luźna (w sensie, szeroka i proste), dla mnie. 

Prezentacja zwiewna i powiewna przy współudziale wiatru. :)


I szczerze mówiąc, zszywając tę mniejszą, dostawałam oczopląsu, by dobrze pospinać szwy, by paski schodziły się w szwach we właściwy sposób. 


Poza tym... mało się dzieje w twórczym temacie. Jakaś niemoc. Staram się przerabiać tę nieszczęsną alpakę, ale mam wrażenie, że nic mi nie ubywa. Bardzo chciałabym skończyć ją tutaj, nie zwozić 'syfu' do domu. Kiepsko to widzę. 
Mam już za to nowe haki do hamaka lnianego rodem z Biedronki. Wieszając byłam pełna obaw, czy hamak nie będzie za krótki, ale gdy się już w nim umieściłam, prawie pupą sięgałam trawnika ! Linki się doskonale wyciągnęły. Tkanina zawinęła się wkoło mnie, motając jak kokon, co trochę przeraziło. Jednak siatkowany hamak dawał większą stabilność. Nie ma szansy ciąć czegokolwiek, obawiałam się ciąć i przeszywania, toteż na szybko powiązałam dodatkowe supełki na sznurku, skracając długość hamaka. Po pierwszych dziwnych odczuciach, zaczęłam i w tym kokonie czuć się bezpiecznie. Zaczęło mi odpowiadać to tkaninowe otulenie. Już nie jedna próba czytania zakończyła się drzemką. ;-) Polecam ! 








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...