Pages

5 czerwca 2013

Ogrodowe nowości

                                                         
              
 Piszę 'ogrodowe', a przecież nie posiadam ogrodu. Używanie terminu 'działka' często mi nie pasuje, chociaż określając miejsce pobytu, cel wyjazdu (byłam na działce, jadę na działkę) słownie mi leży, o tyle w przypadku roślinności wolę używać słowa 'ogród'. Może dlatego, że brzmi bardziej dostojnie, tak trochę bardziej poważnie. Bo tak naprawdę większość działek w 'moim' ogrodzie działkowym to już nie grządki i warzywka, a po prostu miejsca wypoczynku, namiastki domków z ogródkiem. ;-)                        
U mnie trochę zmian. Właściwie żadne szaleństwa, po prostu odnawianie. Rok ubiegły wymusił inne działanie, inne sprawy wyszły na plan pierwszy, więc to takie trochę skumulowane bieżące ale i przesunięte w czasie remonciki. Z elementów stałych, budowlanych, to odnowienie wnętrza altany (tapetowanie, zmiana wykładzin, przestawianie mebli), ale też i pergoli (wymiana niektórych elementów drewnianych), malowanie... Cześć jest w trakcie, część w bliższej, czy nieco dalszej przyszłości. Równocześnie roślinność domaga się zainteresowania. Głównie cięcia odświeżające, dające przestrzeń, bo po tych kilki, kilkunastu latach wszystko się rozrosło, co na tak małej przestrzeni wcale fajne nie jest. Jak tak pomyśle o tym, co bym chciała poprawić, to powinnam rozpisać spokojnie plan 3-5 cio letni. :-)))

Zanim o nowościach roślinnych muszę dwa słowa o krzewie, który jest niesamowity. Krzewuszka, znana też jako wajgela. Bladoróżowa zaczęła właśnie kwitnąć. Czerwona dopiero ma takie plany. Rośliny niezawodnie corocznie, obsypane są kwiatami, niestety, nic nie trwa wiecznie, przekwitają. Jednak warto przyjrzeć się im bliżej, bo i liście mają ciekawe (bywają odmiany o dwubarwnych liściach, co jest szczególnie dekoracyjnie poza kwitnieniem). Kwitną na dwuletnich pędach, ładnie się krzewią.

A teraz dwie nowości, z których jestem bardzo, bardzo zadowolona. Wspominany w poprzednim poście biały rododendron. W sklepie był jednym z większych krzewów, a wśród moich wydaje się być malutki. Doczytałam w necie, że to stara odmiana, bardzo odporna i, co mnie zaskoczyło, powtarza kwitnienie !

Drugą nowością jest róża. Bardzo lubię róże, jednak z braku miejsca, wybieram je w szczególny sposób. Kilka, nawet kilkanaście lat temu przypadkowo kupiona została (jeszcze przez rodziców) białą róża Fryderyk Chopin. Powaliła mnie na kolana kwitnąc. Niestety, jedna z zim wykończyła roślinę. Rozglądałam się, by ponownie kupić, ale niestety. W tym roku postanowiłam, że już naprawdę muszę mieć i... znalazłam w necie. Zanim jednak zamówiłam, wracając do domu, przypadkowo zajrzałam do pobliskiego ogrodniczego, a tam właśnie było po dostawie i ... stała jedna, i czekała na mnie. :-) Niestety, jeszcze nie kwitnie, ale gdy tylko, a ma mały pąk, od razu się pochwalę. Przypadkowo, do towarzystwa, otrzymała... czerwonosrebrną, bo tak określają jej kolory fachowcy. Szczerze mówiąc, widywałam takie w kwiaciarniach, ale nie widziałam w gruncie, rosnącej. To Luxor. Miałam tą przyjemność, że znowu była jedyna, na dodatek pękający pąk powalał klasycznym pięknem i zapachem. Posadzona lekko zwiesiła główkę kwiata, co widać na zdjęciach (są z weekendu), ale dziś, bo byłam przelotem zawieźć rośliny, które dowiózł kurier, już ładnie płatki się rozchylają i cały kwiat dumnie w górę spogląda.


I na koniec jeszcze ptasie sprawy. 
Mam 3 dość wysokie drzewa, dwa świerki i modrzew. Poza tym kilka innych wysokich nasadzeń. W tym roku dokładniej się przyglądam ptakom, bo urzędują i to dość konkretnie. Na jednym ze świerków gniazdo ma sroka. Do tej pory gniazda wyobrażałam sobie jako konstrukcie dużo bardziej porządne. Sroka widać ma inne poczucie estetyki, czy może praktyki. Ta kupka gałązek, to właśnie jej dom. :-) Na uwagę zasługuje fakt, że jest to konstrukcja bardzo sumiennie wykonana, bo po tych szalonych wiatrach, które bywały, spadła z gniazda tylko jedna gałązka.
 Drugie gniazdo zajmuje dziki gołąb (grzywacz). Samego gniazda nie dostrzegłam do dziś, ale już podejrzewałam, jak ptaki zatapiały w głąb gałęzi, jak denerwowały się, krzyczały przy wycince dolnych konarów, że założyły rodzinę. W niedziele pod świerkiem pojawiła się skorupka. Była śnieżno biała i bardziej aksamitna w dotyku niż kurzego jajka. Przyglądając się jej z bliska wyraźnie było widać, że otwór wybity został czymś ostrym (wydziobany), że nie jest to stłuczone, czy uszkodzone. W środku czyste, suche.

A na modrzewiu już w ubiegłym roku pojawiał się mały ptaszek. Przypuszczalnie to ten sam, którego udało mi się złapać w kadr. Ktoś rozpoznaje ?


1 czerwca 2013

Rododendrony i azalie

Aż się czasami wierzyć nie chce, że to tak w sumie niekłopotliwe rośliny. Wymagają, co prawda ziemi w odczynie kwaśnym, ale nawet na takiej słabiźnie piaskowej, jak u mnie można im zapewnić znośne warunki wspierając się nawozami specjalnie dla nich. Rok temu nie kwitły, nie wiem dlaczego, ale w tym roku pokazały, co potrafią. W nagrodę dziś dostały kolejnego towarzysza (białego rododendrona) i podsypałam je świeżym torfem. Zdjęcia może nie są jakościowo bardzo w porządku, ale wczoraj słońce bywało na chwile, a zamrozić obraz w kadrze przy tak silnym wietrze wcale nie było łatwo. O makrach pokazujących piękne wnętrze kwiatów mogłam zapomnieć, a szkoda.





20 maja 2013

14 maja 2013

Się Porobiło - cz.68. Liliowo, ale nie do końca.

A może ametystowo, cyklamenowo, fiołkowo, fuksjowo, jagodowo, lawendowo, czy może po prostu fioletowo ? Czasami nie zastanawiamy się nad odcieniami, ich mnogością. Ciekawe jest, że ich nazewnictwo (chyba dla ułatwienia pochodzi od 'codzienności', tj. od owoców, roślin, produktów spożywczych, itp). W sumie nazwy bardzo ładne, prawda ? Nooooo ..., może poza' majtkowym różem'. ;-)

Moda na fiolety żyje od pewnego czasu, jednak przyroda wiedziała, co robi stwarzając bajeczne odcienie bzu lilaka. Mój akurat jest taki mało lawendowy, wręcz ... no właśnie, jaki ?

Za to cała gama wyżej wymienionych odnajduje się w uprzędzonej wełnie z owcy kolegi. W sumie 173 g w navajo, czyli potrójna, raczej grubsza, co mnie cieszy, bo z mymi skłonnościami do cienizny, niełatwo było. Single kręcone uprzednio na wrzecionie, później zamienione na kołowrotku w navajo. 


103 gramy jaśniejsze, powiedzmy lawendowe - z dużym przymrużeniem oka.

 I 70 gram fioletowego indygo, czy w zasadzie odwrotnie. Odwrotnie, bo barwiąc, podstawą farby był właśnie granat, do którego wrzucałam trochę biskupiego i czerwieni.

Resztę sierści spożytkuję raczej tylko do filcowania. No szkoda, ale owca ma być niedługo ponownie strzyżona, łudzę się, że tym razem uda się nie zepsuć strzyży.
Tymczasem rozkoszuję się wonią działkowego bzu. Nie jest tak intensywna, jak bzów pojedynczych, ale i tak pachnie w mieszkaniu. :-)




5 maja 2013

Biało-różowo-fioletowo.

W końcu udało mi się upolować na targowisku osiedlowym różowe bluszczolistne pelargonie. U mnie, jak pisałam poprzednio, wszędzie tylko czerwone - wściec się można. Było dokładnie tyle, ile potrzebuję. Dopadłam, kupiłam, wróciłam do domu, posadziłam.
Niestety, nie starczyło mi ziemi (70 litrów, to mało) i jeszcze niektóre tylko stoją w docelowych miejscach. Kupiłam też miniaturowe dwa pomidory. Na zdjęciu, poniżej w sąsiedztwie wschodzącej rzodkiewki.

 Aaaaaa... czerwona dalia docelowo na działkę pojedzie.
 Skoro o czerwonym, to proponuję lody waniliowe z truskawkami. Wyjątkowo lubię to zestawienie lodów z owocami. Inne nie bardzo mi smakują.


Ostatnio nie bardzo mi wychodzą jakieś działania rękodzielnicze. Fakt, pofarbowałam nieco wełny od owieczki kolegi. Wyszukałam te dłuższe kłaczki, wyczesałam i przędę na wrzecionie. Kolory wyszły inne niż poprzednio, ciemniejsze, bardziej nasycone, ale nie szkodzi. Tutaj ukłony do dziewczyn (Basi i Aldony) za dyskusję o praniu alpaki i wełny, bo wymoczyłam porządnie wełnę w płynie do naczyń i jest zdecydowanie lepiej. Dziękuję. :-) Oczywiście będzie jeszcze skręcana podwójnie.


A, że już ciemno za oknem, takie nocne ujęcie balkonowe z lampkami solarnymi. Szkoda, że w tle uliczne lampy sodowe, ale nijak je wyłączyć.







3 maja 2013

Roślinnie

Po tak długiej, śnieżnej zimie trudno się dziwić, że zanudzam kwiatami. :-)
Zdjęcia z pierwszego maja - było słońce i nawet ciepło, a w większości kraju deszczowo, wietrznie i zimno. Wczoraj pogoda już się zmieniała na niekorzyść, dziś zdecydowanie zimno i wiatr. Brrr...

Na działce jeszcze bardzo 'wczesnowiosennie', czyli dopiero odkopuję się spod suszków pozimowych, wczoraj została ścięta trawa (albo raczej coś, co ma nią być), wyczesana, nawieziona i podlana. Rośliny, które przeżyły zimę ostro budzą się do życia. 
To mi przypomina starą prawdę, że ... życia się odradza. Nie zawsze w tej samej formie, ale jednak. ;-)

Na początek cesarska korona - nie pamiętam od ilu lat rośnie i nie pamiętam, kiedy zakwitła. Ciągle tylko łodyga, liście i finał. W tym roku... może nie ogromna, ale... jest. :-)
Poniżej na zdjęciach, w kolejności - szafirek (jeden z dwóch kwitnących :-)))) na ten ogrom cebul, to porażka, ale co tam) i maleńki bratek, kaczeniec, tulipany, migdałek, srebrny świerk i przekwitająca wierzba, czyli, bazie.













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...